Zawody otwierane powoli

Bartosz Sendrowicz
29.11.2012 , aktualizacja: 29.11.2012 12:15
A A A
Jarosław Gowin

Jarosław Gowin (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Łatwiejszy dostęp do zawodów wywołuje tyle emocji, że w Sejmie będzie wysłuchanie publiczne. I to aż dwudniowe
Przepisy, które miały ułatwić dostęp do pierwszych 49 zawodów, miały wejść w życie najpóźniej w pierwszym kwartale przyszłego roku. Czy to się uda? Nie wiadomo. Projekt jest już po pierwszym czytaniu w Sejmie, a ciągle budzi emocje.

Plany otwarcia zawodów ogłosił na początku marca minister sprawiedliwości Jarosław Gowin. Przedstawił listę 49 zawodów, do których dostęp ma być ułatwiony w pierwszej kolejności. Polska jest rekordzistą pod względem liczby zawodów regulowanych. Ma ich 380, a najbardziej "zderegulowana" Estonia - jedynie 47. Łącznie minister Gowin chce otworzyć ok. 240 profesji. W październiku ogłosił drugą grupę zawodów, do których ma być ułatwiony dostęp. Tym razem na liście znalazło się 91 profesji. Na tym jednak nie koniec - czeka nas jeszcze jedna duża lub dwie mniejsze transze deregulacyjne.

Na razie koalicja nie może się uporać się z pierwszą listą. W marcu deklarowano, że przepisy liberalizujące dostęp do takich zawodów jak np. trener sportu, notariusz, bibliotekarz dyplomowany, przewodnik miejski, czy ochroniarz miały obowiązywać od jesieni. Podczas konsultacji okazało się, że uwag do projektu jest tak dużo, że na pewno się to nie uda. Termin wejścia w życie nowych przepisów przesunięto na zimę, ale i to się nie udało.

Projektem zajmują się już posłowie - pierwsze czytanie odbyło się 8 listopada - jednak prace nie idą łatwo. SLD złożyło wniosek o odrzucenie projektu już w pierwszym czytaniu. Przepadł, bo tylko Sojusz za nim głosował. Przyjęto za to uchwałę o powołaniu nadzwyczajnej komisji ds. deregulacji.

Jak wyjaśnia Grzegorz Płatek z Departamentu Strategii i Deregulacji Ministerstwa Sprawiedliwości komisję powołano z dwóch powodów. Po pierwsze - ustawa jest skomplikowana i przekazanie jej do komisji zajmujących poszczególnymi branżami wydłużyłoby nad nią prace. Po drugie - to jeden z najistotniejszych projektów koalicji, komisja ma dopilnować, aby wszystko przebiegało sprawnie. Komisji przewodniczy Adam Szejnfeld z PO. Po raz pierwszy obradowała 20 listopada i zdecydowała o zorganizowaniu wysłuchania publicznego. Odbędzie się ono 10 i 11 grudnia w Sejmie w sali Kolumnowej. Każdy, kto chce wziąć udział, musi zgłosić to na co najmniej 10 dni przed wysłuchaniem marszałkowi Sejmu. - Wszystko po to, żeby nie padły głosy, że ktoś nie mógł się wypowiedzieć - mówi o przyczynach zwołania komisji Płatek. To oznacza, że niewykluczone są zmiany w projekcie, bo komisja może wprowadzić każdą poprawkę.

Co już się zmieniło? Główne zmiany dotyczą profesji trenera i instruktora sportu, taksówkarza i notariusza. W pierwszym przypadku rozszerzono wymóg niekaralności: o przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, wolności, wolności seksualnej i obyczajności, rodzinie i opiece oraz przestępstwa dotyczące korupcji w sporcie. Według założeń trener nie mógł pracować w zawodzie, jeśli był karany tylko za przestępstwa popełnione we współzawodnictwie sportowym.

Marek Rzepkiewicz z Centralnego Ośrodka Sportu, były trener kadry narodowej juniorów w judo, uważa, że to dobra zmiana. Zaznacza, że nie zmienia to podejścia środowiska do zmian. Te - zdaniem Rzepkiewicza - wpłyną na obniżenie poziomu przygotowania kandydatów do zawodu. - Wiele związków sportowych już pracuje nad własnym systemem certyfikacji trenerów, a to znaczy, że deregulacja będzie fikcją - mówi. Pracownicy resortu sprawiedliwości odpowiadają, że tak właśnie miało być: - Specjaliści, czyli związki sportowe, mają wprowadzać wymogi, a nie urzędnicy.

W przypadku taksówkarzy planowano zniesienie m.in. egzaminów i licencji. Po konsultacjach społecznych deregulatorzy zgodzili się, aby egzaminy były w gminach powyżej 100 tys. mieszkańców. Taksówkarze mówią wprost: - To zły pomysł. Dzieli się taksówkarzy na lepszych i gorszych - uważa Michał Więckowski, szef taksówkarskiej "Solidarności". I dodaje: - Taksówkarzowi, który np. obrazi pasażera, zostanie cofnięta licencja i nie będzie mógł jeździć. A co w mniejszych miastach, gdzie nie będzie wymogu jej posiadania? Taka osoba dalej będzie mogła wozić ludzi.

Jego zdaniem egzaminy powinny zostać, a o ich formie i zakresie powinny decydować samorządy.

Pewne zmiany dotyczyły też zawodu notariusza. - W zasadzie od marca mamy do czynienia z trzema czy czterem wersjami deregulacji naszego zawodu - mówi Tomasz Janik, prezes Krajowej Rady Notarialnej. Wymienia, że pierwotnie - w marcu - planowane zmiany umożliwiały dostęp do zawodu przedstawicielom innych profesji prawniczych, np. radcom prawnym. Nie musieli oni jednak mieć, jak dotychczas, trzech lat doświadczenia w swoim zawodzie. Potem pojawiła się propozycja, aby pod nadzorem "notariusza konsultanta" - własną kancelarię mogli prowadzić osoby, które nie są na asesurze, bo nie chciały jej odbyć lub się nie dostały. - Te dwie propozycje zaopiniowaliśmy negatywnie - wyjaśnia prezes Janik.

W lipcu deregulatorzy zaproponowali powołanie "notariusza na czas oznaczony", czyli osoby, która bez odbycia asesury mogłaby samodzielnie sporządzać akty notarialne jako podlegający ocenie notariusz "na próbę". Ta propozycja ostatecznie znalazła się w projekcie ustawy deregulacyjnej. Prezes Janik zaznacza, że na pewno nie jest to wynik konsultacji, jak twierdzi resort sprawiedliwości. - Notariat, ani także - według naszej wiedzy - żaden inny uczestnik konsultacji społecznych nie proponował powołania "notariusza na czas oznaczony", bo ta funkcja budzi w środowisku bardzo poważne obawy. M.in. dlatego notariusze chcą się spotkać z ministrem Gowinem przy okrągłym stole.

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX