Test dla polskich pracodawców: jak tym razem obejdą przepisy?

Agata Kinasiewicz
25.01.2016 , aktualizacja: 26.01.2016 15:53
A A A
Pracownik ochrony

Pracownik ochrony (Fot. Jedrzej Nowicki / Agencja Gazeta)

Zmiany w prawie pracy proponowane przez ostatnie trzy miesiące powinny ucieszyć pracowników, bo są dla nich korzystne. Ucieszą, jeśli pracodawcy przestaną kombinować jak koń pod górkę.
"Nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać" i nie ma przepisu, którego nie da się obejść. Tak przynajmniej wygląda podejście niektórych pracodawców do swoich obowiązków wobec pracowników. Zamiana umów o pracę na zlecenia lub dzieła, zmuszanie do samozatrudnienia albo pracy na czarno, płacenie po kilka złotych za godzinę pracy - dla wielu osób, które piszą do naszej redakcji, to chleb powszedni od wielu lat.

Stąd pomysły, które patologiczne praktyki mają ukrócić: nowe prawo o zamówieniach publicznych, godzinowa płaca minimalna czy ewidencjonowanie czasu pracy samozatrudnionych i osób na zleceniu. [O wszystkich zmianach w prawie pracy proponowanych przez rząd PiS czytaj TUTAJ]. Pytanie tylko, czy pracownicy naprawdę odczują tę "dobrą zmianę", czy pomysłowość przedsiębiorców zaskoczy nas po raz kolejny niczym zima drogowców.

Wyzysk za publiczne pieniądze

Nowela ustawy o zamówieniach publicznych zakłada, że firmy stające do przetargów w instytucjach publicznych mają zatrudniać pracowników na etat, jeśli wykonują oni pracę we wskazanym miejscu, czasie i pod nadzorem. Powinny więc płacić im przynajmniej pensję minimalną. Podczas przetargu cena będzie mogła tylko w 40 proc. decydować o atrakcyjności oferty.

Oby. Do tej pory np. w ochronie stawki w budżetówce bywały nawet 2 razy niższe niż w firmach prywatnych. Wszystko dlatego, że w przetargach decydowała cena. Owszem, klauzule społeczne były stosowane, ale np. Warszawski Urząd Dozoru Technicznego zdecydował się na ofertę firmy ochroniarskiej, która godzinę pracy wyceniła na 7,17 zł. To całkowity zysk firmy. Ochroniarz z tej kwoty mógł zobaczyć 3 zł. W tym przetargu kryterium ceny miało wagę 95 proc., a zatrudnianie na etat - jedynie 5 proc.

Dobrze, gdyby instytucje publiczne przestały stosować takie praktyki i dały przykład firmom prywatnym.

Minimum 12 zł za godzinę? Niekoniecznie

12 zł brutto za godzinę, czyli 8,7 zł na rękę. To dobra zmiana dla osób pracujących na zleceniach i samozatrudnionych. Ochroniarz, który w rzeczonym Warszawskim Urzędzie Dozoru Technicznego mógł zarabiać ok. 3 zł na rękę, na pewno by się z niej ucieszył. Problem w tym, że branża na podwyżki nie jest gotowa. Nie skończył się jeszcze styczeń, a na skutek zmian w ozusowaniu zleceń, które weszły w życie z początkiem roku, koszty agencji ochroniarskich poszybowały w górę. A pracę straciło ponad 45 tys. ochroniarzy.

Wiele firm działających na małych marżach (np. w handlu, usługach porządkowych, ochroniarskich, produkcji) już teraz boryka się z podwyższonymi kosztami zatrudniania, bo od nowego roku zlecenia ozusowane są do wysokości pensji minimalnej. Po wprowadzeniu gwarantowanej stawki godzinowej mogą zdecydować się na zwolnienie części pracowników, przeniesienie ich na umowy o dzieło (bo ich regulacje dotyczące płacy nie dotyczą i dotyczyć nie mogą) lub do agencji pracy tymczasowej, aby zaoszczędzić przynajmniej na kosztach obsługi kadrowej.

Wyobraźmy sobie panią Halinę, która pracuje 8 godzin przy taśmie i pakuje mrożonki. Pracodawca może tak opisać jej pracę, żeby przepisy obejść - np. zawrze z nią umowę o dzieło, którym będzie zapakowanie 400 porcji mrożonych warzyw. A dzieło wycenić może dowolnie. Teoretycznie pani Halina pakować mrożone warzywa może przecież wszędzie, ale oczywiście najłatwiej będzie jej tę pracę wykonywać w zakładzie, który produkuje mrożonki.

Szara strefa opłacalna jak nigdy

Zawsze pozostaje jeszcze sprawdzona szara strefa. Tu kusić będą nowe zasiłki - 1000 zł "kosiniakowego" i 500 zł na dziecko. Studentka anglistyki, która urodzi dziecko, przez rok będzie dostawać 1000 zł zasiłku, a na czarno bez problemu dorobi na korepetycjach lub tłumaczeniach. Jeśli w rodzinie na jedną osobę przypada nie więcej niż 800 zł, 500 zł nowego zasiłku rodzice mają dostać już na pierwsze dziecko. Dlatego część zarobków korzystniej będzie ukryć. Już teraz według danych GUS 711 tys. osób pracuje na czarno. To prawie 5 proc. ogółu pracujących.

Trudno uwierzyć, żeby pracodawcy przyjęli propozycję 12 zł za godzinę bez szemrania, bo skala śmieciowego zatrudnienia jest na to zbyt duża. Obecnie na zleceniach i dziełach pracuje 1,3 mln osób, a jednoosobowe działalności gospodarcze prowadzi kolejne 1,4 mln.

Jeśli przedsiębiorcy nie stać na zatrudnienie pracownika na godnych warunkach, nie powinien myśleć o rozszerzaniu działalności i zatrudnianiu ludzi. Ale, "śpiewać każdy może". Polscy pracodawcy od lat tłumaczą, że zatrudniać - też. W końcu, skoro ktoś godzi się pracować za głodowe stawki lub na czarno, dlaczego mu tego zabraniać?

Niektórzy, podstawieni pod ścianą gotowi są sprzedać narządy do transplantacji lub własne dzieci. Ale nie oznacza to, że tak powinien wyglądać normalny świat. A chyba w normalnym świecie chcemy żyć?



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX