Listy czytelników: kto nam wychowa menedżerów?

Wojciech Kurda
09.08.2012 , aktualizacja: 09.08.2012 14:00
A A A
Skrzynki na listy

Skrzynki na listy (Fot. Robert Kowalewski / Agencja Gazeta)

Do napisania poniższych słów skłoniła mnie dyskusja, jaka pewien czas temu przetoczyła się przez łamy "Gazety Wyborczej" na temat jakości edukacji z perspektywy zarządzających.
Od ponad 10 lat pracuję w firmie świadczącej usługi doradcze i szkoleniowe dla wiodących firm w kraju. Mam to szczęście, że w naszej firmie wiele czasu spędzamy na dyskutowaniu nie tylko na temat aktualnych projektów, ale też szerszej sytuacji w polskich przedsiębiorstwach, którą znamy z perspektywy pracowników (którzy biorą udział w badaniach opinii przez nas realizowanych), menedżerów (uczestników naszych szkoleń) i zarządów (którym doradzamy w zakresie strategii, kultury i komunikacji).

Jesteśmy przekonani, że największy wpływ na powodzenie przedsiębiorstwa ma jakość zarządzania (menedżerów!), a dopiero w dalszej perspektywie jakość pozostałej kadry trafiającej do firm. Myślę, że tematowi kierowania poświęca się w naszej prasie zbyt mało uwagi. Tymczasem lepsze zarządzanie oznacza rozwój firm, a co za tym idzie - gospodarki, na czym korzystamy wszyscy jako społeczeństwo. Lepsi menedżerowie to również lepsze życie ludzi zatrudnionych w firmach.

Klucz do sukcesu firmy tkwi w angażującym ludzi stylu zarządzania, sprawnej komunikacji między pracownikami i unikalnej kulturze - te czynniki powodzenia najtrudniej podrobić. Ale też, niestety, najtrudniej wytworzyć... To przez brak takiego podejścia polskie firmy są mało innowacyjne.

Wiele przedsiębiorstw osiąga dobre wyniki dzięki obniżaniu kosztów, co jest stosunkowo proste, ale zawsze gdzieś się kończy. Trudniejsze jest zwiększanie wyników dzięki szybkiemu reagowaniu, szybkiemu wdrażaniu zmian, byciu pionierem dzięki wprowadzaniu nowych produktów i usług, wysokiej jakości opartej na zaangażowanych ludziach. Na to znacząca część firm nie jest przygotowana. W efekcie jakość zarządzania jest niska, dominuje komunikacja jednostronna, kultura opiera się na podejrzliwości, nie zaufaniu.

Ale skąd menedżerowie mają mieć odpowiednie kompetencje do zarządzania na wyższym poziomie? System edukacyjny od podstawówki po studia wyższe nie przygotowuje do radzenia sobie z coraz większą kompleksowością świata. Socjalizacja w naszym społeczeństwie nie kształtuje osobowości skłonnej do empatii i zaufania ani umiejętności koniecznych do przywództwa i wspierania kreatywności. Zarządzania menedżerowie uczą się dopiero w swoich firmach. A tam negatywne kultury szybko robią porządek z tymi, którzy próbują pójść pod prąd.

Podobnie jak Polska nie szaleje z wydatkami na podnoszenie poziomu edukacji, podobnie dzieje się w przedsiębiorstwach. Być może statystyki wykazują, że na rozwój kadr idą wielkie środki, ale zbyt często są to pozorne, nieefektywne działania - robi się cokolwiek najniższym kosztem przy finansowym wsparciu Unii Europejskiej, dbając jedynie, by w zestawieniach wszystko się zgadzało.

Wartościowe programy rozwojowe należą do rzadkości, bo nie ma przekonania u kadry zarządzającej, by zrobić coś raz, a sensownie. W rezultacie mamy takich menedżerów, jakich mamy, którzy kontynuują ten kierunek działania i tworzą kolejne pokolenia kiepskich menedżerów i sfrustrowanych ludzi.

A gospodarka kręci się w logice kosztowej i ta logika w końcu obróci się przeciwko nam - kiedy powstające obecnie centra usługowe korporacji i odtwórcza produkcja zostaną przeniesione do Mołdawii, Ukrainy i Gruzji. Proces taki dotyka właśnie zachodnie gospodarki, ale dla nich nie będzie to miało opłakanych konsekwencji, bo zostaną im najbardziej zaawansowane technologie i produkcja wymagająca najwyższej jakości. Co nam zostanie po zabraniu linii montażowych i niewiele od nich różniących się centrów usługowych, które koncerny aktualnie zakładają w Polsce, dążąc do obniżenia kosztów obsługi finansowej i IT oddziałów w droższych krajach?

Jeżeli nie system edukacji ani nie prasa biznesowa czy literatura fachowa, które są w większości na żenująco niskim poziomie, to kto może coś zdziałać? Działy HR wydawałyby się dobrym adresatem, ale obecnie w wielu firmach znajdują się w fazie likwidacji lub nie mają odpowiedniej siły przebicia, by forsować kompleksowe programy rozwojowe na wysokim poziomie.

I tu wracamy do punktu wyjścia - szefów firm narzekających na niski poziom absolwentów. Można czekać wiele lat na zmiany w systemie edukacji i kolejnych kilka na wykształcenie nowych ludzi. Ale jeżeli trafią oni następnie do źle zarządzanych organizacji, niewiele to zmieni, bo szeroko rozpowszechniona kultura przeciętności szybko odbierze im chęci do zmian. Dużo więcej można osiągnąć, wspierając działania rozwojowe na dobrym poziomie i kreując środowisko pracy (kulturę) oparte na otwartej komunikacji, które pozwala stosować nowe umiejętności w praktyce. Jest to możliwe, ale najczęstszą barierą jest brak przekonania właśnie na najwyższym szczeblu. Zarządzający firmami nie dostrzegają, że takimi działaniami mogą przyciągać najlepszych z rynku pracy, zapewniać im możliwość rozwinięcia skrzydeł, a firmie i (przede wszystkim) sobie lepsze perspektywy.

Czy firmy tak chętnie podkreślające swoją społeczną odpowiedzialność dostrzegą, że w ten sposób mogłyby wnosić rzeczywiście ogromny wkład w rozwój ludzi, firmy i kraju - jakkolwiek pompatycznie to brzmi? Czy są gotowe podjąć się takiej misji?

Chcesz do nas napisać? Nasz adres to: gazeta.praca@gazeta.pl

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX