Igrzyska w Londynie zaszkodziły setkom tysięcy pracowników z Azji

Katarzyna Pawłowska-Salińska
13.08.2012 , aktualizacja: 13.08.2012 13:00
A A A
Londyn 2012

Londyn 2012 (Fot. Jae Hong AP)

Wynika to z raportu brytyjskiej Kampanii Play Fair 2012. Chodzi o pracowników firm produkujących stroje dla znanych marek. Ich godziny pracy przed igrzyskami wydłużyły się średnio do 60 tygodniowo.
Standardowy dzień pracy w szwalni na Filipinach przed igrzyskami w Londynie trwał 10 godzin. Powód? Zwiększone zapotrzebowania na markowe, sportowe ubrania. Dlatego przeciętny robotnik pracował tam 60 godzin tygodniowo. Niestety, za swoją pracę nie został godziwie opłacony - aż połowa pracowników na Filipinach jest uzależniona od "pożyczek na dzień wypłaty". Nikt nie płaci za nich ubezpieczenia. A brak wentylacji w czasie upałów doprowadza filipińskich robotników do ciężkich chorób dróg oddechowych.

W opublikowanym niedawno raporcie "Gra fair?", przygotowanym przez brytyjską organizację Kampania Play Fair 2012 (projekt tamtejszego Kongresu Związków Zawodowych - TUC i organizacji Labour Behind the Label - LBL), zebrano dane, z których wynika, że w wielu azjatyckich fabrykach produkujących odzież sportową, ubrania oraz tekstylia na Igrzyska Olimpijskie 2012 nie dba się o pracowników lub wręcz narusza ich prawa.

Śmieciowe kontrakty, głodowe stawki

Po pierwsze, robotnicy są zatrudniani na podstawie krótkoterminowych kontraktów, aby w ten sposób uniknąć płacenia ubezpieczenia socjalnego (składki emerytalne, chorobowe oraz urlopy macierzyńskie). W chińskiej prowincji Guangdong większość pracowników nie ma ubezpieczenia socjalnego, mimo że nakazuje to obowiązujące prawo.

Robotnicy w pewnej w fabryce w Chinach mają nietypowy zapis w umowach. Wskazuje on dwie lokalizacje miejsc pracy: Guangzhou i Heyuan - miasta oddalone od siebie o 200 km. Po co? Pracodawca specjalnie umieścił w dokumencie odległe miejsce, aby wywołać poczucie strachu i nie dopuścić do kwestionowania warunków zatrudnienia. Zarząd zawsze może przecież wysłać pracownika do fabryki oddalonej o 200 km od miejsca zamieszkania i w ten sposób zmusić go do zwolnienia się z pracy.

Co jeszcze opisuje raport? Wynagrodzenia na pograniczu ubóstwa. Pracownicy na Sri Lance otrzymują miesięcznie zaledwie 22-23 procent płacy minimalnej, która wynosi 357 dolarów amerykańskich. Trzy czwarte badanych oświadczyło, że ich miesięczne zarobki nie wystarczają do zaspokojenia podstawowych potrzeb.

Kolejna sprawa to wymuszone nadgodziny. Zarząd fabryk na Sri Lance sporządził roczny grafik bez uprzedniej konsultacji z pracownikami. Dyrekcja decyduje odgórnie, które dni będą wolne. Poprzez kontrolowanie rocznego kalendarza unika płacenia za nadgodziny podczas miesięcy, gdy jest wiele pracy.

Nielegalne związki, piętnowanie niepokornych

Następny zarzut stawiany fabrykom to delegalizacja związków zawodowych. W dziesięciu fabrykach, w których przeprowadzono badania, nie działały zalegalizowane związki czy też jakiekolwiek wiarygodne organizacje pracownicze.

W Guangzhou dystrybucja ulotek oraz dzielenie się ze współpracownikami informacją na temat możliwości poprawy warunków pracy może prowadzić do natychmiastowego zwolnienia. Robotnicy łamiący obowiązujące w fabryce zakazy są wskazywani i zawstydzani, a dział kadr przypina na tablicach ogłoszeniowych ostrzeżenia skierowane do konkretnych osób wraz z ich zdjęciem.

Robotnicy nie mają zapewnionych odpowiednich warunków. Setki szwaczek w fabryce w Guangzhou siedzą na taboretach, a nie na krzesłach. Przez to większość z nich cierpi na dotkliwe bóle szyi i pleców. Tamtejsi pracownicy są zakwaterowani w hotelach pracowniczych, gdzie ciepła woda jest dostępna o 23, gdy skończą się nadgodziny.

Wielu pracowników z badanych fabryk nie nosi masek ochronnych. Dlaczego? Ze względu na wysoką temperaturę. Poza tym noszenie masek przy niektórych rodzajach prac mogłoby spowolnić tempo i kłopoty z realizacją nierealnie wysokich celów produkcyjnych. A to prosta droga do konfliktów z kierownikami. "Dzienna norma produkcyjna wynosi 600-700 sztuk. Jak miałbym osiągnąć taką liczbę, mając na sobie maskę?" - mówi cytowany w raporcie robotnik.

Jest dochodzenie, są bojkoty

Aż osiem spośród dziesięciu przebadanych fabryk produkowało towary na igrzyska w Londynie. Zlecały im to marki: Adidas, New Balance, North Face, Columbia Sportswear Company, Next, Nike, Speedo oraz Ann Taylor.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski od lat utrzymuje, że jego zadaniem jest "wspieranie etyki w dziedzinie sportu". Pierwsza zasada Karty Igrzysk Olimpijskich głosi: "olimpizm dąży do stworzenia sposobu życia opartego na radości z wysiłku, wychowawczych wartościach dobrego przykładu, odpowiedzialności społecznej i poszanowaniu uniwersalnych i podstawowych zasad etycznych". Ale zdaniem autorów raportu MKOl nie chce podjąć konkretnych kroków, żeby zapewnić poszanowanie praw człowieka także w czasie produkcji towarów w związku z igrzyskami.

Jak na to zareagowały same firmy? "Dogłębnie rozważamy większość zarzutów postawionych w raporcie »Gra fair?" i oczywiście rozpoczęliśmy natychmiastowe dochodzenie w tej sprawie" - czytamy w oświadczeniu wydanym przez Grupę Adidas. Firma wyjaśnia też, że tylko cztery z dziesięciu fabryk przebadanych przez autorów raportu produkowało ich licencjonowane towary olimpijskie. I dodaje, że jest w pełni zaangażowana w ochronę praw pracowniczych i zapewnianie robotnikom bezpiecznych warunków.

Maciej Lasoń, rzecznik prasowy Nike w Polsce, przyznaje, że proces zarządzania prawami pracowników w fabrykach, od których firma kupuje rzeczy, jest bardzo skomplikowany: - Zdajemy sobie sprawę, że istnieje w nich potrzeba regulacji, zwłaszcza jeśli chodzi o przestrzeganie praw pracowniczych czy zapewniania właściwych warunków pracy. Nike jest w tym procesie światowym liderem, ale przyznajemy, że jest to proces. Ciągle jeszcze są rzeczy, które i my, i inne firmy powinniśmy uregulować.

Jak twierdzi, Nike prowadzi program audytu dostawców. - Już w 79 proc. kluczowych fabryk regularnie badamy poziom zadowolenia pracowników. Jeśli uznajemy, że nie są traktowani odpowiednio, pomagamy fabryce we wróżeniu zmian. Według ostatniego badania w jedynie 4 proc. fabryk mamy obecnie do czynienia ze znaczącym naruszaniem praw pracowniczych. Jeśli taka firma cyklicznie nie będzie spełniać naszych wymagań w tym zakresie, zostanie wykluczona z systemu dostawców Nike - podkreśla.

Czy działania Kampanii Play Fair mogą coś zmienić? Bojkoty konsumenckie mają dużą siłę sprawczą na Zachodzie. Jak opisuje na swoim blogu Simon Birch, współpracujący m.in. z "Guardianem", przez ostatnich 20 lat aktywiści zmusili firmę Nike do zmiany postawy w kwestii doboru dostawców z Azji. "Korporacja, która jeszcze 20 lat temu stanowczo zaprzeczała, że ponosi jakąkolwiek odpowiedzialność za łamanie praw pracowniczych w fabrykach swoich dostawców, przeszła długą drogę" - pisze Birch. - "Dziś działa w sposób tak otwarty i przejrzysty, że dwie dekady temu byłoby to nie do pomyślenia".

"To jednak nie oznacza, że aktywiści mogą już sobie szukać nowej pracy" - studzi swój uprzedni entuzjazm Birch. Jego zdaniem dowodem na to, jak bardzo są potrzebni, jest właśnie najnowszy raport Play Fair 2012.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX