Młodzi mają coraz gorzej

Marta Piątkowska, Bartosz Sendrowicz
12.12.2012 , aktualizacja: 12.12.2012 12:10
A A A
Paulina Krzemińska, Agnieszka Panic i Natalia Nowak rozdają ulotki na ulicach Bydgoszczy. Za godzinę pracy dostają 5 zł.

Paulina Krzemińska, Agnieszka Panic i Natalia Nowak rozdają ulotki na ulicach Bydgoszczy. Za godzinę pracy dostają 5 zł. (Fot. Paweł Szatkowski / AG)

Sytuacja młodych na rynku pracy zmienia się ze złej na gorszą. Już ponad milion osób w wieku 18-34 lata nie ma zajęcia
Ile zarabiają inni na twoim stanowisku? Weź udział w badaniu wynagrodzeń i sprawdź, czy w nowym roku czas na podwyżkę.

W zeszłym tygodniu Komisja Europejska ogłosiła projekt "gwarancji dla młodych".

To zalecenie, by każdy obywatel Unii, który nie skończył jeszcze 25 lat, otrzymywał ofertę przyzwoitego zatrudnienia, szkolenia albo kształcenia w ciągu czterech miesięcy od opuszczenia szkoły lub trafienia na bezrobocie. To pomysł komisarza UE ds. zatrudnienia László Andora.

Jak dziś w Polsce państwo pomaga młodym?

Maciej, 25-letni absolwent politologii spod Częstochowy nie mógł znaleźć pracy. Nie chciał dłużej siedzieć na garnuszku rodziców, więc postanowił założyć działalność gospodarczą. Niezbędny kapitał na rozkręcenie firmy chciał pozyskać z urzędu pracy. Może liczyć nawet na sześciokrotność średniej krajowej, czyli obecnie prawie 22 tys. zł. Jak sam mówi, droga do tych pieniędzy jest jednak długa i wyboista. Jednym z warunków ich otrzymania jest zarejestrowanie się jako bezrobotny w urzędzie...co - jak się okazuje - jest niemałym wyzwaniem.

Rejestracja przez internet jest niemożliwa, urząd wymaga obecności osobistej. - Byłem na miejscu wcześniej, ale nie spodziewałem się, że tuż po szóstej rano będzie czekało kilkadziesiąt osób - mówi Maciej. Gdy wreszcie znalazł się przy okienku, okazało się, że nie ma wymaganych dokumentów. Zabrakło mu zaświadczenia potwierdzającego, że nie jest ubezpieczony w KRUS (tak, jak jego rodzice). - Dzień wcześniej trzykrotnie dopytywałem w rozmowie telefonicznej, jakie dokumenty są niezbędne i wszystkie miałem ze sobą - wyjaśnia. Podkreśla, że "o swoje" musiał się dosłownie wykłócić. - Dopiero po ożywionej wymianie zdań pani dała mi do wypełnienia oświadczenie, że nie jestem "krusowcem" - opowiada.

Mimo tego musiał donieść stosowny dokument potwierdzający, że nie odprowadza składek do KRUS. W pośredniaku nikt też nie powiedział mu, kiedy oficjalnie rozpoczną się nabory wniosków o dofinansowania. O dziwo, informację tę bez problemu otrzymał w Agencji Rozwoju Regionalnego. - To wszystko było bardzo mocnym zderzeniem z rzeczywistością pełną kuriozalnych sytuacji i przerostu biurokracji - konkluduje Maciej. O tym, czy dostanie dofinansowanie dowie się po nowym roku.

Mimo problemów i niechęci do zmagań z biurokracją w kolejkach do pośredniaków ustawia się coraz więcej młodych. Średnio co drugi zarejestrowany w urzędzie pracy nie ukończył 34. roku życia. Nie wszyscy chcą zakładać firmy, większość liczy, że przynajmniej będzie mieć opłaconą składkę i ubezpieczenie zdrowotne. W znalezienie pracy wierzą nieliczni.

Świadczy o tym chociażby badanie portalu StudentsWatch wykonane w pierwszej połowie tego roku, z którego wynika, że na skuteczność pośredniaków młodzi po prostu nie liczą. Urzędy pracy znalazły się na ostatnim miejscu (przegrały m.in. z agencjami pracy czy mediami społecznościowymi) w rankingu skutecznych sposobów na wyrwanie się z bezrobocia. Młodzi radzą sobie jak potrafią, chociaż są świadomi, że przed bezrobociem już dawno przestał ratować ich dyplom uczelni czy biegła znajomość języka obcego. Dzisiaj pracodawcy traktują to jak podstawy i podnoszą poprzeczkę. W cenie są: doświadczenie, kreatywność, umiejętność pracy zespołowej i projektowe myślenie. Problem w tym, że właśnie tych umiejętności absolwentom brakuje.

Co więcej, z roku na rok armia młodych z dyplomami rośnie - i to najszybciej w Europie. Tylko w 2011 r. prawie pół miliona Polaków ukończyło studia. Z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że prawie połowa obecnych młodych (47 proc.) ukończy studia zanim dobije do 30-tki.

Czy im się to opłaci? Jak na razie statystyki pokazują, że cztery na dziesięć noworejestrujących się osób w urzędach pracy w sierpniu to młodzi do 27. roku życia z tytułem magistra.

Być może część z nich załapała się na pilotażowy program ministerstwa pracy "Twoja kariera, twój wybór" lub jeden ze specjalnych programów przygotowanych dla urzędów pracy. Wyniki tych działań jeszcze nie są znane, jedno jest jednak pewne - i pokazuje to przykład Macieja - coś się musi zmienić.

Nawet ci, którym udało się znaleźć pracę, mają do pośredniaków zastrzeżenia. Krzysztofowi, 28-letniemu grafikowi z Marek urząd pomógł, ale idealnie nie było. Po zakończeniu edukacji zarejestrował się jako bezrobotny, aby nabyć prawo do ubezpieczenia zdrowotnego. Wkrótce zaproponowano mu staż w zawodzie, co go zaskoczyło: - Zdziwiłem się, że w ogóle pojawiła się oferta pracy dla grafika komputerowego.

Wyjaśnia, że warunkiem udziału w stażu było ukończenie szkolenia z przedsiębiorczości. - Szkolenie - mówi Krzystof - okazało się zupełnie nieprzydatne. - Prowadzący był niekompetentny, a informacje przekazane w trakcie zajęć to była wiedza powszechna - komentuje. Staż ocenia za to dobrze. - Naprawdę nie mam żadnych zarzutów, sporo się nauczyłem i zdobyłem przydatny wpis w CV - mówi. Działania pomocowe państwa ocenia dobrze: - W działaniach urzędów jest sporo rutyny, ale w moim przypadku, okazały się skuteczne.

Dodaje, że także osoby, które miały inne kwalifikacje - np. do pracy fizycznej - znajdowały zatrudnienie dzięki "pośredniakowi". Gorzej wypowiada się natomiast o działalności prywatnych firm. Co prawda jedna z agencji, z której usług skorzystał, znalazła mu pracę, jednak nie w zawodzie. - To była praca o charakterze fizycznym, a do tego połowa mojego uposażenia miała wpływać na konto agencji pośrednictwa pracy - tłumaczy.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX