Kontrowersyjny czas pracy

Artur Kiełbasiński
27.10.2014 , aktualizacja: 24.10.2014 17:29
A A A
Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz jest szefem Komisji Trójstronnej. To jego resort opracował zmiany dotyczące tzw. elastycznego czasu pracy

Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz jest szefem Komisji Trójstronnej. To jego resort opracował zmiany dotyczące tzw. elastycznego czasu pracy

Awantura o pracę w sobotę, wcześniej spór o elastyczny czas pracy, który doprowadził do paraliżu Komisji Trójstronnej. Kwestie związane z czasem pracy wzbudzają zawsze duże emocje
Posłowie zajmowali się w środę propozycją grupy parlamentarzystów PO, aby wprowadzić możliwość wypłaty dodatkowego wynagrodzenia za pracę w soboty. Obecnie za pracę w 6. dzień tygodnia można odebrać tylko dzień wolny. Zdaniem wnioskodawców to błąd, gdyż za pracę w święta można otrzymać gratyfikację pieniężną.

Pozornie merytoryczna sprawa zaowocowała wielkimi emocjami i sporami. Opozycja mówiła o "haniebnym projekcie", posłowie PO o konieczności zmian na rzecz pracownika. Punktów stycznych w dyskusji nie było, debatą rządziły emocje. W przeszłości takie same emocje dotyczyły pracy w niedzielę czy elastycznego czasu pracy. Spór związany z elastycznym czasem pracy z czerwca 2013 r. doprowadził do zapaści Komisji Trójstronnej, która nie działa do dzisiaj - związki bojkotują jej prace.

Dlaczego czas pracy budzi w Polakach takie wielkie emocje?

- Czas pracy to obok wynagrodzeń najbardziej zapalny punkt w relacjach pracownik-pracodawca - mówi "Wyborczej" prof. Jakub Stelina, ekspert prawa pracy z Uniwersytetu Gdańskiego. - Tu są jasno zdefiniowane oczekiwania, łatwo pokazać, gdzie przebiega linia konfliktu, same oczekiwania są jasno wyrażane. Pracodawca chce, aby pracownik jak najwięcej czasu poświęcił pracy, kiedyś służba pracowała przecież nawet 24 godziny na dobę. Pracownik odwrotnie, chce dać mniej tego czasu pracodawcy, choć mam wrażenie, że pracownicy z reguły zachowują dość rozsądne podejście w tej sprawie.

Prof. Marcin Zieleniecki z UG dodaje jeszcze jeden argument: - Polacy czytają statystyki, wiedzą, że pracują najwięcej w Europie, a jednocześnie nie widzą takich efektów swojej pracowitości, jakich by mogli oczekiwać, bo zarobki należą do najniższych w Unii. W tym momencie kwestie związane z tym czasem pracy po prostu budzą emocje.

Nieuchronny spór

Prof. Zieleniecki podkreśla, że spór dotyczy już samej idei przepisów związanych z czasem pracy. - Z jednej strony, istnieje koncepcja, że mają one chronić pracowników, zapewnić im odpowiedni czas na wypoczynek. Z drugiej, istnieje przekonanie, że te przepisy są tylko po to, aby ułatwić swobodne porozumienie, tak aby pracownikowi i pracodawcy było jak najwygodniej. Osobiście przychylam się do tej pierwszej koncepcji. Te przepisy muszą gwarantować odpowiednią dozę wypoczynku, muszą zapewnić ochronę praw pracownika. A mam wrażenie, że zmiany, które następują, niestety nie są dla pracowników dobre - uważa prof. Zieleniecki.

Jako przykład Zieleniecki podaje spór o pracę w sobotę i możliwość wypłaty wynagrodzenia (teraz można za sobotę dostać dzień wolny, nie ma opcji wypłaty). - Sam pojedynczy przepis nie jest jakiś bardzo groźny dla pracownika, ale jeśli zestawimy go z wprowadzonym wcześniej elastycznym czasem pracy i wydłużeniem okresów rozliczeniowych, to sprawa już wygląda niepokojąco. Może się faktycznie okazać, że w krótkim czasie następuje nadmierna kumulacja sobót do przepracowania.

Prof. Stelina zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt tej sprawy. Pracownikom mówi się - pracujcie więcej, wzrosną wasze płace, zarobicie więcej.

- Niestety, w praktyce często logika tych zmian jest taka, że pracując dłużej, pracownicy zarabiają tyle samo albo niewiele więcej. Bo poziom zarobków zależy nie tyle od przepisów, co od budżetu na płace u pracodawcy. A specjalnej skłonności do podnoszenia tych budżetów nie widać - ocenia prof. Stelina.

Związkowcy twierdzą, że emocje związane z czasem pracy biorą się z... praktyki. - Przepisy sobie, życie sobie, tak to wygląda w praktyce - mówi "Wyborczej" Marek Lewandowski, rzecznik "Solidarności". - A te złe doświadczenia z zakładów pracy to nie jest żadna teoria, żadne teoretyczne rozważania. Takie sygnały trafiają do nas wprost od ludzi. I to oni wiedzą, jak wygląda realnie praca w Polsce, a nie teoretycy ekonomii czy niektórzy posłowie.

Politycy z przedszkola?

Prawnicy zwracają uwagę na jeszcze jeden problem. Do Kodeksu pracy próbuje się wpisywać zmiany ważne dla jakiejś określonej grupy pracowników, ale ta zmiana może być wręcz szkodliwa dla innych zatrudnionych. Każda branża ma bowiem swoją specyfikę i własne oczekiwania.

- Dlatego taka kwestia jak czas pracy powinna być regulowana w większym stopniu w drodze układów zbiorowych - podkreśla prof. Marcin Zieleniecki. - Każda branża może wynegocjować swoje własne, specyficzne regulacje i ustalenia. Niestety, ustawodawca nie stwarza takich możliwości i chce wszystko sztywno zapisywać w Kodeksie pracy. Taka sytuacja też generuje niepotrzebne emocje i napięcia.

Pracodawcy też mówią o potrzebie negocjacji, ale o brak rozmów winią... związkowców.

- Gdy rozmawiam ze związkowcami z niższych szczebli, to wydaje mi się, że jest zrozumienie, oni wiedzą, o czym mówię, pokazując problemy przedsiębiorców - mówi "Wyborczej" Cezary Kaźmierczak, lider Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. - Ale wyżej postawieni związkowcy nie uświadamiają sobie, że biznes w Polsce to także ich wujek Ziutek, co ma zakład naprawy pralek, czy kuzynka Zosia, która ma sklep spożywczy. Dla nich biznes to Huta Katowice. Oni mają taki punkt odniesienia. A czemu są emocje? Niestety, Polska to taki kraj, w którym jak się głośno nie krzyczy, to się nie zostanie wysłuchanym. Moje doświadczenia z politykami są takie, że można coś osiągnąć wyłącznie dziką awanturą. Jak w przedszkolu - im ktoś się głośniej awanturuje, tym szybciej jeść dostanie. Problem w tym, że - zdaniem Kaźmierczaka - taka sytuacja nie sprzyja spokojnym negocjacjom.

Co zmieniano w czasie pracy?

W ostatnich latach przeprowadzono dwie poważne zmiany związane z czasem pracy. W 2013 r. wprowadzono tak zwany elastyczny czas pracy. Wcześniej do końca każdego czteromiesięcznego (a np. w rolnictwie sześciomiesięcznego) okresu rozliczeniowego pracodawca musiał "wyczyścić" rozliczenie czasu pracy - oddać dni wolne lub zapłacić za nadgodziny. Oddawanie dni wolnych było szczególnie trudne w branżach, gdzie następuje sezonowa kumulacja pracy. Pracownicy dostawali więc wypłatę za nadgodziny. Po zmianie można wydłużyć czas rozliczeniowy nawet do 12 miesięcy. To spowodowało spadek wypłat z nadgodzin.

Dobrą zmianą dla pracowników było natomiast wprowadzenie ruchomego czasu pracy. Pracodawca może wyznaczać pracownikom różne godziny rozpoczynania pracy w poszczególne dni pracy lub wyznaczony jest przedział czasu, w którym pracownicy są obowiązani stawić się do pracy. Te zmiany pozwalały pracownikom np. lepiej planować swoje życie osobiste.

Osobna nowelizacja zmieniła zasady pracy w święta, które nie są świętami globalnymi. I tak np. 11 listopada przypada polskie święto narodowe, ustawowo wolne od pracy. Jednak tego dnia firmy na całym świecie normalnie pracują. Nowelizacja prawa wyraźnie przewidziała możliwość pracy w takie dni w centrach usług wspólnych pracujących na rzecz podmiotów zagranicznych.

Sejm odrzucił natomiast projekt zakazu handlu w niedziele.

Zobacz więcej na temat:

Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX