W tym kraju nie opłacam się nawet na umowie "śmieciowej" [LIST]

Lidia
28.03.2013 , aktualizacja: 28.03.2013 14:54
A A A

Fot. Pawel Piotrowski / AG

Przeczytałam list jednej z czytelniczek odnośnie sytuacji na rynku pracy i muszę się pod nim podpisać rękoma i nogami.
(...)Od czasu studiów minęło już parę lat, a nie zliczę przykładów złego traktowania przez pracodawców i wykorzystania kryzysu jako argumentu. Przykład? Ledwo tydzień temu zostałam zwolniona z powodu zlikwidowania stanowiska pracy, z najlepszymi referencjami i w przyjaznej atmosferze, mimo że w jeden dzień, dosłownie w południe, otrzymałam informację o zwolnieniu, a ok. godz.17:00 już byłam bezrobotna. Z żalem szef tłumaczył mi, że brakuje funduszy na to stanowisko (20 dni czekam już na ostatni przelew z wypłatą, również z wielkim żalem...).

Od kilku lat podejmuję się coraz to nowej pracy, praktycznie co chwilę, z kilkutygodniowymi lub kilkumiesięcznymi przerwami, zawsze staram się spełniać oczekiwania, od pewnego czasu przełykam gorycz niezadowolenia i nawet kiedy mam ochotę się zwolnić - nie robię tego z uwagi na moją sytuację finansową. Kiedyś ceniłam swój czas bardziej i zwalniałam się, kiedy czułam się w danej pracy źle, lub nie spełniała ona moich oczekiwań - od niedawna ten luksus stał się dla mnie niedostępny.

Wykonuję moje obowiązki rzetelnie, nawet zarządzam pracownikami na stanowisku kierowniczym. Poprzeczka jest wciąż podnoszona wyżej, życzenia szefostwa coraz bardziej wyszukane, oczekuje się ode mnie rzetelności, zmusza do nadgodzin, do traktowania firmy jak własnego biznesu. Godzę się na coraz więcej za coraz mniej, pensja często nie przekracza 1 500 zł netto mimo, że jest to stanowisko specjalisty. Jestem osobą z kilkuletnim doświadczeniem, wykształceniem wyższym, chęcią do pracy i coraz niższym poczuciem własnej wartości.

Kiedyś obwiniałam się za każdą utratę pracy, przeżywałam każdą jak porażkę, sądziłam, że jestem po prostu złym pracownikiem, za mało daję z siebie. Ale ostatnio zrozumiałam, że naprawdę dobrze sobie radzę, jestem kreatywna i elastyczna na rynku pracy, reprezentuję firmę i rekrutuję pracowników, liczę się ze zdaniem innych. Mimo tego, od 5 lat nie zaoferowano mi wyższej stawki niż na okresie próbnym, tracę pracę średnio co 4-5 miesięcy, tygodniami nie dostaję zaległej wypłaty, narzędzi niezbędnych do pracy a po rozmowach rekrutacyjnych żadnego telefonu ani informacji. Niektórzy szefowie po prostu zastąpili mnie kilkoma "bezpłatnymi" praktykantami. Czy jestem wartościowym pracownikiem? Na pewno, ale nie darmowym. Przez to się po prostu w tym kraju nie opłacam, nawet na umowie "śmieciowej".

Chcesz podzielić się z nami swoją historią? Napisz na adres: gazeta.praca@gazeta.pl

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX