Czytelnicy pytają, prawnik odpowiada - cz. 5

red.
08.10.2012 , aktualizacja: 08.10.2012 17:19
A A A

Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta

Na pytania naszych czytelników odpowiada Łukasz Supera, prawnik, specjalista prawa pracy z warszawskiej Kancelarii Adwokackiej M. Supera.
Czy pracownik zajmujący jedno stanowisko pracy (cały etat) może również być zatrudniony u tego samego pracodawcy na 0,2 etatu na stanowisku inspektora BHP? Oczywiście pracownik ma uprawnienia BHP.

Nie ma przeciwwskazań, aby wykonywać umowę o pracę w większym wymiarze niż cały etat dla dwóch różnych pracodawców. Wątpliwości pojawiają się w sytuacji, gdy pracuje się u tego samego pracodawcy. Wówczas zatrudnienie pracownika na więcej niż jednym etacie, może budzić wątpliwości, gdyż może prowadzić do obejścia przepisów o czasie pracy. Sytuacja taka dopuszczalna jest wyjątkowo w przypadku prac wyraźnie rodzajowo innych (por. np. orzeczenie SN z dnia 14 lutego 2002 r. , sygn. Akt. I PKN 876/00).

Jestem zatrudniony na umowę o pracę w spółce zajmującej się obsługą pasażerów na Lotnisku Chopina w Warszawie w charakterze kierowcy autobusu. Praca w równoważnym systemie, w/g grafiku. Grafik ułożony jest na dwie zmiany: 4.00-14.00 pierwsza zmiana, 14.00-23.00 zmiana druga. Samoloty lądują również w nocy w godz.23.00-4.00. Na ten czas nie są planowani kierowcy. Przed końcem drugiej zmiany zostajemy poinformowani, że trzeba zostać nawet do 4.00.Odmowa, mówienie że kierowca nie może pracować 14 godzin kończy się zastraszaniem. Firma twierdzi, że lotnisko to teren wewnętrzny i nie obowiązuje nas ustawa o czasie pracy kierowców. Często nie jest zachowana doba pracownicza, odpoczynek dobowy. Firma twierdzi, że tak jest taniej.Za wypracowane nadgodziny mamy zapłacone, lub godziny są zwracane. Moje pytanie brzmi: czy to jest legalne? Czy można tak ułożyć grafik, że będzie konieczność pracy po godzinach? Moim zdaniem jest to świadome planowanie nadgodzin i łamanie przepisów o czasie pracy kierowców, zastraszanie a nawet mobbing.

Pracodawca nie może celowo planować czasu pracy, tak aby koniecznie było wykonywanie pracy w godzinach nadliczbowych. Skoro nie są umyślnie przestrzegane przepisy dotyczące odpoczynku dobowego etc., proponuję zawiadomić inspekcję pracy

W roku szkolnym 2010 - 2011 wraz z innymi koleżankami prowadziłam zajęcia z dziećmi po przepracowaniu własnych godzin programowych (w godzinach nadliczbowych), w ramach środków z funduszy unijnych, na podstawie podpisanych stosownych umów. Za w/w zajęcia otrzymałam wynagrodzenie zgodnie z podpisaną umową i przepracowanym czasem pracy.

Po roku okazało się, że dyrektor przedszkola prawdopodobnie błędnie zinterpretował przepisy oraz warunki umowy i władze samorządowe zobowiązały nas do zwrotu części wynagrodzenia za rzekomo nieprzepracowany czas pracy (gdy odbywały się zajęcia dydaktyczne z rytmiki, plastyki i języka obcego my w tym czasie sprawowałyśmy opiekę nad dziećmi jako pomoc - zgodnie z poleceniem dyrektora).

Po ponad roku od tego faktu zażądano od nas zwrotu części wynagrodzenia, jednak teraz wójt zmienił zdanie i ogłosił, że będziemy odrabiać te należności, czyli pracować w godzinach nadliczbowych bez wynagrodzenia. Uważam, że Gmina nie mając pieniędzy na wynagrodzenia w ten sposób chce naszym kosztem podreperować swój budżet, zastraszając jednocześnie pracowników przed konsekwencjami w razie oporu z naszej strony. Chodzi o odpracowanie w sumie kilkuset godzin. Nadmienię, że: godziny te nie będą oficjalnie wykazywane w harmonogramie czasu przepracowanego, za otrzymane wynagrodzenie z lat 2010-11 odprowadzone zostały podatki, składki ZUS, ubezpieczenia i inne pochodne, których zwrotu teraz nie otrzymam.(...)

Stosunek pracy i wynagrodzenie nie jest zależny od stosunku prawno publicznego dotyczącego funduszy unijnych. Wobec powyższego, konieczność zwrotu przez pracodawcę funduszy unijnych, nie ma wpływu na Pani sytuację prawną. Należy się Pani uzgodnione wynagrodzenie i niczego nie musi Pani zwracać. Zgodnie z art. 84 kp pracownik nie może zrzec się prawa do wynagrodzenia, ani przenieść go na inną osobę.

Mam pytanie dotyczące stażu dla bezrobotnych. Na takim stażu byłam w Urzędzie Gminy. Podpisałam umowę na stanowisko sprzątaczki biurowej, ale że mam inne wykształcenie, czyli technik ekonomista, staż odbyłam w bibliotece gminnej. Śmieszne wszystko jest, ale zdobyłam wiele umiejętności związanych z pracą bibliotekarza. Na sam koniec stażu napisałam sprawozdanie ze stażu, takie co pokrywa się z prawdą. Natomiast zastępca wójta kazał mi napisać nieprawdę, czyli że sprzątałam, oni również, czyli opiekun stażu, wydali mi taką opinię. Czy musiałam się na to zgodzić? Nie znam się na prawie i ciągle człowiek się boi. Mam troje dzieci i zgodziłam się na to stanowisko. Ale taka postawa wójta uwłacza mojej godności. Czy jest taki przepis co reguluje takie postępowanie, że pracodawca po stażu musi mnie przyjąć do pracy? Czy to może być praca interwencyjna?

Nie ma przepisu, który wymaga przyjęcia do pracy po odbyciu stażu. Nie musiała się Pani godzić na pisanie nieprawdy.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX