Skandynawskie programy walki z bezrobociem. Sprawdzą się w Polsce?

Bartosz Sendrowicz, Katarzyna Zachariasz
11.03.2013 , aktualizacja: 11.03.2013 16:29
A A A
- Młodzi bezrobotni w ciągu czterech miesięcy mają dostać ofertę pracy, stażu albo kształcenia - zdecydowały państwa UE. Absurd? W Skandynawii programy gwarancji dla młodych działają. Czy tak samo będzie w Polsce?
W Finlandii robi się to tak: Matti i Maija Meikäläinen, czyli fińscy Jan i Janina Kowalscy, mają po dwadzieścia kilka lat i są bez pracy. Matti już pracował, ale zakład zlikwidowano, a Maija właśnie skończyła studia. Teraz oboje rejestrują się w urzędzie pracy.

Fiński PUP przygotowuje dla każdego z nich indywidualny plan rozwoju zawodowego. Inaczej wygląda on w przypadku Maiji, która ma wyższe wykształcenie, zna języki, ale nigdy nie pracowała, inaczej - doświadczonego zawodowo Mattiego, który z kolei nie ma matury. Urzędnik dowiaduje się też, jakiego konkretnie wsparcia szukają - czy porady, gdzie szukać np. informacji o dotacjach na własną firmę, czy raczej chcą iść na warsztaty pisania CV, czy oczekują propozycji pracy. Na koniec Maija i Matii dostają dostosowaną do ich potrzeb ofertę - pracy, szkolenia zawodowego, dalszego kształcenia, wsparcia przy założeniu firmy. Gdyby któreś z nich było chore, może też liczyć na rehabilitację, po której zwiększą się szanse na znalezienie pracy. To wszystko w ciągu zaledwie trzech miesięcy od dnia rejestracji w urzędzie.

Czy umiesz mówić po fińsku?

W taki sposób działa w Finlandii Nuorten Yhteiskuntatakuu, czyli program gwarancji dla młodych. W obecnym kształcie wprowadzono go w 2005 roku. W założeniu każda młoda osoba, która zarejestruje się jako bezrobotna, w ciągu trzech miesięcy dostaje ofertę: pracy, szkolenia zawodowego, stażu lub dalszego kształcenia. Osobom z wykształceniem podstawowym często proponuje się pójście do szkoły średniej albo praktyki zawodowe. Tym już wykształconym - staże. Pierwsze pytanie do imigrantów brzmi, czy nie potrzebują kursu języka fińskiego. Oferty pracy zaś mogą dostać wszyscy. Do niedawna system obejmował młodych do 25. roku życia. Ostatnio rozciągnięto go na starszych, do 29. roku, którzy ukończyli edukację. Jak pokazują statystyki, w 2011 r. 83,5 proc. zarejestrowanych młodych bezrobotnych skorzystało z tej oferty. - Sukces tkwi w tym, że całe społeczeństwo włączyło się do programu - mówi "Gazecie" Janne Savolainen z fińskiego ministerstwa pracy. - W zespole, który przygotowywał gwarancje, byli przedstawiciele pięciu ministerstw, związków zawodowych, organizacji przedsiębiorców i członkowie lokalnych władz - dodaje Savolainen. Przeprowadzono badania i konsultacje, jakie są oczekiwania i potrzeby samych młodych, ale też pracodawców, urzędów pracy. Sprawdzono, jak wygląda system kształcenia w poszczególnych regionach kraju i gdzie czego brakuje.

W tym wszystkim kluczowa jest postawa pracodawców. To w końcu oni muszą chcieć zatrudniać młodych i przyjmować na staże. Jeśli się na to zdecydują, urząd pracy może dofinansować zatrudnienie młodego. - W tym momencie pracodawcy aktywnie uczestniczą w programie i zachęcają siebie nawzajem do zatrudniania młodych. Ale to też wynika z demografii. Społeczeństwo szybko się starzeje i pracodawcy zobaczyli, że muszą inwestować w młodych - mówi Savolainen. Fiński rząd szacuje, że program gwarancji dla młodych będzie kosztował 24 mln euro w 2013 r. W kolejnych latach koszty wzrosną do 52 mln euro rocznie. Dużo? Mniej niż utrzymanie młodych bezrobotnych. W tym 5,5-mln kraju około 40 tys. młodych ludzi nie pracuje, nie uczy się, nie bierze udziału w stażach. Do tego dochodzi około 3 tys. absolwentów bez pracy. Utrzymanie ich to dla państwa roczny koszt około 300 mln euro.

Unia młodych bezrobotnych

Programy podobne do fińskiego istnieją też od lat m.in. w Szwecji czy nienależącej do UE Norwegii. Teraz Bruksela chciałaby, żeby powstały w każdym kraju Unii. Na początku grudnia Komisja Europejska zaproponowała, aby każde państwo UE przygotowało własny program gwarancji dla młodych. Pod koniec lutego na tę propozycję przystali unijni ministrowie pracy. Osiągnięcie porozumienia w ciągu trzech miesięcy to na unijne standardy prawdziwy rekord szybkości. To dlatego, że bezrobocie wśród młodych jest już palącym problemem w całej Europie. Jak podaje Eurostat, w styczniu 2013 r. bezrobotnych było 23,6 proc. Europejczyków poniżej 25. roku życia (poziom bezrobocia wśród wszystkich grup wiekowych wyniósł 11,9 proc.). Prawie jedna trzecia z nich bez pracy pozostaje dłużej niż 12 miesięcy.

Różnie to wygląda w poszczególnych krajach. Np. w Hiszpanii i Grecji bezrobotnych wśród młodych jest nawet 55 proc. Z kolei w Finlandii, gdzie stopa bezrobocia wynosi 7,7 proc., wśród młodych jest ona na poziomie 19 proc. Jednak w tej liczbie są też np. studenci, którzy szukają pracy. Rzeczywista liczba niepracujących i niestudiujących młodych jest bliższa 10 proc. W sumie według unijnych szacunków aż 7,5 mln Europejczyków w wielu 15-24 lat to tzw. NEETs, czyli nie pracują, nie uczą się ani nie przyuczają do zawodu (no employment, education, training). Unię kosztują 150 mld euro rocznie - to koszt wypłaconych zasiłków i utraconych korzyści (np. gdyby pracowali, płaciliby podatek dochodowy).

Młodzi, czego chcecie?

Reguły uzgodnione w lutym przez unijnych ministrów pracy są dość mgliste. Każde państwo ma przygotować własny system gwarancji. W ciągu czterech miesięcy od rejestracji w urzędzie młoda osoba poniżej 25. roku życia ma dostać ofertę pracy, stażu lub dalszego kształcenia. Konieczne jest wzmocnienie współpracy pomiędzy urzędami pracy, pracodawcami i organizacjami pozarządowymi. Trzeba też brać pod uwagę potrzeby młodych. Pieniądze na stworzenie systemu mają pochodzić z funduszy europejskich. Dodatkowo w nowym budżecie UE wyodrębniono pulę 6 mld euro. Jednak będą z niej korzystały tylko te regiony, w których sytuacja jest najgorsza. To wszystko ogólniki. Każde państwo samo zdecyduje, jak w praktyce będzie wyglądał jego system.

Jak z wdrażaniem gwarancji zatrudnienia poradzi sobie Polska? Najnowsze dane GUS pokazują, że bezrobocie przekroczyło u nas 14 proc., a według ekspertów ma jeszcze wzrosnąć. Zła jak nigdy jest też sytuacja młodych Polaków. Według Eurostatu bezrobocie w tej grupie (15-24 lata) wynosi ponad 28 proc. Pomoc jest więc potrzebna. Problem w tym, że nie ma konkretów. - Informacje są bardzo ogólne i jeszcze nie pozwalają na pełną ocenę programu - mówi wiceminister pracy i polityki społecznej Jacek Męcina. Resort chciałby w ramach gwarancji zatrudnienia m.in. zacieśnić współpracę między pośredniakami a przedsiębiorstwami, prywatnymi agencjami zatrudnienia, organizacjami pozarządowymi i stowarzyszeniami działającymi na rzecz promocji zatrudnienia młodych. Niewykluczone, że resort zapyta o oczekiwania wobec programu samych zainteresowanych, czyli młodych bezrobotnych. - Zamierzamy zwrócić się o opinię m.in. do akademickich biur karier czy też inkubatorów przedsiębiorczości - wyjaśnia Męcina.

Być może pojawią się też punkty kontaktowe dla młodych. Ma to zdaniem ministerstwa zapewnić dobrą współpracę między wszystkimi instytucjami, organizacjami i samymi bezrobotnymi. Resort zamierza też postawić na kampanie informacyjne, chce w ten sposób dotrzeć do młodych (także wykluczonych społecznie czy ubogich) i przekonać ich do rejestrowania się w urzędach pracy. Będzie to pierwszy krok, żeby uzyskać pomoc. Na co jeszcze mogą liczyć bezrobotni? M.in. na zindywidualizowane poradnictwo zawodowe. Chodzi o to, aby zagwarantować cykl spotkań z tym samym doradcą. Łatwiej ma być też podnosić kwalifikacje. Zwłaszcza przydatne w deficytowych sektorach gospodarki: informatyce i telekomunikacji, medycynie czy zielonych technologiach. Część środków zostanie też wykorzystana na wspieranie mobilności pracowników i dopłaty do pensji nowych zatrudnionych.

Tylko gdzie ta praca jest?

Na razie, jak mówi ministerstwo, problem w tkwi w tym, że nieznane są zasady wykorzystania unijnych pieniędzy. Resort pracy czeka na określenie, kto będzie zarządzał środkami i czy będą one wydatkowane za pośrednictwem instytucji krajowych. Jeśli nie, zainteresowane realizacją projektów instytucje lub urzędy będą musiały występować z wnioskami o granty bezpośrednio do wyznaczonej przez KE instytucji. Z ostrożnych analiz MPiPS wynika, że z dodatkowej puli 6 mld euro, które Unia chce przeznaczyć na pomoc w regionach, w których bez pracy jest przynajmniej co czwarty młody, Polska może liczyć na nieco ponad 350 mln euro. Wsparcie mogłoby trafić do siedmiu województw. Jednak ministerstwo wolałoby, żeby kryterium podziału tych pieniędzy było inne. - Jeśli to resort miałby zarządzać tymi funduszami, to chcielibyśmy, żeby decydowała sytuacja już na poziomie powiatów - mówi Męcina.

Na razie pomysł Brukseli nie spotkał się z dobrym przyjęciem wśród pracodawców i ekonomistów. Z dystansem do wytycznych KE podchodzi Monika Zakrzewska, ekspertka ds. rynku pracy z PKPP Lewiatan. - Na razie nie można ocenić samego programu, bo nie pojawiły się żadne konkrety, ale jeśli nie zmienią się koniunktura i przepisy, to pracodawcy nie będą zatrudniać, bo nie będzie po co - mówi. Krytycznie projekt ocenia też Ryszard Petru, prezes Towarzystwa Ekonomistów Polskich. - Gwarancje zatrudnienia brzmią jak relikt PRL. Zwłaszcza że zmiany na rynku pracy idą dziś w kierunku większej elastyczności - mówi. I zaraz dodaje: - Gospodarka tworzy określoną liczbę miejsc pracy. Jeśli komuś zagwarantuje się zajęcie, to prawdopodobnie innemu trzeba będzie je odebrać. Koszty takich obietnic mogą być więc zbyt duże.

Zakrzewska mówi, że na realną poprawę sytuacji na rynku pracy młodzi muszą poczekać. Jej zdaniem ożywienie koniunktury powinno nastąpić w przyszłym roku. W kolejnych latach natomiast na rynek zacznie wchodzić niż demograficzny. To znaczy, że pracowników będzie mniej, a o pracę łatwiej. - Komisja o tym wie i dlatego proponuje program na przetrwanie, żeby młodzi nie wypadli z rynku pracy - podsumowuje.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX