Biuro w Łodzi, ale praca w Kolumbii

Bartosz Sendrowicz
22.02.2016 , aktualizacja: 26.02.2016 19:11
A A A

.

W ostatnich latach świat się bardzo skurczył. Nowoczesne technologie pozwalają pracować osobom z krajów oddalonych od siebie o tysiące kilometrów, tak samo sprawnie, jakby wszyscy siedzieli w jednym biurze. Przykładów wcale nie trzeba szukać daleko.
Bartłomiej Jabłoński - jak tysiące pracowników nad Wisłą - tydzień zaczyna od spotkania zespołu. Podsumowania minionego tygodnia, wytyczne na najbliższe dni, określenie ryzyka, ustalenie celów. Niby nic niezwykłego, ale w sali nie wybrzmiewa ani jedno słowo po polsku. Ba, część zespołu widoczna jest tylko na ekranie komputera.

Jabłoński zarządza pracą analityków finansowych w Accenture Operations. - Z wizerunkiem typowego finansisty pochłoniętego przez arkusze kalkulacyjne, siedzącego nieustannie nad dokumentami, nie mam prawie nic wspólnego. Moja praca to głównie spotkania, zwłaszcza te wirtualne - mówi.

Odpowiada za przygotowanie sprawozdań finansowych dla jednej z najbogatszych firm na świecie. Prosi, abym nie podawał nazwy firmy, ale chodzi o przedsiębiorstwo z pierwszej setki listy "Fortune 500".

Z biura w Warszawie Jabłoński ściśle współpracuje z oddziałami firmy w Stanach Zjednoczonych i obsługuje ponad 35 krajów z Europy, Bliskiego Wschodu oraz Afryki (EMEA).Czuwa nad procesem przygotowania firm do finansowych audytów. - Prowadzę spotkania z audytorami i doradcami podatkowymi z zagranicy. Razem z moim zespołem dostarczamy wymagane dokumenty i przygotowujemy sprawozdania finansowe wg standardów obowiązujących w danym kraju - wyjaśnia.

Tak jak międzynarodowy jest charakter jego pracy, tak różnorodny jest zespół. Oprócz Polaków są w nim Brytyjczycy, Irlandczycy, Francuzi, Hiszpanie, Portugalczycy. - Nasz warszawski zespół jest strategicznym doradcą dla największych firm na świecie. To duża szansa na rozwój swojej kariery na międzynarodową skalę - podkreśla Jabłoński.

Łódź dla Renault

Kamil Pieczątkiewicz, podobnie jak Jabłoński, w Polsce ma tylko biurko. Obowiązki wykonuje za to dla klientów z Niemiec, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii.

Sam pracuje w Fujitsu Technology Solutions w Łodzi, skąd zajmuje się wsparciem infrastruktury informatycznej w oddziałach firmy oraz u klientów w całej Europie. - Wspólnie z zespołem odpowiadam za to, by sieci, serwery, bazy danych czy aplikacje działały poprawnie. Nie tylko w Polsce, ale też w wielu krajach Europy - opowiada.

Okazji do międzynarodowej współpracy nie brakuje też Pawłowi Cebuli z łódzkiego MakoLab.

Ta agencja technologiczno-marketingowa odpowiadała za przebudowę strony internetowej dla koncernu Renault-Nissan. Choć brzmi to niewinnie, do wykonania projektu zaangażowano dwustu informatyków z Polski, Wielkiej Brytanii, Francji, Rumunii, czy egzotycznych: Kolumbii, Kostaryki i Wietnamu.

- Celem było ujednolicenie wszystkich platform, czyli stron internetowych z ofertą firmy w taki sposób, by umożliwić szybkie wprowadzanie na nich zmian, bez konieczności dostosowywania do lokalnych rozwiązań technologicznych - tłumaczy.

I zaraz dodaje: - Efektem naszych wspólnych wysiłków jest powszechna platforma internetowa, przygotowana m.in. dla użytkowników i potencjalnych nabywców takich marek aut jak Renault, Nissan, Infiniti, Dacia i Datsun.

Czyli strona, na której można nie tylko poznać techniczne szczegóły aut koncernu, ale też przyjrzeć się wirtualnym wersjom wybranych modeli i np. zobaczyć, jak działają rozmaite wybrane funkcjonalności.

- Skuteczne prowadzenie takiego projektu wymagało od nas pracy opartej na elastyczności i gotowości do wprowadzania szybkich modyfikacji. Istotna była także zdolność do działania w wielojęzycznym i wielokulturowym zespole - wspomina Cebula. Pytany o stronę organizacyjną całego przedsięwzięcia mówi: - Zaangażowani specjaliści z poszczególnych krajów spotykali się co trzy tygodnie w Londynie. Wtedy podsumowywali efekty dotychczasowych działań i planowali kolejne kroki.

Kolory w małym mieście

Aby pracować przy międzynarodowych projektach wcale nie trzeba szukać zajęcia w biurowcach korporacji usytuowanych w wielkich miastach.

Dobrze wiedzą o tym w 20-tysięcznym Konstantynowie Łódzkim. Swoją siedzibę ma tam laboratorium kolorystyczne - Global Colour Centre, które pracuje na rzecz Flint Group. Czyli korporacji, która wiedzie prym w dwóch branżach - poligraficznej i opakowaniowej.

- Nasz ośrodek to jedyne w swoim rodzaju laboratorium. Centralizuje usługi na rzecz dobierania odpowiednich kolorów na potrzeby naszych klientów, ale też spełnia funkcję ośrodka badawczo-rozwojowego - mówi Izabela Czekajewska z polskiego oddziału Flint Group.

Konstantynowski ośrodek ma za zadanie realizować zamówienia jak najszybciej i robić to jak najlepiej. W branży poligraficznej poziom jakości ocenia się liczbą kolorów, zaakceptowanych w procesie produkcji przez zamawiającego klienta. Czekajewska zapewnia, że choć jej klienci pochodzą z 40 różnych krajów, rzadko mają powody do reklamacji.



Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX