Nie ma znaczenia, co znajduje się w CV. Najważniejsze, co się sobą reprezentuje [LIST]

AYss
15.04.2013 , aktualizacja: 15.04.2013 17:14
A A A
Chciałem skomentować list kolegi po fachu. Podobnie jak on mam 34 lata, nie mam za to doktoratu, czy certyfikatów Prince. Jeżeli o formalną stronę moich referencji chodzi, to sprowadzają się one do matury. A jednak ciekawa praca, rozwój osobisty, nowe umiejętności są w zasięgu.
Otrzymuję miesięcznie jedną, czasem dwie propozycje uczestnictwa w procesach rekrutacyjnych. Większość z nich odrzucam po wstępnej rozmowie telefonicznej, bo rzeczywiście w znakomitej większości dotyczą stanowisk podstawowych (programista, programista baz danych, tester). Jednak sporo z nich było na tyle interesujących, że przeszedłem cały proces.

Dodam jeszcze, że od 6 lat pracuję w tej samej firmie, po trzecim awansie, na szóstym szczebelku oficjalnej ścieżki rozwoju i tak po prawdzie, to nie szukam innej pracy. Staram się jednak nie odzwyczajać od rekrutacji i procedur z nią związanych z prostej przyczyny: każda kolejna jest łatwiejsza. Poza tym daje mi to namacalne dowody, jaka jest moja rzeczywista wartość na rynku pracy. Ostatnia korzyść, równie oczywista, jest taka, że zawsze mogę trafić na coś lub kogoś, kto mnie po prostu porwie (niezwykłym projektem, osobowością, wizją, bądź czymkolwiek innym).

Moim zdaniem nie ma większego znaczenia, co tak naprawdę znajduje się w CV. Najważniejsze, co się sobą reprezentuje - podczas codziennej pracy i podczas rozmów z rekruterami. Pewność siebie, jasność co do potencjalnych ścieżek dalszej kariery, poparte wiedzą i inicjatywą są kluczowe. Jednak i nuta pokory jest konieczna. Mam świadomość, że zapotrzebowanie rynku na poziomie eksperckim jest niewielkie. Większość firm szanuje tych ekspertów, których ma, a ci z kolei przewidują potrzeby firmy i również starają się ze swoimi umiejętnościami za nimi nadążyć. Z jednej strony musi więc zaistnieć potrzeba kompetencji oraz gotowość do inwestycji w pracownika (szkolenia, treningi, warsztaty). Z drugiej musi istnieć pracownik gotowy do rozwoju, a najlepiej w tym zakresie proaktywny. To prowadzi do oczywistej konkluzji: wymienione warunki są spełnione tylko, jeżeli organizacja i pracownik są tego świadomi i na to gotowi.

Dlatego, na miejscu kolegi, nie przejmowałbym się za bardzo tym, jakiego stanowiska dotyczy rekrutacja. O wiele ważniejsze jest to, do jakiej organizacji w jej wyniku się trafi i jakie możliwości ona daje. Tylko to w połączeniu z kreatywnością pracownika jest w stanie zaowocować czymś, co określiłbym mianem zrównoważonej i satysfakcjonującej kariery. Rozmowa rekrutacyjna to nie tylko przesłuchanie pracownika. Dla mnie to przede wszystkim okazja do czegoś odwrotnego, czyli do poznania organizacji, wypytania o planowane projekty, plany rozwoju firmy na przyszłość. Gdy osoba rekrutująca na koniec mówi "Czy ma pan jakieś pytania do nas?", to jest okazja, żeby dowiedzieć się, czy warto zatrudnić się w danej firmie, nawet jako konserwator powierzchni płaskich. Ten moment dla mnie to dopiero połowa rozmowy.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX