Kiedy umowa jest śmieciowa?

map
21.09.2012 , aktualizacja: 12.03.2015 18:05
A A A
Sznur i pistolet symbolizowały rozwiązania jakie będą stosowali przyszli emeryci zatrudnieni obecnie na

Sznur i pistolet symbolizowały rozwiązania jakie będą stosowali przyszli emeryci zatrudnieni obecnie na "umowach śmieciowych", z których nie są odprowadzane składki emerytalne (Fot. Łukasz Nowaczyk / Agencja Gazeta)

W zeszłym tygodniu w serwisie Wyborcza.pl przetoczyła się dyskusja na temat umów cywilnoprawnych (o dzieło i zlecenia), które coraz częściej nazywane są śmieciowymi. Skąd to określenie? W porównaniu do etatu nie dają płatnego urlopu, pracownika można zwolnić praktycznie z dnia na dzień, a i z pójściem na zwolnienie lekarskie często jest problem.
"Zarabiam 7,5 tys. zł miesięcznie. Pracodawca nie ma prawa narzucić mi ani kiedy, ani ile, ani gdzie pracuję. Nie może zmusić mnie do zostania po godzinach. Mam umową zagwarantowane 25 płatnych dni wolnych w roku. W razie choroby - nie przychodzę. Umowa przewiduje 3-miesięczny okres wypowiedzenia. Nie rozumiem, jak można nazywać moją umowę śmieciową" - napisała do Wyborcza.pl Czytelniczka.

W komentarzach natychmiast zarzucono jej oderwanie od rzeczywistości lub kłamstwo. Większości wydało się niemożliwe, żeby 25-letnia osoba była w stanie wynegocjować warunki bijące na głowę statystyki. O wiele bliższa ogółowi komentujących okazała się historia Adama, który również w liście napisał: "Dla większości z nas, skazanych na wieczną niepewność zatrudnienia, to praca za 1500 złotych miesięcznie. My - tysiące sprzedawców, pracowników call center, wreszcie zwykłych robotników - jesteśmy pozbawieni elementarnego bezpieczeństwa. Nie możemy planować naszego życia na dłużej niż tydzień do przodu. Jak w tych warunkach mamy zakładać rodziny i wychowywać dzieci? (...) A może to, że mamy niską wydajność gospodarki, to nie wina "roszczeniowych pracowników", ale pracodawców? Może to oni, przyzwyczajeni do konkurowania niskimi płacami, oduczeni inwestowania w firmy i ludzi, nie umieją być "innowacyjni", "elastyczni", "zaadaptować do zmieniających warunków rynkowych"? Dlaczego znowu to my, pracownicy, mamy za to płacić?".

Pytamy Czytelników, czy umowy cywilnoprawne to zmora naszych czasów, która kojarzy się jedynie z niepewnością zatrudnienia i niskimi zarobkami? Może znacie kogoś, kto tak pracuje i jest zadowolony? Czekamy na opinie pracowników i pracodawców.

Piszcie: gazeta.praca@gazeta.pl

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX