Wolne niedziele? Coraz częściej pracujemy siedem dni

Marta Piątkowska
10.06.2013 , aktualizacja: 12.06.2013 18:11
A A A
Czy w niedzielę Polacy mają prawo do odpoczynku z rodziną, czy do zakupów w markecie?

Czy w niedzielę Polacy mają prawo do odpoczynku z rodziną, czy do zakupów w markecie? (Wyborcza.biz)

Coraz więcej Polaków pracuje w usługach, a te, jeżeli chcą utrzymać lub pozyskać klientów, muszą być dostępne niemal bez przerwy. Czy wolny weekend powoli staje się luksusem?
Projekt zmian w Kodeksie pracy, który zakładał m.in. wprowadzenie zakazu handlu w niedzielę, jest w Sejmie od końca maja. Autorzy pomysłu - głównie posłowie PiS - argumentują m.in.: "trudno uznać, że funkcjonowanie wszystkich placówek handlowych w niedzielę jest uzasadnione koniecznością zaspokajania codziennych potrzeb ludności".

Propozycja nie jest nowa, bo dyskusja nad tym, czy sklepy wielkopowierzchniowe powinny być czynne w niedzielę, wraca co kilka lat. Od ponad dekady o wprowadzenie zakazu walczy Sekcja Krajowa Pracowników Handlu "Solidarności" - bez skutku.

Eksperci przekonują, że pomysł jest nietrafiony, bo kosztem wolnego dnia kilkadziesiąt tysięcy osób może stracić pracę. Poza tym grupa zawodów, których przedstawiciele pracują w niedzielę, regularnie się wydłuża. Przyzwyczailiśmy się, że w nawet w święta dyżurują m.in. lekarze, strażacy, policjanci, kierowcy, obsługa stacji benzynowych, kin i restauracji. Ale to, że w niedzielę można pójść do fryzjera, skorzystać z usług prywatnego trenera fitness, odbyć lekcję tańca, języka obcego, skorzystać z pomocy konsultanta na infolinii lub uczęszczać na kurs prawa jazdy jest nowością, która pojawiła się w odpowiedzi na potrzeby konsumentów.

- Coraz więcej i ciężej pracujemy w ciągu tygodnia. Wielu osobom nie starcza czasu na załatwianie prywatnych spraw, więc przekładają je na weekend - tłumaczy Krzysztof Kosy, psycholog i ekspert rynku pracy w firmie doradztwa personalnego Unicso. - To cena, jaką płacimy za rozwój gospodarki i coraz wyższy standard życia - dodaje.

Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku, potwierdza, że zmiany, które zaszły na rynku pracy, zatarły granice między dniami roboczymi i świątecznymi. - Przywykliśmy, że sektor usługowy jest czynny siedem dni w tygodniu. To obecnie standard w przypadku dużych firm. Proszę sobie wyobrazić, że jeden z operatorów sieci komórkowej zamyka infolinię lub sklepy w niedzielę i nie możemy zablokować skradzionego telefonu. Wciąż chcemy być jego abonentem? - pyta ekspert. Wojciechowski zwraca uwagę, że gospodarka w Polsce zmienia się z produkcyjnej na usługową i zawodów, których przedstawiciele będą musieli być aktywni również w weekendy będzie przybywać, a nie ubywać.

Dobrym przykładem są profesje związane z obsługą nowych mediów. Dzięki sukcesowi serwisu społecznościowego Facebook powstały chociażby stanowiska dla osób odpowiedzialnych za prowadzenie fanpage'ów. Ich zadanie polega m.in. na reagowaniu na potrzeby internautów niemal 24 godziny na dobę, 365 dni w roku.

Jednak to, co leży w interesie klientów i przedsiębiorców, niekoniecznie musi podobać się pracownikom. Najgłośniej i najczęściej protestują wspomniani przedstawiciele Sekcji Krajowej Pracowników Handlu "Solidarność". - Niedziela powinna być dniem spędzony z rodziną, a nie w pracy - przekonuje Alfred Bujara, przewodniczący sekcji. - Zakupy można zrobić w sobotę, wystarczy trochę dyscypliny. Osoby odwiedzające markety w niedzielę muszą być świadome, że to, co dla nich jest wygodnym rozwiązaniem, dla tysięcy pracowników oznacza rozłąkę z najbliższymi. Co z tego, że dzieci czy mąż są w domu, kiedy mama wychodzi do pracy - dodaje.

Tylko że w sklepach wielkopowierzchniowych nie pracują jedynie sprzedawcy czy kasjerki. Sylwia, 23-letnia studentka politologii, dorabia w weekendy jako hostessa reklamująca towary spożywcze. - Zamknięcie sklepów oznacza dla mnie spadek dochodów o połowę. Rodzice opłacają mi tylko akademik, więc musiałabym utrzymać się za niecałe 500 zł miesięcznie, a już teraz jest mi ciężko - opowiada.

Argumenty związkowców nie przekonują również Moniki Zakrzewskiej, ekspertki rynku pracy Konfederacji Lewiatan. - Nasza kultura się zmienia, wybieramy inne sposoby spędzania wolnego czasu niż obiad z rodziną. Poza tym powiedzmy sobie szczerze, kto ten posiłek będzie musiał przygotować? Kobieta. Czyli pracę zawodową zamienimy jej na obowiązki domowe - odpowiada ekspertka. - Poza tym chciałabym wiedzieć, ilu pracowników marketów faktycznie nie chce pracować w niedzielę, bo jak na razie nikt ich o to nie zapytał. Nie powinno się traktować postulatów związków zawodowych jako głosu wszystkich pracowników.

Zdaniem Zakrzewskiej mało osób wie, jaki wpływ na rynek pracy potrafi mieć nawet jeden dodatkowy dzień wolny w roku. Powołuje się na przykład firm outsourcingowych obsługujących zagranicznych klientów. Pracuje w nich ponad 140 tys. polskich konsultantów. - To bardzo dynamicznie rozwijająca się branża, która daje miejsca pracy głównie młodym ludziom. Niestety, istnieje niebezpieczeństwo, że ze względu na sztywne zasady Kodeksu pracy inwestorzy zamiast w Polsce otworzą kolejne centra w innych krajach. Na przykład obowiązkowe wolne 3 maja staje się problemem. Klienci z Anglii czy Francji nie świętują przyznania Polsce konstytucji i ciężko im wytłumaczyć, dlaczego tego dnia firma ma być zamknięta na cztery spusty. Co więcej, wiemy, że niektórzy pracownicy chcieliby tego dnia przyjść do pracy, bo pracodawca oferuje im wyższą stawkę i dzień wolny do odebrania, ale nie mogą tego zrobić, bo złamią prawo - mówi Monika Zakrzewska.

Krzysztof Kosy dodaje: - Nie ma rozwiązań idealnych, dlatego na obecnym rynku pracy najważniejsza jest elastyczność. Rodzina dla Polaków wciąż jest bardzo ważna, ale utrzymanie dobrych relacji nie powinno być uzależnione od tego, w jakim dniu mamy wolne. O równowagę między życiem zawodowym i prywatnym trzeba dbać cały czas.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX