Wypadkom ulegają młodzi i niedoświadczeni

Bartosz Sendrowicz
06.05.2013 , aktualizacja: 06.05.2013 13:07
A A A
Operator wózka widłowego może nie zauważyć małego dziecka - twierdzą przedstawiciele sklepu

Operator wózka widłowego może nie zauważyć małego dziecka - twierdzą przedstawiciele sklepu (Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta)

W zeszłym roku liczba wypadków w firmach była najniższa od trzech lat.
28 kwietnia obchodziliśmy Dzień Bezpieczeństwa i Ochrony Zdrowia w Pracy. To inicjatywa Międzynarodowej Organizacji Pracy, która dba m.in. o prawa pracownicze. Szybko podchwyciły ją rządy, w tym Polski. Jeszcze 2003 r. Sejm wydał stosowną uchwałę, a dzień ten miał upamiętniać m.in. pracowników, którzy zginęli podczas wykonywania obowiązków służbowych.

W Polsce od lat na szczycie niechlubnego rankingu najniebezpieczniejszych branż plasują się: górnictwo i budownictwo. Jak pokazują dane GUS i Państwowej Inspekcji Pracy, to właśnie w tych dwóch sektorach najczęściej dochodzi do śmiertelnych wypadków. W minionym roku życie straciło 28 górników i 20 budowlańców. Choć, jak wynika z danych Wyższego Urzędu Górniczego, to i tak był dobry rok dla górnictwa. Wszystkich wypadków w tej branży było najmniej od 7 lat.

Bezpieczniej w 2012 było też w pozostałych sektorach gospodarki. Liczba osób poszkodowanych we wszystkich wypadkach jest najniższa od 3 lat. Chodzi o sytuację, w których w trakcie wykonywania zdań służbowych dochodzi do urazu lub śmierci pracownika. Uraz może być znaczący (tzw. ciężki wypadek), czyli oznaczać trwałe uszkodzenie ciała, np. utratę wzroku, słuchu czy mowy. Jeśli poszkodowane są przynajmniej dwie osoby, to wypadek ma charakter zbiorowy.

W 2010 r. w całej gospodarce doszło do 94,2 tys. wypadków, a w 2011 r. do 97,2 tys. W ubiegłym roku wypadków było 91 tys. Jednak, co jest szczególnie warte odnotowania, w 2012 r. najmniej od trzech lat było wypadków śmiertelnych i ciężkich. Odpowiednio 348 i 602. Dla porównania w 2010 r. śmiertelnych było 446, a ciężkich 645.

W których branżach wypadków jest łącznie najwięcej? W przetwórstwie przemysłowym (30 proc. zdarzeń), handlu i budownictwie. Okolicznościom wypadków co roku przyglądają się inspektorzy Państwowej Inspekcji Pracy. W zeszłym roku przeanalizowali oni 1,8 tys. przypadków - głównie ciężkich i śmiertelnych, bo te pracodawcy muszą zgłaszać do PIP.

Najczęściej w wypadkach poszkodowani byli pracownicy etatowi. Stale rośnie też niestety liczba wypadków wśród samozatrudnionych i wykonujących swoje obowiązki w oparciu o umowy cywilnoprawne. W ubiegłym roku co siódmy wypadek właśnie dotyczył takich osób. Dla porównania w 2010 był to co 10.

Jak wynika z danych PIP, najczęściej wypadkom przy pracy ulegały osoby niedoświadczone między 19. a 29. rokiem życia (jedna czwarta wszystkich wypadków). Najczęściej śmierć ponosiły osoby w wieku 50-59 lat.

Jakie były przyczyny wypadków? W co drugim wypadku zawinili ludzie. Nieumiejętnie posługiwali się sprzętem, nie słuchali przełożonych (samowola), lekceważyli zagrożenie, nie znali przepisów i zasad bezpieczeństwa pracy, nie używali też sprzętu ochronnego. Zawodzili też przełożeni, którzy nieumiejętnie nadzorowali pracowników, tolerowali odstępstwa od zasad bezpieczeństwa lub pozwalali pracować osobom bez wymaganego doświadczenia. Do wypadków dochodziło też z przyczyn technicznych, np. złego stanu sprzętu.

Wszystkie błędy prowadzące do wypadków kosztowały tylko skontrolowanych pracodawców ponad 1,5 mln zł - na taką sumę inspektorzy wystawili mandaty.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX