Jestem zmuszana uczestniczyć w pewnego rodzaju cyrku [LIST]

Agata z Katowic
25.03.2013 , aktualizacja: 27.03.2013 16:09
A A A

fot. Shutterstock

Od początku roku byłam na pięciu rozmowach kwalifikacyjnych. Zaproponowano mi cztery posady. Żadnej nie przyjęłam. Jestem zmuszana uczestniczyć w pewnego rodzaju cyrku, na co nie wyrażałam zgody.
Nam, szukającym pracy, udziela się licznych rad - jak napisać dobre CV, jak się zachowywać na rozmowie, jak odpowiadać na pytania, kiedy nie odpowiadać, jak się ubierać. Mamy się uśmiechać, nie kłamać, być punktualni, przygotowani, oryginalni i niebanalni.

Można by tak wymieniać w nieskończoność, ale wszystko sprowadza się do tego, że tych porad udziela ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o tym, jak obecnie wygląda rynek pracy, same rozmowy i wreszcie potencjalni pracodawcy oraz ich zasady, a często - brak zasad. Ten ktoś pracę posiada i nie chodzi na rozmowy - ergo: nie wie, o czym mówi.

Musimy czytać wypowiedzi jakichś pań i panów z agencji pracy, którzy sugerują, że obecnie ludzie szukający pracy to źle ubrani idioci kompromitujący się na rozmowach. Tymczasem, gdyby skierować przenikliwe spojrzenie na tych pouczających nas, jak powinniśmy się zachowywać, rysuje się obraz zupełnego braku kompetencji.

Jak ognia unikam szukania pracy przez biura i agencje pośrednictwa. Całe szczęście obecnie ich "wsparcie" zostało mocno okrojone przez same przedsiębiorstwa poszukujące pracowników. Miałam, niestety, kilka razy nieszczęście uczestniczyć w rozmowach z paniami i panami rekruterami. Doświadczyłam zatem prób wyciągania ode mnie informacji o kulisach pracy w konkurencyjnej firmie, słodkiej niewiedzy z zakresu branży, do której mnie rekrutowano, obrażania mnie, traktowania z pobłażliwością i niechęcią kierunku mojego wyższego wykształcenia.

Pominę profesjonalizm zawarty w nigdy niedotrzymywanej obietnicy: "Oddzwonimy bez względu na wyniki rekrutacji". Wspomnę za to uczestnictwo w przeambitnych assessment center, gdzie nawet na najprostsze stanowisko należy robić z siebie mysz na linie, pudla na rowerku i słonia na trampolinie. Sprzedawanie szklanki do połowy pustej, uzasadnienie, że długopisem można uratować świat przed spadającym meteorem, a wszystko po to... no właśnie, po co? Bo przecież, żeby odbierać telefony, nadawać pocztę i parzyć kawę, trzeba zostać sprawdzonym w ekstremalnych sytuacjach. Tak! Powinny się odbywać specjalne boot campy dla potencjalnych pracowników!

Zostawmy rekruterów. Pracodawcy.

Czy ktoś obecnie nieszukający pracy zdaje sobie sprawę z tego, z jakimi oszustami musimy się stykać? W ogłoszeniu pomijają istotne informacje, które wychodzą dopiero na ostatniej już rozmowie - jak np. cotygodniowe dojazdy po 100 km na własny koszt. Zatajanie informacji, że umowa jest tylko na zastępstwo, choć utrzymywano, że na czas nieokreślony.

Zdarza się, że nowy szef uznaje, że skoro to jego prywatna firma, należy załatwiać prywatne sprawy jego i rodziny - np. prezenty świąteczne dla teściowej; załatwianie wiz na prywatne wyjazdy wakacyjne itp. Zdarza się tez usuwanie pracownika z firmy, by zrobić miejsce dla znajomego, który potrzebuje pracy od zaraz.

Chociaż mam swoje lata, notorycznie jestem zmuszana szukać kolejnej pracy. I nigdy ze względu na to, że byłam złym, niekompetentnym, źle pracującym nabytkiem.

Dlaczego jako osoba szukająca pracy - mam godzić się na złe warunki, złe traktowanie, złą płacę, zatajanie informacji i przymuszanie do wykonywania obowiązków do mnie nienależących? Czy jeżeli nie chcę wyrażać na to wszystko zgody, muszę być postrzegana jako ktoś migający się od pracy, leń na zasiłku odstający od rzeczywistości? Dlaczego tylko pracodawcy mogą stawiać warunki i podejmować decyzję o współpracy? Czy MY nie mamy prawa i możliwości stwierdzić, że z tą firmą i tymi ludźmi w takich warunkach nie mamy ochoty pracować?

Od początku roku byłam na pięciu rozmowach kwalifikacyjnych. Zaproponowano mi cztery posady. Żadnej nie przyjęłam. Czy to mądre posunięcie w czasach rosnącego bezrobocia? Zapewne nie. Podjęłam jednak świadomą decyzję, że nie mam ochoty na współpracę z oszustami. Nie zgodzę się na namiastkę zatrudnienia, by znowu za trzy miesiące okresu próbnego lub za rok pracy na zastępstwo zaczynać poszukiwania od początku. Dlaczego mam nie wierzyć, że można lubić swoją pracę, wykonywać ją w miłej atmosferze i w uczciwych warunkach?

Wierzę w to nadal, mimo że mam na to coraz mniej dowodów.

Chcesz podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: gazeta.praca@gazeta.pl

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX