Nie taka franczyza straszna

Marta Piątkowska
24.06.2013 , aktualizacja: 24.06.2013 16:52
A A A
Iwona Gawrońska prowadzi salon prasowy na zasadach franczyzy

Iwona Gawrońska prowadzi salon prasowy na zasadach franczyzy (Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta)

Rynek franczyzy oparł się kryzysowi i rośnie w siłę. Szacuje się, że do końca tego r. w Polsce będzie można skorzystać z 930 gotowych pomysłów na firmę. Z czym wiąże się prowadzenie biznesu na licencji i z jakimi kosztami trzeba się liczyć?
Franczyza (ang. franchise) to system sprzedaży towarów, usług lub technologii oparty na nierozerwalnej współpracy między franczyzodawcą a franczyzobiorcą.

Franczyzodawca to zwykle firma z wyrobioną marką i sprawdzonym sposobem na prowadzenie biznesu. W zamian za wykup umowy licencyjnej oraz stałe opłaty, zezwala franczyzobiorcy na korzystanie m.in. z logo, wiedzy technicznej i biznesowej oraz wspiera w prowadzeniu biznesu.

Franczyzobiorca wykupując licencję, dostaje prawo do funkcjonowania pod znaną marką, ale musi to robić na jej zasadach. A te często wyznaczają m.in. lokalizację firmy, asortyment, wystrój, uniformy personelu itd. O tym, jak bardzo wymogi są rygorystyczne, decyduje branża. Jedną z najbardziej wymagających jest gastronomia, a konkretnie restauracje typu fast food, które oczekują od franczyzobiorców prowadzenia biznesu w taki sposób, żeby klient nie odróżniał, czy jest w restauracji na licencji, czy tej należącej do firmy. Podobnie wygląda to w przypadku stacji paliw czy banków.

Nie oznacza to, że franczyzobiorca w każdym przypadku może tylko odwzorowywać zasady z macierzystego punktu firmy, z której logo korzysta. - W przypadku salonów prasowych zasady, z których nie można zrezygnować, dotyczą zwrotu prasy, ekspozycji określonych towarów czy sposobu przechowywania żywności. Kreatywność może się pojawić, gdy lokalny rynek będzie miał jakieś szczególne zapotrzebowanie, czy warto będzie wzbogacić ofertę na przykład o ciepłe i zimne napoje, przekąski, artykuły papiernicze, upominki, zabawki czy pamiątki - wyjaśnia Tomasz Pitak, dyrektor operacyjny w spółce sieci Euro-Salon Prasowy skupiającej ponad 150 punktów franczyzowych w Polsce.

Dobra wiadomość jest taka, że rozwój franczyzy na krajowym rynku powoli zmusza firmy walczące o klientów o zmiany dotychczasowych zasad. Szacuje się, że do końca tego r. liczba pomysłów na biznes na licencji skoczy do 930 (dla porównania w ubiegłym r. było ich 864.)

Z raportu firmy konsultingowej Profit system, która zajmuje się doradztwem we franczyzie i współpracy agencyjnej wynika, że na koniec ubiegłego r. na zasadach franczyzy funkcjonowało łącznie 51,2 tys. placówek. To o 3,2 tys. więcej niż w 2011 r. Jeżeli przyrost się utrzyma, w tym r. powstanie kolejne 3 tys. placówek franczyzowych.

Raport podaje także, że średnia inwestycja w licencję franczyzową wyniosła w 2012 r. 164,7 tys. zł. Choć kwota dla wielu osób jest nie do przebrnięcia, to pociesza fakt, że największy wybór sprawdzonych pomysłów wymaga inwestycji na poziomie od 21 do 50 tys. zł. Taki kapitał wystarczy, żeby podjąć współpracę z ponad 23 proc. franczyzodawcami.

Obecnie firmę można otworzyć praktycznie w każdej branży działającej w handlu lub usługach. Do wyboru są m.in. - odzież i obuwie, artykuły spożywcze i przemysłowe, dom i ogród, kosmetyki i biżuteria, apteki, stacje paliw, artykuły sportowe, restauracje, edukacja, finanse i bankowość, uroda i fitness, hotele, nieruchomości.

Wśród franczyzobiorców są osoby z mniejszym i większym doświadczeniem zawodowym. Nie ma żadnych ograniczeń wiekowych - jedyny wymóg to pełnoletność. Dla młodych trudnością może być zgromadzenie środków na rozpoczęcie działalności, dlatego często korzystają z pomocy rodziny lub biorą kredyt.

Tak zrobiła Iwona Gawrońska, 28-latka z Poznania. Przez ostatnie 10 lat pracowała jako kasjer/sprzedawca. Miała dość ograniczeń wynikających z pracy na etacie. Zdobyte doświadczenie postanowiła wykorzystać otwierając własną działalność. Wiedziała, że jej firma powinna działać w handlu, ale nie miała pomysłu, co konkretnie miałoby to być. - W końcu zdecydowałam się na franczyzę, uprzedzeń nie miałam, bo koleżanka kilka lat temu prowadziła kiosk na licencji i była bardzo zadowolona - tłumaczy Gawrońska. - Przez pewien czas sprawdzałam rynek, aż w końcu wybrałam salonik prasowy.

Choć biznes prowadzi dopiero od dwóch miesięcy, jest pewna, że własna działalność to coś, w czym czuje się najlepiej. - Na początku się bałam, czy dobrze pójdzie, czy kiosk będzie na siebie zarabiał, czy będę musiała dokładać do interesu? Ale trzeba się przełamać, w powiedzeniu "kto nie ryzykuje, ten nie ma" jest sporo prawdy - opowiada.

W jej życiu sporo się zmieniło. Pracę zaczyna o godz. 7 rano, kończy o 21. Pilnuje dostawców, sprawdza, która hurtownia ma najlepszy towar, niedługo zacznie szkolenie, które umożliwi jej sprzedaż kuponów totolotka. Brakuje jej czasu, ale nie narzeka - bo już po pierwszym miesiącu kiosk wygenerował zysk. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, w niedługim czasie będzie chciała zatrudnić pierwszych pracowników.

Gawrońska podkreśla, że w jej przypadku umowa licencyjna nie stoi na przeszkodzie w występowaniu z inicjatywą. - To ja decyduję, od kogo biorę towar i co mam w asortymencie. O planach muszę poinformować centralę Eurokiosku, ale na razie nie odrzucili żadnego z pomysłów.

Na otworzenie kiosku potrzebowała ponad 30 tys. zł. - Część to oszczędności, na resztę wzięłam kredyt. Licencja, na której działam, wymaga ode mnie jedynie płacenia czynszu za lokal. Niezależnie od tego, ile w danym miesiącu zarobię, moje koszty związane z franczyzodawcą są stałe. To uczciwe rozwiązanie, bo za lokal tak czy inaczej musiałabym płacić.

Gawrońska zarobków nie chce ujawnić, ale powtarza, że "jest lepiej niż było".

Choć właścicielka saloniku prasowego jest zadowolona ze sposobu rozliczania z franczyzodawcą, to właśnie kwestia opłat i konieczności dzielenia się zyskiem zniechęca niektórych do rozpoczęcia takiej współpracy. Za co w takim razie trzeba zapłacić i kto naprawdę zarabia, franczyzodawca czy franczyzobiorca?

Zanim dojdzie do podpisania umowy, firma, która sprzedaje licencję, musi dokładnie określić strukturę i wysokość opłat, z których później będzie rozliczała franczyzobiorcę. Powinna także przedstawić realne do osiągnięcia wyniki finansowe, żeby druga strona miała w miarę możliwości jak najdokładniejszy obraz tego, na co się godzi. Przeciętne opłaty wynoszą od 3 do 6 proc. wartości sprzedaży.

Te koszty przyjdą później, w pierwszej kolejności płaci się za udzielenie licencji, na którą składają się wyżej wymienione zasady działania firmy, logo, wsparcie, to na jak długo będzie zawarta umowa, czy firma będzie duża czy mała, w jakiej ma się znajdować lokalizacji, jakie możliwości finansowe ma franczyzobiorca itd.

Kolejna tura opłat, w zależności od rodzaju biznesu, dotyczy zwrotu kosztów inwestycyjnych, które ściśle zależą od branży i rodzaju prowadzonego biznesu.

Czy poniesione nakłady się opłacają? Z raportu firmy Profit system wynika, że liczba multibiorców, czyli osób, które prowadzą więcej niż jeden oddział, rośnie. W ubiegłym roku statystyczny franczyzobiorca prowadził średnio 1,15 placówki.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX