Szkoły zawodowe bez kobiet

Bartosz Sendrowicz
18.01.2016 , aktualizacja: 19.01.2016 16:45
A A A
Pracodawcy upominają się o wykształconych optyków, techników urządzeń dźwigowych i m.in. mechaników. Na zdjęciu: pracownia pojazdów
mechanicznych w szkole zawodowej w Opatowie

Pracodawcy upominają się o wykształconych optyków, techników urządzeń dźwigowych i m.in. mechaników. Na zdjęciu: pracownia pojazdów mechanicznych w szkole zawodowej w Opatowie (Fot. Wojciech Habdas / Agencja Gazeta)

Gospodarka potrzebuje tysięcy pracowników z fachem w ręku. Dlatego ukończenie szkoły zawodowej otwiera drzwi do wielu firm, gwarantuje pracę i to przyzwoicie płatną. Ale korzystają na tym głównie panowie...
Z danych GUS i deklaracji złożonych przez pracodawców w ubiegłorocznej edycji rządowego badania rynku pracy (Bilans Kapitału Ludzkiego) wynika, że gospodarka ma apetyt na 400 tys. absolwentów zawodówek i techników. Młodzi zawodowcy - jak wynika z danych firmy Work Service - w pierwszej pracy mogą liczyć na pensje rzędu 3-3,5 tys. zł brutto (tyle zarobią np. stolarz i tokarz). To wynagrodzenia o przynajmniej kilkaset złotych wyższe niż w przypadku absolwentów czołowych uczelni. Niestety, ta zawodowa hossa wymyka się miarom poprawności politycznej, bo bardziej sprzyja panom.

W pierwszej kolejności na pracę mogą liczyć osoby pracujące w takich zawodach jak: monter, spawacz, budowlaniec, operator maszyn, kierowca, tokarz. Profesje te wykonują głównie mężczyźni, a dzieje się tak dlatego, bo oferta rodzimych zawodówek rzadko kierowana jest do kobiet. Co tylko utrwala m.in. stereotyp zawodówek jako męskich szkół i wpływa na wybory edukacyjne oraz zawodowe kobiet.

Do takich wniosków doszli analitycy z fundacji zajmującej się równością płci "Koalicja Karat". - Według obiegowej opinii kobiety są predysponowane i mają zdolności do innych zawodów niż mężczyźni - mówi Kinga Lohmann z tejże fundacji. - Przez takie stereotypy panie są w gorszej pozycji na rynku pracy i nie mają równych szans w dostępie do zdominowanych przez mężczyzn zawodów, gwarantujących lepszą płacę i większe szanse zatrudnienia - dodaje.



Praca ta sama, płaca niższa

Ale większe problemy z wejściem na rynek pracy to niejedyne zmartwienie absolwentek zasadniczych szkół zawodowych. Badaczki z "Koalicji Karat" przekonują, że to właśnie wśród pracowników z tym poziomem wykształcenia nożyce płacowe rozwierają się najszerzej. W 2006 roku statystyczna pracownica z wykształceniem zawodowym zarabiała tylko nieco ponad dwie trzecie tego, co jej kolega. Nawet jeśli pracowała z nim ramię w ramię. Do dziś nic się nie zmieniło.

Spośród 16 "męskich" zawodów, które pod kątem płacowym przeanalizowała fundacja, tylko w trzech kobiety były lepiej wynagradzane. Było tak w przypadku kierowców autobusów i ciężarówek, operatorów specjalistycznych pojazdów, a także kucharzy. Największa różnica dotyczyła kierowców - kobiety za kółkiem, choć muszą zmagać się z wieloma stereotypami, zarabiają o jedną czwartą więcej. Szoferzy mogli liczyć na niespełna 2,8 tys. zł brutto miesięcznie, a "szoferki" - na prawie 3,5 tys. W pozostałych dwóch zawodach panie były bogatsze tylko nieznacznie - o niespełna 5 proc.

Wyjaśnienie dla różnic płacowych stara się znaleźć prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego, badaczka rynku pracy. - Profesje, które można wykonywać po szkole zawodowej, wymagają m.in. tężyzny fizycznej, łatwo więc mężczyznom pracować w nich wydajniej niż kobietom - mówi. Podkreśla jednak, że w przyszłości, wraz z automatyzacją przemysłu, częstszym stosowaniem nowoczesnych technologii, argument ten straci na znaczeniu, w odniesieniu do wielu "męskich" zawodów.

- Znaczące przeobrażenia w gospodarce zmieniają warunki i styl pracy w wielu zawodach, kojarzących się z "brudną" i ciężką pracą fizyczną, a więc odpowiednich jedynie dla mężczyzn - dodaje Lohmann.

Zesłanie w szkole zawodowej

Autorki badania przekonują, że stereotypowe myślenie o szkołach zawodowych sprawia, że młode kobiety nie widzą w nich szansy, a traktują raczej jako zesłanie. A teza ta znajduje niestety odbicie w danych GUS dotyczących aktywności ekonomicznej ludności. W grupie mężczyzn z wykształceniem zawodowym pracuje ponad dwie trzecie (68 proc.), wśród tak samo wykształconych kobiet odsetek ten jest mniejszy niż połowa (48,9 proc.). Ukończenie szkoły zawodowej zdecydowanie bardziej pomaga i opłaca się panom. Widać to także, analizując wykształcenie pracujących Polaków. Takie szkoły ukończyło 32,2 proc. zatrudnionych mężczyzn i tylko 18 proc. kobiet (dla porównania dyplom uczelni ma 41,5 pracujących kobiet i 26 proc. mężczyzn).



Kobiety najczęściej idą do szkół zawodowych, bo - jak wynika z raportu "Koalicji Karat" - są do tego namawiane przez innych członków rodziny. - Edukacja dziewcząt w tych szkołach często jest powieleniem wzoru edukacyjnego rodziców, a w wielu przypadkach nawet międzypokoleniowym awansem - czytamy w raporcie. Duży wpływ na tę decyzję ma także czynnik ekonomiczny.

Jedna z uczestniczek badania przeprowadzonego na zlecenie "Koalicji Karat" przez Millward Brown* tak mówiła o powodach wyboru ścieżki edukacyjnej: - Zakończenie szkoły podstawowej i przejście do nauki dalszej to przykry moment, bo byłam zdolnym dzieckiem, ale byłam w biednej rodzinie i moje wykształcenie było uzależnione od finansów rodziców. Niestety, tych finansów nie było, zadecydowali, że gdzieś do szkoły pójść muszę. (...) wstydziłam się, bo byłam prymusem w szkole, (...) nauczyciele naciskali, żebym szła do liceum i na studia, bo miałam do tego wszelkie predyspozycje, natomiast moja rodzina nie pozwoliła mi się uczyć, ze względu na to, że było jeszcze młodsze rodzeństwo, dużo tego rodzeństwa. Stwierdzili, że będę chciała, to będę się uczyła, będąc już osobą dorosłą i samowystarczalną. I poszło, jak poszło.

Jeszcze bardziej dosłowna jest inna uczestniczka badania. - Te dziewczyny rozgarnięte to szły do ogólniaka. (...) Może nie to, że one były bardzo ambitne, tylko rodzice byli bardziej ambitni. Bo wiadomo, że w podstawówce człowiek nie podejmuje sam tej decyzji, jaką szkołę wybierze. Jednak rodzice mają na to wpływ.

A badaczki z "Koalicji Karat" podkreślają, że "rodzice badanych kobiet nie mieli wobec nich wysokich aspiracji edukacyjnych, czasem wręcz żadnych". - Powinniśmy skorzystać z doświadczeń austriackich, tam również odsetek pań w szkolnictwie technicznym, na każdym poziomie, był niski. Zaczął rosnąć, po różnych kampaniach społecznych i wspólnych wysiłkach szkół i pracodawców promujących "męskie" zawody wśród kobiet - mówi prof. Kryńska.

O to samo w swoim raporcie apelują badaczki z "Koalicji Karat". - Konieczna jest długofalowa kampania informacyjna kierowana do dziewcząt, rodziców, nauczycieli i pracodawców zachęcająca dziewczęta do podejmowania nauki w nietradycyjnych dla nich zawodach - mówi Kinga Lohmann. Chodzi głównie o profesje związane z techniką i nowymi technologiami komputerowymi oraz ekologią. - Predyspozycje do nich mają zarówno chłopcy, jak i dziewczęta - dodaje.

Warto jednak pamiętać, że paniom nie można powierzyć każdej pracy, bo zabrania tego prawo. Wykaz prac wzbronionych kobietom został opisany w rozporządzeniu rządu z 10 września 1996 r. I odnosi się do zajęć wymagających np. wyjątkowej tężyzny fizycznej.

Kobieta w męskim zawodzie

Mimo utrudnionego dostępu panie potrafią się odnaleźć w męskich zawodach. Pokazuje to przykład pani Joanny (imię zmienione), dziarskiej pracownicy ochrony w jednej ze spółek należących do Grupy City Security. Pani Joanna ma niecałe 57 lat, skończyła szkołę podstawową i rozpoczęła pracę jako czeladnik fryzjerski, cały czas też dokształcała się w zasadniczej szkole zawodowej. Po uzyskaniu dyplomu zawodowego kilka lat spędziła w zakładzie fryzjerskim. Potem była pracownikiem technicznym w administracji spółdzielni mieszkaniowej i składała zabawki w firmie produkcyjnej. Na dwa lata wypadła z rynku pracy, bo prowadziła dom. Gdy postanowiła wrócić na stronę aktywnych zawodowo kobiet, wybrała najbardziej męski ze wszystkich dostępnych zawodów - została ochroniarzem.

Przyznaje, że na początku trudno jej się było odnaleźć w zmaskulinizowanej branży, ale teraz jest traktowana na równi z mężczyznami. - Nie ma specjalnych różnic w traktowaniu mężczyzn i kobiet. Może nam nie daje się pewnych zadań na przykład wymagających większej sprawności fizycznej, ale dzieje się to raczej sporadycznie, choćby w przypadku nagłych interwencji - opowiada. Wyzwaniem był też zmianowy system pracy, z czasem jednak zaczęła dostrzegać jego zalety. - Mam 24-godzinny dyżur, potem - 48 godzin wolnego. Mogę wtedy odespać i załatwić wszystko dla domu i rodziny - przyznaje.

W ochronie pracuje już ponad pięć lat, choć - jak zapewnia - to wcale nie jest łatwa praca. - Niemal ciągle na całodobowym dyżurze muszę zachować maksymalną czujność i - w razie zaistnienia niepokojącej sytuacji - natychmiast reagować. Ale ostatnio mamy coraz więcej technicznych udogodnień, które pomagają nam w pracy - stały monitoring kamer czy urządzenia do raportowania i wzywania patroli interwencyjnych - opowiada i dodaje, że na razie nie zamierza zmieniać pracy.

* Wywiady z kobietami pracującymi i bezrobotnymi z wykształceniem zasadniczym zawodowym, w wieku 20-34 lat. Zrealizowane w maju 2015 r. w Kielcach, Olsztynie, Siedlcach, na grupie 42 kobiet



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX