5 zł albo bezrobocie

Agata Kinasiewicz
30.11.2015 , aktualizacja: 08.12.2015 15:30
A A A
Sąd przyznał rację pracownicy ochrony

Sąd przyznał rację pracownicy ochrony (Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta)

Podwójne zlecenie - to forma zatrudnienia, która króluje w agencjach ochrony. Od nowego roku nie będzie można już na niej zaoszczędzić. Agencje, które nie zdołają renegocjować umów, wpadną w kłopoty.
- Zlecenia to fikcja, zgodnie z prawem to powinien być etat. Pracujemy według grafiku, na obiekcie, mamy przełożonych i swoje dyżury, ale firma na etacie zatrudnia tylko osoby z grupą inwalidzką. Pozostali dostają do podpisania dwie umowy: jedna, na 50 zł, na roznoszenie ulotek. Tyle że nikt z nas żadnych ulotek nie roznosi. Druga na ochronę. 7 zł na godzinę. To i tak wysoka stawka, bo koledzy z innych agencji dostają po 5 zł - opowiada Bartosz, były pracownik jednej z największych firm ochroniarskich w Polsce.

- Tak jest w całej branży. Wiadomo, że firma musi jak najbardziej zejść z ceną, żeby wygrać przetarg, żeby w ogóle mieć zlecenia - potwierdza jego kolega Krzysztof, z którym razem pracowali w dużej galerii handlowej w Katowicach.

Pieniądze na wagę złota

Tajemnicą poliszynela jest to, że tak działają niemal wszystkie agencje ochrony w Polsce. Rozmawiam z ich przedstawicielami i pracownikami od kilku miesięcy i nie udało mi się do tej pory znaleźć żadnej, która w ten sposób nie obniża kosztów. A sposobów na kreatywne wykorzystanie prawa jest więcej. Zdradza je Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony Osób i Mienia: - Jest jeszcze jeden myk stosowany od wielu lat. Zwolnienie z VAT-u dla firm, które nie uzyskują w ciągu roku 150 tys. zł obrotu. Żeby nie płacić VAT-u wiele agencji zakłada spółki córki pod konkretne zlecenia, np. dla wspólnot mieszkaniowych. Dzięki temu mogą zaoferować niższą cenę i same więcej zarobić.

Podczas przetargów agencje oferują zaniżone stawki, a pracownikom dopłacają pod stołem. Skąd biorą na to pieniądze? Nie jest przypadkiem, że etat w ochronie najłatwiej dostać mając grupę inwalidzką. Miesięczna dopłata do pensji każdego z pracowników z lekkim stopniem niepełnosprawności wynosi do 1050 zł w przypadku tzw. schorzenia specjalnego, bez niego - do 450 zł. Do tego dochodzą dofinansowania szkoleń i przystosowania miejsca pracy do potrzeb osoby niepełnosprawnej. - Pieniądze uzyskane z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych właściciele agencji przeznaczają na pensje. Wykorzystują po prostu istniejące prawo. Ale dzięki temu mogą w czasie przetargów zaoferować niższe stawki - mówi Wagner.

To napędza wyścig. Stawki idą w dół, a firmy na etat zatrudniają prawie wyłącznie inwalidów, bo liczą na pieniądze z PFRON-u, które pomagają im spiąć budżet.

Walka toczy się o każdą złotówkę. Dla ochroniarzy, którzy zarabiają najczęściej od 4 do 6 zł na rękę, liczy się każdy grosz.



Co się stanie ze zleceniem?

Dziś obowiązek odprowadzania składek dotyczy jednej umowy-zlecenia. Dlatego bardzo często pracodawca, który chce zapłacić pracownikowi 2 tys. zł brutto, rozbija wypłatę na dwie umowy - np. 200 zł i 1,8 tys. zł, a składki odprowadza od niższej kwoty. Resztę pracownik dostaje do ręki.

Od nowego roku pracodawca będzie musiał odprowadzić składki od obydwu tych zleceń. Zasada jest taka: nieważne, ile mamy zleceń. Składki odprowadzamy od tylu, żeby zsumowały się do kwoty minimum 1850 zł brutto, bo taka będzie w 2016 r. pensja minimalna. Wyjątkiem jest, oczywiście, sytuacja, kiedy ktoś zarabia mniej niż ustawowe minimum. Wtedy składkę płaci od tego, co zarobił.

Jeśli ochroniarz zarabiał do tej pory 50 zł, od których odprowadzane były składki i 1500 zł, od których składek już nie płacił, to na rękę dostawał miesięcznie 1314 zł. Po nowym roku dostanie już 1122 zł. To 192 zł różnicy. Dla osoby pracującej za pensję poniżej minimalnej to duża kwota.

Gorący kartofel kosztów

Z sytuacji dobrze zdają sobie sprawę właściciele firm ochroniarskich. Bo powstałą różnicę ktoś będzie musiał pokryć. Albo będą to kontrahenci, albo same agencje, albo najsłabsze ogniwo w tym układzie: ochroniarze. Oskładkowanie zleceń to niejedyny koszt, jaki poniosą agencje. Kolejnym jest wzrost pensji minimalnej o 100 zł. Wagner szacuje, że przeciętnie wydatki agencji na wynagrodzenia pracowników wzrosną o 26 do 30 proc.

- Nasza branża pracuje na bardzo niskiej marży, ok. 5 proc. Na takie marże na pewno nie mogą sobie pozwolić firmy, które mają po kilka kontraktów. Ale dla największych agencji, które mają rocznie obrót rzędu 500 mln zł, te 5 proc. już stanowi jakiś zysk. Małe firmy muszą pracować na większej marży i szukać innych zleceń. Gdyby nie udało się renegocjować umów, większość firm miałaby straty - tłumaczy. Dla wielu małych agencji oznacza to po prostu upadek.

- Ustawa weszła pod koniec sierpnia, a to dało nam czas na negocjacje. Wielu agencjom udało się i będą pracować za nowe stawki. Ale nie wszystkie. Niektóre sieci handlowe od nowego roku w ogóle zrezygnowały z usług agencji ochrony - mówi Wagner. Inne, jak np. Empik, regularnie zmniejszają liczbę ochroniarzy. - Od kilku lat w Empiku trwa proces ograniczania liczby pracowników ochrony fizycznej - tłumaczy rzeczniczka prasowa sieci, Dorota Pietrzyk i dodaje, że te zmiany będą kontynuowane także po nowym roku, jednak Empik nie zamierza rezygnować z ochrony całkowicie.

- Jesteśmy w bardzo gorącym okresie negocjacji umów, bo większość z nich mamy z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Na moje szczęście, podchodziliśmy do rynku selektywnie i podpisywaliśmy umowy na warunkach, które pozwolą nam w godny sposób zatrudniać pracowników - mówi Edward Kuczer, prezes firmy Gwarant Agencja Ochrony SA. Jednak przyznaje, że są branże, w których na współpracę z kontrahentami nie liczy. - Budowlanka? Większość firm proponuje stawki poniżej 7 zł. Jak w takiej sytuacji rozmawiać? Wyciągam z portfela te 1100 zł, które będę mógł zapłacić ochroniarzowi i pytam: co ja z tym mogę zrobić? Pytam, czy taki kontrahent ma znajomych albo przyjaciół, krewnych, którym zaproponowałby pracę za taką stawkę. Jeszcze gorszy wyzysk jest w dyskontach i marketach. Z nimi nie współpracujemy.

Pod latarnią najciemniej

Kuczer wskazuje też inny ważny problem: patologie w przetargach w publicznych instytucjach. Urzędy, szkoły, przychodnie, ministerstwa, nawet urzędy pocztowe - ochroniarze zatrudniani są prawie wszędzie. Jednak mimo uregulowań dotyczących zamówień publicznych w budżetówce stawki są często jeszcze niższe niż w firmach prywatnych. Podczas przetargów godzina pracy agencji ochrony jest wyceniana nawet na 5-6 zł.

Marek Kowalski, przewodniczący Rady Zamówień Publicznych przy Konfederacji Lewiatan, wskazuje podstawę prawną, która nakazuje instytucjom publicznym renegocjację kontraktów z agencjami. - Przewiduje to art. 142 ust. 5 znowelizowanej ustawy Prawo zamówień publicznych - tłumaczy i dodaje, że prawo zabezpiecza agencje na wypadek nieprzewidzianych zmian w przepisach. Takie zmiany wejdą w życie właśnie od nowego roku. - Jedynym sposobem na zabezpieczenie interesu każdej ze stron jest jak najszybsza waloryzacja długoterminowych kontraktów, jeszcze przed końcem 2015 roku - dodaje ekspert.

Być albo nie być

Paradoksalnie zawirowania wokół zleceń mogą branży pomóc. Agencje mogą twardo postawić na swoim i podnieść stawki.

- Jeśli firmy dalej będą chciały kupować usługi ochrony z zewnątrz, to już żadna agencja startująca do przetargu nie zaoferuje takiej stawki jak wcześniej - mówi Wagner. Mogą też iść o krok dalej. - W branży ochroniarskiej kilkadziesiąt procent firm jest nieuczciwych. Oszukują na podatkach, oszukują pracowników, zatrudniają na czarno. Uważam, że to same firmy ochroniarskie popsuły rynek. Jeśli wszyscy nie zmienimy swojego podejścia, to nic się w branży nie zmieni - tłumaczy Kuczer.

Konsekwentne renegocjowanie umów i cywilizowanie warunków pracy ochroniarzy to jedna droga. Ale są też inne scenariusze. Firmy mogą zacząć zatrudniać głównie emerytów, bo płacą minimalnie niższe składki. Mogą też założyć nowe spółki za granicą. - Do mnie już docierają słuchy, że firmy zaczynają robić jakieś ruchy w krajach, w których nie ma pensji minimalnej, np. w Anglii. Prawdopodobnie będą tam zakładać spółki i leasingować pracowników do pracy w Polsce - zdradza Wagner.

Zobacz także