Urzędy wymuszają zatrudnienie, żeby sztucznie zawyżyć statystyki

Bartosz Sendrowicz
03.02.2014 , aktualizacja: 03.02.2014 14:50
A A A Drukuj
Urząd pracy

Urząd pracy (Fot. Paweł Małecki / AG)

Urzędy pracy nie chcą wysyłać bezrobotnych na staże do firm, które nie zagwarantują im później zatrudnienia. W ten sposób sztucznie zawyżają swoją skuteczność, bo inaczej nie dostaną dodatkowych kilkuset tysięcy m.in. na wynagrodzenia i premie dla urzędników
"Informujemy, że wniosek o zawarcie umowy o zorganizowanie stażu został rozpatrzony negatywnie z uwagi na brak deklaracji zatrudnienia po zakończonym stażu" - taką odpowiedź z urzędu pracy w jednej z podwarszawskich miejscowości zobaczyliśmy w redakcji w minioną środę. - To zabawa ze statystyką, ale zostaliśmy do tego zmuszeni - mówi nam wprost dyrektor innego urzędu pracy, który stosuje podobne praktyki. Nalega, by nie ujawniać jego danych. Wyjaśnia, że urzędy zmuszają pracodawców do zatrudniania stażystów, bo dzięki temu mogą się znaleźć wysoko w corocznym rankingu sporządzanym przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

- Też to robimy, ale tylko w przypadku pracodawców, którzy sami zwracają się do nas w poszukiwaniu kandydatów na staż. Uznajemy, że to sposób na poszukiwanie oszczędności w firmach, dlatego wymagamy gwarancji zatrudnienia - przyznaje Kordian Kolbiarz, dyrektor PUP w Nysie. Dodaje, że nie oczekuje gwarancji od firm, do których jego urząd sam zwraca się z prośbą o przyjęcie stażysty.

Tworzenie rankingu jest jednym z założeń reformy urzędów pracy, która miała wejść w życie na początku tego roku. Jego wyniki zadecydują, które urzędy dostaną dodatkowe pieniądze na wynagrodzenia i nagrody dla najlepszych kierowników i doradców klienta (czyli bezrobotnego).

Autorzy rankingu biorą pod uwagę trzy rzeczy: efektywność kosztową, czyli to, za ile urząd znajdzie pracę bezrobotnemu, liczbę doradców współpracujących z bezrobotnymi i właśnie skuteczność urzędów.

Zanim ministerstwo zaproponowało rankingowanie urzędów, pierwszeństwo mieli ci pracodawcy, którzy zobowiązali się dać pracę osobie skierowanej na staż. Jednak nikt nie wymagał od nich jednoznacznej deklaracji, że praca dla stażysty się znajdzie. Wprowadzenie zestawienia zwiększyło stanowczość urzędników.

W pierwszym, pilotażowym rankingu, który został zrealizowany pod koniec 2013 r., na dodatkowe pieniądze załapało się aż 90 proc. placówek. Docelowo odsetek ten ma być mniejszy i wynosić 75 proc. Te urzędy, które nie spełnią oczekiwań ministerstwa, czeka audyt urzędników z resortu i ewentualny program naprawczy. No i oczywiście nie otrzymają dodatkowych funduszy. Chodzi o 7 proc. kwoty, którą w poprzednim roku dany urząd otrzymał w ramach Funduszu Pracy. Ile to pieniędzy? W przypadku średniej wielkości urzędu pracy - kilkaset tysięcy złotych.

Zmuszanie pracodawców do zatrudniania to niejedyny pomysł urzędników na poprawienie statystyk. Niektóre żądały od przedsiębiorców zwrotu stypendium wypłacanego stażystom, którzy nie dostali pracy. W trakcie stażu (może trwać do roku w przypadku absolwentów przed 27. rokiem życia i do pół roku w przypadku pozostałych) to urząd wypłaca im pensje - stypendium w wysokości niespełna 1 tys. zł brutto. Nasz rozmówca, dyrektor PUP, nazywa ten pomysł "wariactwem". - Jak można od pracodawcy oczekiwać zwrotu pieniędzy, których przecież on nie otrzymał? Do tego przyuczał do zawodu bezrobotnego - mówi. Zaznacza, że takie działania jeszcze pogorszą kooperację urzędów i firm. A już dziś jest ona bardzo słaba, bo do urzędów zwraca się mniej więcej jedna na dziesięć firm poszukujących pracowników. - Mnożenie kolejnych wymagań to bardzo zły pomysł. Pracodawcy zazwyczaj traktują staż jako okres próbny. Jeśli osoba go odbywająca się nie sprawdzi, to dlaczego mają przedłużać z nią umowę? - zastanawia się Wioletta Żukowska z organizacji Pracodawcy RP. Wskazuje też, że po stażystów do urzędów często zwracają się małe firmy, które po prostu nie wiedzą, czy na stworzenie dodatkowego etatu będzie je stać za pół roku.

Na to samo zwraca uwagę pani Katarzyna, która w podwarszawskich Markach prowadzi trzy sklepy odzieżowe. Kilkukrotnie korzystała z pomocy urzędu pracy, ale żadnego stażysty nie zatrudniła. Teraz mówi: - Na pewno nie przyjmę stażysty, jeśli będę musiała zagwarantować mu pracę. Zaznacza, że dziś sama nie wie, czy za pół roku nie będzie musiała zlikwidować jednego ze sklepów.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • Urzędy wymuszają zatrudnienie, żeby sztucznie z... jwoda22 13.02.14, 22:34

    To żadna nowość. Weźmy, np. skierowania do pracy. Często dostają je bezrobotni, którzy nie mają ani wykształcenia ani doświadczenia na podobnym stanowisku. Nie mam pracy od lat, luka w CV »