Kiedy firma nie płaci

Aneta Zadroga
30.07.2012 , aktualizacja: 30.07.2012 15:36
A A A
Pracodawcy coraz częściej zalegają z wypłatami. Pracownikom - prawie 43 mln zł pensji, państwu - 26 mld zł podatków. Najgorzej jest w branży budowlanej, którą za kilka miesięcy czeka duży kryzys
Państwowa Inspekcja Pracy alarmuje: rośnie liczba niewypłaconych pensji. W pierwszym kwartale 2012 roku ponad 38 tys. pracowników nie dostało wypłaty na czas. To o jedną trzecią więcej niż rok temu. W 2011 r. zatrudnieni walczyli za pośrednictwem inspektoratów o 33 mln zł zaległych wynagrodzeń, w tym roku już o 43 mln zł. Z danych PIP wynika, że ponad 5 tys. firm w Polsce nie płaci na czas. Kłopoty finansowe przedsiębiorstw potwierdzają też statystyki resortu finansów. Według danych ministerstwa długi podatkowe firm rosną. W 2010 r. zalegały z kwotą 23 mld zł podatków. Pod koniec ubiegłego roku kwota ta zwiększyła się aż do 26 mld zł.

Źle w budowlance

Po skontrolowaniu 23 tys. pracodawców PIP zauważa, że najbardziej zalega z pensjami sektor budownictwa. Polski Związek Pracodawców Budownictwa szacuje, że w najbliższych miesiącach pracę w tym sektorze straci nawet do 150 tys. osób, a część z nich nie dostanie wynagrodzenia. Dlaczego? Bo firmy zatrudniające budowlańców ogłoszą upadłość. Co wtedy? Pracownik powinien jak najszybciej złożyć w sądzie pozew i żądać zapłaty zaległej pensji. Syndyk będzie miał wtedy podstawę, by wypłacić pracownikowi zaległe świadczenia. Można też zwrócić się do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Fundusz wypłaca maksymalnie trzy zaległe pensje. Wzór wniosku można znaleźć na stronie www.fgsp.gov.pl.

Małgorzata Krzysztoszek, główny ekonomista PKPP Lewiatan, podkreśla, że branża budowlana na razie działa "siłą rozpędu" w związku z pracami dotyczącymi zakończonych miesiąc temu mistrzostw Europy w piłce nożnej. - W 2013 roku może być nieciekawie. Prawdopodobnie nastąpi spadek zatrudnienia i zamykanie firm po tym, jak skończą się projekty realizowane jeszcze w ramach Euro 2012 - zaznacza Krzysztoszek.

Opóźnienia, poza budowlanką, zdarzają się także w branży spożywczej, transportowej, kosmetycznej oraz RTV-AGD. Powód? Firmy nie otrzymują od kontrahentów płatności na czas i dlatego wstrzymują wypłatę wynagrodzeń.

Sytuację, kiedy nie można doprosić się o wypłatę, doskonale zna Renata, zatrudniona w jednej z firm kosmetycznych w Krakowie: - Pracowałam na umowę o dzieło. Firma zawsze płaciła z opóźnieniem, zwykle jedno-, dwutygodniowym. Jednak na ostatnią pensję, z marca tego roku, czekam do dziś. To 2 tysiące złotych. Właściciel mówi, że ma kłopoty finansowe i zwleka z zapłatą. Nadal liczę, że pieniądze w końcu wpłyną na moje konto, dlatego jeszcze się nie zdecydowałam pójść do sądu.

Marek, inżynier budowlany zatrudniony u jednego z wrocławskich deweloperów, nie miał tyle cierpliwości. - Opóźnienia wypłat zdarzały się od końca zeszłego roku. Kiedy firma drugi miesiąc z rzędu nie płaciła mnie i kilku kolegom, złożyliśmy skargę do inspektoratu pracy. Pojawiła się kontrola i po dwóch miesiącach dostaliśmy zaległe pensje - opowiada.

Właścicielka firmy zajmującej się organizacją eventów kulturalnych ze Śląska tłumaczy, że pracodawcy nie płacą, bo sytuacja gospodarcza jest coraz trudniejsza i zwyczajnie nie mają z czego. - Prowadzę jednoosobową działalność gospodarczą. Przez dwa lata powodziło mi się całkiem dobrze, zatrudniałam trzy osoby, jedną na umowę o pracę, dwie na umowę-zlecenie. Ale od początku tego roku jest duży kryzys. Partnerzy biznesowi zalegają mojej firmie z zapłatą ponad 15 tys. zł. A ja muszę odprowadzać składki i płacić podatki. Nieważne, czy mam z czego, czy nie - tłumaczy. - Jeśli mam do wyboru zaleganie z podatkami i kary z tym związane a opóźnienie przy wypłatach dla pracowników, wybieram to drugie. Mam to szczęście, że osoby, które zatrudniam, rozumieją sytuację, w jakiej się znajduję i zgodziły się poczekać na pieniądze, nie skarżąc mnie do PIP.

Po pomoc do państwa

Jak podkreśla Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej, termin wypłaty wynagrodzenia powinien być podany w regulaminie firmy lub (również) w umowie o pracę.

Państwo w szczególny sposób chroni wynagrodzenie za pracę. W razie upadku firmy zaległe zobowiązania są wypłacane z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Gdy firma nie ogłasza upadłości, lecz pracownicy nie dostają pensji (tzw. porzucenie firmy) - zaliczki również wypłaca FGŚP. W wypadku bankructwa - komornik w pierwszej kolejności wypłaca zaległe wynagrodzenia. Jeśli zalega firma funkcjonująca, PIP może nakazać wypłatę lub skierować sprawę do sądu.

PIP skutecznie egzekwuje zaległe wynagrodzenia. Ostatnio Inspekcji udało się skłonić dużą firmę z okolic Końskich do wypłaty łącznej kwoty prawie 83 tys. zł grupie 125 pracowników, którzy na pieniądze czekali od grudnia 2011 roku. Kolejnym przykładem są działania inspektoratów w Rzeszowie. W sumie nakłoniły one pracodawców z tego regionu do wypłaty 433 pracownikom ponad 532 tys. zł. A ponad 8 mln zł zaległych pensji wyegzekwowali w pierwszym kwartale tego roku inspektorzy z Poznania.

Nadgodziny za darmo

Spóźnienia z wypłatami to niejedyny grzech polskich firm. Pracodawcy coraz częściej nie przestrzegają też czasu pracy. Aż połowa kontrolowanych przez PIP firm ma kłopoty z ewidencją. Nie płacą zatrudnionym za nadgodziny, częstym naruszeniem jest też nieprzestrzeganie przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy, a za przepracowane weekendy nie ma wolnego. Co można zrobić, gdy szef każe pracować po godzinach i nie chce za to zapłacić?

- Przede wszystkim można się zwrócić do PIP. Ale pracownicy często tego nie robią. Można także gromadzić korespondencję, maile z pracodawcą, notować wejścia i wyjścia z pracy - mówi Kazimierz Sedlak, dyrektor firmy doradztwa personalnego Sedlak & Sedlak. - Jednak zakładam, że w większości sytuacji, o których mówimy, pracodawcy nie płacą, bo zmusza ich do tego trudna sytuacja gospodarcza. Do takiego zachowania zmuszają ich problemy płatnicze.

Wyjaśnia, że w przedsiębiorstwach zdarzają się ogromne zatory płatnicze. - To mechanizm funkcjonowania naszej gospodarki. Prosty przykład - firma musi płacić VAT w terminie, co miesiąc, bez względu na to, czy kontrahenci zapłacili już faktury, czy nie. W takich sytuacjach powinno interweniować państwo. Od każdej pensji, każdego wynagrodzenia, pracodawca co miesiąc odprowadza składkę. Pracownicy również płacą podatki, więc jest to dla państwa ogromny zysk. Kiedy pracodawca nie oszukuje pracownika celowo, to właśnie Fundusz Pracy albo fundusze związkowe powinny ratować zatrudnionego wypłatą jakiejś kwoty - przekonuje.

Warto wiedzieć. Kodeks pracy zezwala na pracę po godzinach, ale konieczna jest wtedy ewidencja twojego czasu pracy. Od pracodawcy możesz żądać wglądu w nią, możesz też domagać się wynagrodzenia.

Podwójna praca

Firmy stosują też podwójne zatrudnianie. Zdarza się to zwłaszcza w górnictwie i służbie zdrowia. To świadczenie pracy w dni wolne, często na tych samych stanowiskach i pod nadzorem tych samych osób, co w pozostałe dni tygodnia, ale na podstawie umowy o pracę zawartej z firmą zewnętrzną. W ten sposób pracodawcy oszczędzają na wypłacaniu wynagrodzeń za nadgodziny. Prawo nie ogranicza czasu, jaki można przepracować w ciągu doby u kilku pracodawców.

- To typowe działanie lekarzy. Wiadomo, że wszyscy dążymy do tego, żeby dane luki w prawie wykorzystać na swoją korzyść, np. starając się płacić jak najniższe podatki. Bo jeśli można czegoś unikać i zaoszczędzić, to się to robi - przekonuje Kazimierz Sedlak. - A wracając do lekarzy: wprowadzono 48-godzinny tydzień pracy, a np. lekarz ma dyżur 24-godzinny. Wystarczą mu trzy takie dyżury w ciągu tygodnia i już przekracza wszelkie ustawowe godziny pracy. Państwo wprowadziło więc zapisy, które powalają pracować na kontrakt. Lekarze pozakładali własne firmy i pracują ponad normę. Tracą na tym wszyscy. My, jako pacjenci, bo lekarz jest przemęczony - i zasypia na dyżurze - i sami zatrudnieni. Z drugiej strony, sami decydujemy, ile pracujemy. Do momentu, kiedy odbywa się to na zasadach dobrowolności i nikomu nie zagraża, nie należy ścigać kogoś, kto chce zarobić więcej. Kierowca autobusu nie powinien pracować 24 godziny na dobę, ale na przykład grafik komputerowy już może, o ile sam się na to zdecyduje.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX