Mam pracę, już nie marudzę

Ludmiła Anannikova
27.11.2012 , aktualizacja: 27.11.2012 18:58
A A A
Prywatna firma pół roku temu wzięła pod opiekę stu bezrobotnych z Poznania, głównie matki, które samotnie wychowują dzieci. Połowa znalazła już stałą pracę. Oto ich historie.
Joanna Deppe, 34 lata, sprzątaczka:

- Już z trójką dzieci było mi ciężko znaleźć czas na pracę, a z czwórką wydawało się to absolutnie niemożliwe.

Co miesiąc jeździłam do Urzędu Pracy, ale nie dla mnie ofert, choć mam duże doświadczenie: byłam sprzedawczynią, kierownikiem firmy sprzątającej, pokojówką w Sheratonie. Myślę, że nie proponowali mi pracy, bo przychodziłam na spotkania z małymi dziećmi, a urzędniczka uważała, że w takiej sytuacji nikt mnie nie zatrudni.

Na pierwsze spotkanie w Ingeusie jechałam bez przekonania. Bałam się, że zmarnowałam pieniądze, bo mieszkam za miastem, a za bilety w obie strony zapłaciłam 15 zł. Ale w Ingeusie przynosiłam bilety i oddawali mi pieniądze. I to był duży plus. Doradczyni szybko wzięła mnie w obroty. Zabrała na zakupy, za firmowe pieniądze kupiła mi nowe dżinsy i buty, żebym miała w czym iść do pracy. Namówiła, żebym dla najmłodszej córki załatwiła żłobek. Ale pojawił się problem: kto odbierze i zaprowadzi dziecko? Żłobek jest czynny od godz. 7 do 17, a każde 10 min. spóźnienia to 10 zł w plecy. Doradczyni podpowiedziała, żebym poprosiła starszego syna. Ma 16 lat, może odbierać siostrę. Obiecałam mu, że podłączę w domu internet, jeśli zajmie się siostrą. Młodszy o trzy lata Patryk zaopiekował się czteroletnim Aleksem.

Doradczyni udostępniła mi też swoje hasło do emaila, żebym mogła w jej imieniu odpowiadać na ogłoszenia. Sporo firm się odezwało, ale nie odpowiadały mi godziny pracy. W końcu znalazłam pracę przez znajomego. Mam super szefa, który rozumie, że mam dzieci i dopasował mi godziny tak, jak chciałam. Zarabiam 7,5 zł na godzinę, obcięłam włosy na krótko, częściej się uśmiecham, schudłam i mieszczę się w ciuchy sprzed ciąży. Teraz nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych.

Lidia Koźlak, 35 lat, bezrobotna:

- Jestem doktorem chemii. Nie mam stałego zatrudnienia (trzy tygodnie po obronie urodziła dziecko i uczelnia podziękowała jej za współpracę), ale pisze artykuły naukowe (trzynaście trafiło na prestiżową listę filadelfijską), opracowuje wyniki badań, które w laboratoriach przeprowadzają jej koledzy. Mogłabym zamiast pisania oglądać seriale, ale wolę usiąść do komputera, choć to nie przynosi mi pieniędzy.

Z moją doradczynią szukamy pracy w laboratoriach, na uczelniach, w firmach badawczych, wydziałach ochrony środowiska i przy produkcji spożywczej, ale to wąska branża.

Po kilku nieudanych rozmowach przestałam wpisywać doktorat w CV. Myślę, że jak ktoś widzi tam mój tytuł naukowy, pewnie od razu je wyrzuca.

Choć udział w programie Ingeusa nie dał mi jeszcze pracy, nie uważam, że marnuję tu czas. Jestem odważniejsza. Kiedyś, jak miałam zadzwonić do pracodawcy, cała się trzęsłam, bolał mnie brzuch. Okazało się, że po drugiej stronie słuchawki był człowiek, który ze mną normalnie porozmawiał. Byłam z siebie dumna. Co prawda mnie nie zatrudnił, dla mnie ten telefon i tak był przełomem. Dzięki Ingeusowi odnowiłam kontakty z ludźmi z branży, zaczęłam się malować. W szafie zawsze mam przygotowany zestaw ubrań, żebym mogła w każdej chwili iść na rozmowę. Bardzo czekam na tę pracę. I wiem, że się wkrótce pojawi.

Anna, 26 lat, sprzedawca:

- W 2009 r. męża wsadzili do więzienia, a ja zostałam z małym dzieckiem. Żyliśmy za kilkaset złotych z opieki społecznej i świadczenia rodzinnego. Nie byłam ubezpieczona, więc się zgłosiłam do urzędu pracy. Oferowano mi prace telemarketera, której nie chciałam. Po pół roku przestałam dostawać zasiłek.

Chciałam iść na kurs komputerowy, ale mnie nie skierowali. Potem chciałam iść na kurs florystyczny, ale urząd się nie zgodził. Miałam najpierw znaleźć pracodawcę, który mi obieca im, że po kursie dostanę robotę. Kiedy chciałam, żeby mi dopłacili do kursu prawa jazdy, odpowiedzieli, że jestem za stara! Ciągle tylko straszyli, że jak nie będę szukać pracy, to mnie wyrejestrują. Kazali wypełniać dzienniczek, do jakich firm chodzę na rozmowy. Wpisywałam pierwsze lepsze z internetu, jestem pewna, że tego nie sprawdzali.

W Ingeusie przedzielono mi panią doradcę. Pytała co lubię robić, gdzie chciałabym pracować, napisałam pierwsze w życiu CV. Za darmo mi je drukowali, dawali znaczki i koperty.

W internecie szukałam zakładów, gdzie można pracować na jedną zmianę. Znalazłam giełdę ogrodniczą i wysłałam CV do wszystkich firm, które miały tam swoje stoiska. Jedna się odezwała. Dostałam się na dwa tygodnie próbne, potem podpisałam umowę o pracę na rok. Czułam radość i podniecenie. Najbardziej ucieszyło mnie to, że były inne osoby na to stanowisko, a wybrali właśnie mnie. Z pierwszej wypłaty kupiłam synowi trzy pary butów.

Już nie marudzę, jak kiedyś, nie czuję się zmęczona nicnierobieniem, zaczęłam czytać książki, używam lepszych kosmetyków. Pracuję od 7 do 14, sprzedaję ozdoby i ceramikę, dostaję 1500 zł na rękę.

Błażej, 40 lat, spedytor:

- Jesteśmy z żoną po rozwodzie. Wyjechała do Francji, najpierw zabrała syna ze sobą, ale po kilku miesiącach odesłała z powrotem. Zostałem samotnym ojcem 15-latka. Na domiar złego musiałem spłacić byłą żonę, dać jej pieniądze za pół naszego mieszkania, które opuściła, bo to wspólna własność. Wziąłem kredyt na 150 tys. zł.

W listopadzie zostałem bez pracy, ale nie myślałem o pośredniaku. Oszczędności szybko jednak stopniały, a kredyt trzeba było spłacać. Bałem się też o dziecko.

Dostałem 600 zł zasiłku, dorabiałem na czarno układając mozaiki w łazienkach. W kwietniu urząd pracy skierował mnie do Ingeusa. Nie uważam, żeby to oni znaleźli mi pracę, ale wysłali na parę sensownych rozmów. We wrześniu znalazłem pracę w firmie spedycyjnej. Kokosów nie zarabiam, jakieś 1800 zł na rękę, ale mogę pracować na trzy czwarte etatu i więcej czasu spędzać w pracowni. Ostatnio dostałem fajne zamówienie - wyłożenie ściany w łazience mozaiką w kształcie drzewka bonsai, bo zleceniodawca uwielbia Japonię. Gdybym miał takich zleceń więcej, to w ogóle nie musiałbym pracować na etacie.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX