Unowocześnić polski skansen edukacyjny

Bartosz Sendrowicz
11.01.2016 , aktualizacja: 19.01.2016 16:49
A A A

Gazeta Wyborcza

Polskie szkoły i uczelnie nie zawsze nadążają za rozwojem technologicznym. Odbija się to na poziomie kształcenia, a w szerszej perspektywie na innowacyjności gospodarki. Problem dostrzegają prywatne firmy. Dlatego coraz częściej przychodzą szkołom z pomocą.
Przedsiębiorstwa technologiczne włączają się w projektowanie programów nauczania, tworzą dla szkół nowoczesne witryny internetowe, czy platformy e-learningowe. To potrzebne zmiany, bo luka między tym, czego oczekują młodzi i rynek pracy, a ofertą szkół z każdego poziomu edukacji, jest ewidentna. Dotyczy to także kompetencji cyfrowych.

Jak wynika z badania PIAAC (Międzynarodowe Badanie Kompetencji Osób Dorosłych) przekonanie, że młode pokolenie Polaków ma wysokie kompetencje cyfrowe jest mocno przesadzone. Na tle innych krajów OECD to właśnie w Polsce jest najwięcej osób o najniższych kompetencjach cyfrowych. I najmniej tych najbardziej biegłych w obsłudze komputera i korzystaniu z internetu.

Polska młodzież (16-24 lata) słabo radzi sobie z rozwiązywaniem problemów w środowisku informatycznym (np. instalacja nowych urządzeń, wyszukiwanie informacji). Młodzi rodacy uzyskali w tej dziedzinie średnio 287 punktów. W krajach OECD przeciętnie było to 294 punkty. Najlepiej wypadli nastolatkowie i dwudziestokilkulatkowie z Finlandii, Szwecji, Holandii i Japonii - zgromadzili 300 lub więcej punktów.

Także z badań Komisji Europejskiej wynika, że poziom cyfrowych umiejętności Polaków pozostawia wiele do życzenia. W 2013 r. tylko 43 proc. rodaków mogło pochwalić się średnim lub wysokim stopniem biegłości w obsłudze sprzętu i sieci . To niestety jeden z gorszych wyników w całej wspólnocie.

Stara szkoła

Trudno jednak o lepsze wyniki, skoro co piąty uczeń uczęszcza do szkoły, w której nauczyciele praktycznie nie wykorzystują technologii cyfrowych podczas zajęć dydaktycznych. Zresztą - to znowu dane Komisji Europejskiej - dobrze wyposażonych placówek (z internetem o szybkości przynajmniej 10 Mb/s lub więcej, z relatywnie dobrym sprzętem, własną stroną internetową, e-mailem oraz siecią LAN) mamy najmniej w całej Unii. We wspólnocie nowoczesna jest więcej niż co trzecia szkoła (37 proc.), w Polsce - mniej więcej - co 33. (3 proc.). - Niektóre "komórki" są nowocześniejsze niż nasze komputery - przyznaje szczerze Bartosz Medyk, dyrektor Zespołu Szkół Mechanicznych im. Żołnierzy Września 1939 roku w Namysłowie.

- Szkołom brakuje pieniędzy na zakup sprzętu i wykształcenie kadry. Sięgają więc po fundusze unijne, współpracują z prywatnymi firmami, ale ciągle wiele jest do zrobienia - przyznaje.

Zdalne studiowanie

Znacznie lepiej wyposażone są rodzime szkoły wyższe. Wydawać by się więc mogło, że przez to uczelnie chętnie sięgną po możliwość kształcenia zdalnego. Ale nie do końca tak jest.

Na około 400 szkół wyższych - tylko 24 może kształcić zdalnie magistrów, inżynierów i "licencjatów". Kolejne 80 prowadzi rozmaite kursy uzupełniające wiedzę.

Tymczasem z badań Politechniki Warszawskiej wynika, że osób, które chcą się uczyć nie wychodząc z domu jest cała masa. 76 proc. spośród studentów uczelni technicznych wyrażało konieczność łączenia studiów z pracą - dlatego "obsługa" on-line jest dla nich bardzo ważna. Chodzi nie tylko o możliwość zapisywania się na zajęcia, sprawdzania ocen czy informacji o studiach, ale też o zdalne uczestniczenie w wykładach.

O tym, że taki rodzaj kształcenia nie musi oznaczać obniżenia jakości, przekonuje przykład Instytutu Technik Systemów Oprogramowania działający przy Uniwersytecie Poczdamskim.

Powstał on z inicjatywy Hasso Plattnera, współzałożyciela firmy SAP AG, dostawcy oprogramowania do zarządzania przedsiębiorstwem. Z rozwiązań tej firmy korzysta aż 93 spośród 100 najlepszych uniwersytetów na świecie. W Instytucie Hasso Plattnera studenci uczą się - a jakże - tworzenia i zarządzania systemami oprogramowania.

- Ta jednostka należy do najlepszych uczelni w krajach niemieckojęzycznych, regularnie plasuje się w czołówce tamtejszych szkół IT - opowiada Tomasz Niebylski, dyrektor ds. Wsparcia Sprzedaży w polskiej centrali firmy SAP.

Dodaje, że prowadzone w niej zajęcia mają hybrydową formułę. Oznacza to, że studenci mogą pojawić się na wykładzie lub uczestniczyć w nim za pośrednictwem internetu. Wszystkie materiały edukacyjne dostępne są on-line. W tej formie odbywają się też konsultacje między studentami i wykładowcami.

Co roku Instytut przyjmuje 80 studentów na kierunki licencjackie i 60 na magisterskie. Ma także około 120 doktorantów.

Wiedza z webinariów

Na kształcenie zdalne stawiają też instytucje naukowe zajmujące się potwierdzaniem kompetencji, czyli certyfikacją.

- Wiele z nich zamieszcza znakomitą większość publikowanych przez siebie treści oraz programów zajęć na specjalnych stronach w sieci. Tworzą też wirtualne klasy, w których kontakt między wykładowcą, a uczniem odbywa się przez kamerę internetową - tłumaczy Jakub Bejnarowicz, szef Instytutu CIMA w Europie Środkowo-Wschodniej, instytucji certyfikującej m.in. księgowych.

Podkreśla, że w takiej "klasie" wykładowca może sprawdzać choćby poziom zaangażowania studentów poprzez interaktywne funkcje. - Służą temu na przykład ankiety z pytaniami, wysyłane jednocześnie do wszystkich uczestników, w trakcie wykładu on-line.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX