Polska bez etatów. Ponad milion osób ma tylko umowy o dzieło lub zlecenia

Bartosz Sendrowicz
21.03.2013 , aktualizacja: 21.03.2013 08:06
A A A
Urząd pracy

Urząd pracy (Fot.Maciej Swierczynski / AG)

Między rokiem 2010 a 2011 liczba ta wzrosła niemal dwukrotnie. Bez etatu pracuje też prawie 1,3 mln samozatrudnionych. Pierwszy raz instytucja rządowa zajmująca się sprawami pracowników podała konkretne liczby. Dotąd były tylko szacunki.
Pierwszy raz instytucja rządowa zajmująca się sprawami pracowników podała konkretne liczby. Dotąd były tylko szacunki na podstawie danych z PIT-ów, kontroli inspekcji pracy, badań GUS czy Komisji Europejskiej.

Główny inspektor pracy Iwona Hickiewicz, która przedstawiła wczoraj sejmowej komisji ds. kontroli państwowej uporządkowane dane GUS, powiedziała, że w 2010 r. 546,7 tys. Polaków wykonywało obowiązki wyłącznie na podstawie umów cywilnoprawnych, czyli umów-zleceń i umów o dzieło. W 2011 r. takich osób było już ponad milion (1 mln 12,9 tys.).

Dziś pracujących bez etatów jest więcej. Informacje GUS obejmują 2011 r., więc nie dotyczą okresu, w którym bezrobocie rosło, aż w lutym 2013 r. skoczyło do najwyższej od lat wartości - 14,4 proc. Eksperci przewidują, że w marcu przekroczy 15 proc.

Oszczędzający pracodawcy zwalniali grupowo, lecz proponowali też umowy o dzieło lub zlecenia.

W grudniu taką propozycję otrzymał od szefa pan Waldemar, 46-latek z Sochaczewa zatrudniony w średniej wielkości (22 osoby) firmie produkującej prefabrykaty betonowe. - Nie byłem zadowolony, ale to lepsze niż bezrobocie - mówi. Gdyby jego firma zatrudniała do dziewięciu osób, nie byłoby go w liczbie podanej przez Hickiewicz, bo dane GUS obejmują tylko pracowników średnich i dużych firm. - Nie ma kompletnej informacji o wszystkich pracujących tak Polakach - przyznała minister.

Zwracała też uwagę na zatrudnianie na umowy cywilnoprawne osób, które pracują jak na etacie - tzn. codziennie, w wyznaczonych godzinach i miejscu, słuchając poleceń przełożonego. Według kodeksu pracy powinny mieć stałą umowę, czyli etat.

Państwowa Inspekcja Pracy podaje, że w ub.r. etat powinna mieć co szósta osoba z umową cywilnoprawną. Takich pracowników znacznie przybyło. W porównaniu z 2011 r. o 36 proc. Najwięcej jest ich w branży budowlanej, ochroniarskiej i w sprzedaży detalicznej.

- Nadużywanie umów cywilnoprawnych jest największą patologią polskiego rynku pracy - mówił po wysłuchaniu sprawozdania GIP Janusz Śniadek, były szef "Solidarności", dziś poseł PiS. - Musimy poznać całą skalę zjawiska, to tylko fragment.

Wszystkich pracujących poza etatem ma bronić założona w weekend przez obecnego szefa "S" Piotra Dudę Platforma Oburzonych. Związkowcy "umowami śmieciowymi" nazywają te o dzieło, zlecenia, a nawet o pracę na czas określony. - W spowolnieniu gospodarczym są one receptą na bezrobocie, szczególnie dla młodych. Dzięki nim mogą zdobyć doświadczenie i środki do życia - komentuje Monika Zakrzewska z PKPP Lewiatan.

Pracodawcy uciekają od etatów, bo przy umowie o dzieło nie płacą składek na ubezpieczenie społeczne ani zdrowotne pracowników. Podobnie z samozatrudnionymi, czyli prowadzącymi jednoosobową działalność gospodarczą, których jest już ok. 1,3 mln - oni również sami płacą składki.

Inaczej z umową-zleceniem. Jeśli to jedyne źródło dochodu pracownika, to firma musi odprowadzać składki. Pracownik może zrezygnować z ubezpieczenia chorobowego.

Umowy cywilnoprawne nie gwarantują m.in. prawa do: płatnego urlopu, minimalnego wynagrodzenia, szerokiej ochrony przed zwolnieniem, odpraw. I obowiązują krótsze okresy wypowiedzenia. A gdy szef narusza zapisy umowy, pracujący może iść jedynie do sądu cywilnego, a nie sądu pracy.

Główny inspektor pracy zapowiada, że do końca roku uzupełni dane o liczbie umów cywilnoprawnych. A przez cały rok będzie kontrolował zasadność ich zawierania.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX