Jobs obiecał mu pracę, Apple go zwolnił. Jest proces

bsn
27.08.2012 , aktualizacja: 27.08.2012 18:08
A A A
Apple

Apple (Fot. Robert Kędzierski)

Wayne Goodrich zarzeka się, że dożywotnią posadę w firmie obiecał mu sam Steve Jobs. Na niewiele się to jednak zdało. Niedługo po śmierci Jobsa, jednego z założycieli Apple'a, otrzymał wypowiedzenie. Oskarżył więc firmę o stosowanie nieuczciwych praktyk biznesowych i złamanie warunków umowy.
Jak donosi "Bloomberg Businessweek", Goodrich twierdzi, że był bliskim i zaufanym współpracownikiem Jobsa. Gwarancję wiecznego zatrudnienia miał otrzymać od niego podczas osobistego spotkania w 2005 r. Na dodatek w 2010 r., też od Jobsa, miał usłyszeć zapewnienie, że nawet jeśli jego stanowisko zostanie zlikwidowane, w firmie na pewno znajdzie się dla niego nowe miejsce. Wszystko na nic. W grudniu 2011 r. Goodrich wyleciał z pracy. Podobno ze "względów biznesowych", nie mających związku z efektami jego pracy.

W pozwie złożonym kilka dni temu w sądzie w kalifornijskim San Jose czytamy m.in., że "Obietnica wyrażona przez Steve'a Jobsa była zgodna ze stosowaną praktyką, w myśl której działał on w imieniu Apple'a, obiecując bezpieczeństwo zatrudnienia kluczowym osobom pracującym z nim przez wiele lat".

Wayne Goodrich pracował dla Jobsa od 1998 r. Przed zwolnieniem nadzorował przygotowanie publicznych prezentacji firmy, w trakcie których swoją premierę miały takie urządzenia jak iPad czy iPhone.

Teraz chce odszkodowania m.in. za akcje przedsiębiorstwa, które utracił wraz z pracą. Adwokat Phil Horowitz przekonuje, że jego klient stracił pracę właśnie dlatego, że firma chciała uniknąć wypłacenia należnych mu zysków z akcji. A te z pewnością były niemałe. W 2008 roku, gdy Goodrich wszedł w posiadanie akcji, kosztowały niecałe 97,5 dol. za sztukę, w chwili złożenia pozwu już 635 dolarów. Firma wstrzymuje się z komentowaniem sprawy.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX