Fundraiser: profesjonalny żebrak. "Jestem pośrednikiem dobra"

Mariusz Sepioło
25.01.2016 , aktualizacja: 25.01.2016 11:17
A A A

)Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta

Czasem zaczepiają ludzi na ulicach, czasem nawet odwiedzają ich w domach. Wszystko po to, by wyciągnąć parę groszy. - Zajmuję się skutecznym i profesjonalnym żebraniem - mówi jeden z nich. A jednak trudno o bardziej szlachetny zawód. Kim są fundraiserzy?
- Zawód? - zapytał go lekarz podczas okresowego badania.

- Fundraiser - odpowiedział.

- A czy nie może pan do mnie mówić w języku ojczystym?

- Proszę więc wpisać: "skutecznie i profesjonalnie żebrzący na rzecz organizacji pozarządowych, ludzi chorych i potrzebujących w obszarze działań prospołecznych i charytatywnych".

- To jak się pisze ten "fundraiser"...?

Takie rozmowy są dla Piotra Pogona, profesjonalnego fundraisera, codziennością. Sam twierdzi, że to najlepszy zawód świata, bo dzięki niemu przez cały rok może czuć się św. Mikołajem.

- Jestem "pośrednikiem dobra" - mówi sam o sobie. - A zostałem nim, bo mam dług do spłacenia. Temu na górze. Jestem wadliwym egzemplarzem. Mam trzykrotną datę urodzin, bo trzy razy chorowałem na nowotwór.

A poza tym - wylicza - jest "starym harcerzem" i byłym biznesmenem, który po okresie prosperity wpadł w "życiowy korkociąg" i mocno huknął o ziemię, żeby wstać "zupełnie odmienionym" i sprawiać, że dobro dociera do innych.

Pomiędzy handlowcem a rzecznikiem

- Sama nazwa oznacza kogoś, kto zbiera środki finansowe, i trudno o lepszą definicję, więc polskiego odpowiednika brak - tłumaczy Artur Ragan z agencji Work Express. - Praca fundraisera sytuuje się gdzieś pomiędzy handlowcem, specjalistą ds. marketingu a rzecznikiem prasowym. Najważniejsze cechy dobrego fundraisera to wytrwałość i życzliwość, a najcenniejsze w tym fachu są umiejętności przekonywania do swoich racji i budowania długofalowych relacji oraz motywowania do współpracy.

W ostatnim czasie zawód ten zyskuje na znaczeniu. Zdaniem Hanny Listek, dyrektor zarządzającej spółki Polski HR, dzieje się tak głównie dlatego, że profesjonalizują się organizacje pozarządowe. - W praktyce system pozyskiwania środków finansowych przez NGO niewiele różni się od biznesowego - organizacje pozarządowe podlegają dziś tym samym prawom rynkowym co firmy i muszą walczyć o stabilność finansową - tłumaczy ekspertka. - Stąd osoby z III sektora zarządzające budżetami muszą zachowywać się jak przedsiębiorcy, którzy przewidują ryzyko, korzystają z okazji biznesowych i ponoszą odpowiedzialność za każde swoje działanie. Rola fundraisera jest więc w tej materii nie do przecenienia. Taka osoba odpowiada za dywersyfikację przychodów, pozwala na utrzymanie stabilności finansowej i planowanie budżetów.

Początkowo większość osób zajmujących się zbieraniem środków dla organizacji z III sektora stanowili studenci, dorabiający przedstawiciele innych zawodów lub społecznicy, którzy wyspecjalizowali się w szukaniu ścieżek i sposobów dostępu do dofinansowań i grantów. Dziś - choć etat fundraisera to nadal rzadkość - coraz więcej fundraiserów traktuje to zajęcie jako jedyne źródło utrzymania.

Kompetencje miękkie, czyli miłość

Piotr Pogon po raz pierwszy zachorował w wieku 16 lat. Było ciężko, ale wygrał. Dziesięć lat później, w czasach rozwijającego się kapitalizmu, prowadził już własną firmę (w branży ceramiki reklamowej), miał żonę, dziecko - i wtedy choroba wróciła.

Dwa dni po usunięciu jednego płuca wsiadł na rower i przejechał 40 km. Znowu ciężko pracował, zdążył zaniedbać sport i do niego wrócić. Po kolejnej dekadzie wpadł w kolejny dołek. Tym razem finansowy - musiał sprzedać swoją firmę.

Teraz przyznaje, że to właśnie trudne doświadczenia wpłynęły na silne postanowienie: będę pomagał innym, zostanę fundraiserem. - Żeby wejść do tego zawodu, przede wszystkim trzeba kochać ludzi. Bez względu na stan posiadania, wykształcenie czy wiek - mówi. - Co pomaga? Doświadczenie w wolontariacie, otwartość na świat, takie "szukanie własnego miejsca". Przeszłość w biznesie i znajomość "drugiej strony biurka" też są bardzo cenne.

- Patrząc z perspektywy headhuntera prowadzącego rekrutację na to stanowisko - idealny kandydat łączy w swoim pakiecie atutów kompetencje miękkie i umiejętności analityczne - tłumaczy Hanna Listek. - To osoba komunikatywna, przedsiębiorcza i kreatywna. Można ją porównać do handlowca, który musi użyć siły perswazji, aby przekonać klienta do zakupu produktu. W przypadku fundraisera sprawa się komplikuje, gdyż towar, który sprzedaje, nie jest namacalny. Idea przyświecająca organizacji, jak np. pomoc zagrożonym gatunkom czy ochrona zabytków, nie dla każdego jest na tyle istotna, by w nią zainwestować. W gestii fundraisera leży przekonanie darczyńców czy sponsorów, że warto jednak to zrobić.

Kilka żywych kóz

Od czego zacząć przygodę w tym zawodzie? Zdaniem Artura Ragana, nawiązać współpracę z jakąś organizacją pozarządową, a potem cały czas się uczyć. - Dość często ogłaszają one nabór, więc sztuką jest raczej dokonanie właściwego wyboru, kierując się wizerunkiem agencji i dostępnością informacji o jej działaniach i wynikach finansowych - mówi. - Przyda się także doświadczenie w sprzedaży lub marketingu - dodaje Hanna Listek. - Fundraiser to dosyć młody zawód na polskim rynku pracy, dlatego nie ma jasno wyznaczonych wymogów rekrutacyjnych. Często podejmują się go osoby wcześniej związane z trzecim sektorem, które mają doświadczenie w wolontariacie i chciałyby realizować się dalej w sferze społecznej. Jednak tacy kandydaci nie zawsze posiadają kompetencje niezbędne w profesjonalnym fundraisingu, który nie może obejść się np. bez myślenia strategicznego.

Konieczna jest także cierpliwość i umiejętność planowania w szerszej perspektywie. - Bo 90 proc. potencjalnych darczyńców odmówi - tłumaczy Ragan. - Sztuka w tym, by poprosić ponownie we właściwym momencie i formie. Nie o jednorazową wpłatę 200 złotych, ale np. o zlecenie swojemu bankowi comiesięcznego przelewu 1 proc. każdej wypłaty na cel dobroczynny.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX