Urzędy nie dają rady, bezrobotnym pomaga firma

Ludmiła Anannikova
03.12.2012 , aktualizacja: 03.12.2012 16:07
A A A
- Staramy się zbudować zaufanie i jak najwięcej dowiedzieć się o kliencie. Szczególnie ważne są aspiracje i pasje, bo osoba długotrwale bezrobotna jest nauczona żyć bez pracy - mówi Anna Karaszewska, dyrektor polskiego oddziału firmy Ingeus.
Firma od ponad dwudziestu lat pomaga osobom długotrwale bezrobotnym powrócić na rynek pracy. Powstała w 1989 r. w Australii. Z czasem utworzyła kolejne oddziały we Francji, Niemczech, Korei Południowej, Szwecji, Szwajcarii a także Arabii Saudyjskiej. W 2010 r. pojawiła się na polskim rynku, gdzie rozpoczęła przygotowania do pilotażowego projektu przywrócenia na rynek pracy samotnych rodziców z Poznania. Doradcy Ingeusa pracują ze stuosobową grupą od kwietnia br. W tej chwili połowa z tych osób ma stałe zatrudnienie. Do projektu trafiło kolejnych 80 osób.

Ludmiła Anannikova: W środę opisaliśmy w " Gazecie" wasz poznański projekt, w którym pomagacie wyjść z bezrobocia samotnym rodzicom.

Anna Karaszewska: - Od tego momentu jestem gorącą linią. Z całej Polski dzwonią bezrobotni, dostałam ponad 150 maili. Wszyscy chcą uczestniczyć w naszym projekcie. Są gotowi nawet zapłacić, żebyśmy się tylko nimi zajęli.

Kim są ci ludzie?

- Wszyscy bezrobotni od ponad roku. Kompetencje różne: informatycy, muzycy, doktorzy różnych nauk... Przesyłają CV. Jak je czytam, to ciężko mi uwierzyć, że ci ludzie tak długo są bez pracy. Kiedy tłumaczę, jak funkcjonuje nasz projekt, że my współpracujemy z poznańskim urzędem pilotażowo, za unijne pieniądze, są zawiedzeni. Ale te telefony oznaczają, że opinia, która od wielu lat funkcjonuje w Polsce na temat długotrwale bezrobotnych jest błędna.

Jaka opinia?

- Że bezrobotni nie pracują, bo nie chcą. A przecież ludzie, którzy do mnie zadzwonili, są bardzo zdeterminowani. Chcą znaleźć pracę, tylko z różnych powodów sobie nie radzą. Każdy z nich ma swoje bariery, które powodują, że są bezrobotni.

Dlaczego urzędy pracy nie mogą pomóc im ich pokonać?

- W Polsce system pracy urzędów nie zmienił się od lat. Nie odpowiada na palące problemy rynku, jakim jest np. 50-procentowe długotrwałe bezrobocie. W tej chwili urzędy zajmują się wszystkimi bezrobotnymi jednocześnie, wydają duże pieniądze na krótkotrwale bezrobotnych, oferując im kursy i dotacje, a dla tych, którym pomoc potrzebna jest najbardziej, nie ma odpowiedniego wsparcia.

Bo łatwiej jest pomóc temu, który jeszcze nie wypadł całkiem z rynku.

- Oczywiście. Takim ludziom zdecydowanie trzeba pomagać i niech to robią urzędy pracy. Natomiast tymi, długotrwale bezrobotnymi powinny zajmować się prywatne firmy, takie jak Ingeus. Taki model funkcjonuje w wielu krajach na świecie. My nie odkrywamy Ameryki, nasza praca w Polsce opiera się na doświadczeniu, jakie zdobyliśmy w innych krajach, głównie w Wielkiej Brytanii, gdzie jesteśmy głównym partnerem rządu w walce z bezrobociem. W sumie przywróciliśmy na rynek pracy ponad pół miliona osób. Z czego 70 proc. utrzymało zatrudnienie przez sześć miesięcy.

Jednak polski rynek pracy różni się od brytyjskiego.

- Wielka Brytania jest jednym z krajów z największym wskaźnikiem zatrudnienia w Europie. Ale jeżeli chodzi o długotrwale bezrobotnych, to ci nasi mają o wiele mniejsze problemy. Na Wyspach Ingeus zajmuje się osobami, które często nie potrafią czytać i pisać, nie znają języka. W poznańskim projekcie są osoby z o wiele wyższymi kompetencjami. Niektórym wystarczyły dwa spotkania, by znaleźć pracę.

Jaki jest wasz sekret?

- Praca indywidualna i rozmowa. Staramy się zbudować zaufanie i jak najwięcej dowiedzieć się o kliencie. Szczególnie ważne są aspiracje i pasje, bo osoba długotrwale bezrobotna zazwyczaj już jest nauczona żyć bez pracy, czasem uważa ją za uciążliwy obowiązek. Jeżeli przekonamy ją, że pracując może robić to co lubi, albo chociaż to, do czego ma predyspozycje, wyciągniemy ją z bezrobocia.

Jak klienci reagują na taki wywiad?

- Bardzo pozytywnie. Dla wielu osób w ogóle jest zaskoczeniem, że z nimi rozmawiamy. W urzędzie pracy było inaczej. Tam pracownicy skupiali się na pracy papierkowej, dopasowywali oferty korzystając z bazy danych, a tak naprawdę to rozmowa jest kluczem do sukcesu.

Jak przekonać klienta, by się otworzył?

- To kwestia czasu, ale też stosowanych metod. Jeżeli spotyka się ze swoim doradcą kilka razy w tygodniu, idzie dość szybko. Ważne jest też pomieszczenie. Nasze biuro to otwarta przestrzeń: kilka biurek, przy których siedzą doradcy z klientami. Są też komputery, na których klienci mogą samodzielnie szukać pracy. Dzięki temu nasze działania są transparentne, klienci czują, że traktujemy ich równo, sprawiedliwie, niczego nie ukrywamy. Czują się naszymi partnerami. Na biurku doradcy jest jeden komputer na którym pracuje razem z klientem. Patrzą w jeden monitor, wspólnie piszą CV i szukają pracy, często przechodzą na " ty". To zbliża.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX