Myślisz o dziecku? Twój szef już to wie

Agata Kinasiewicz
22.02.2016 , aktualizacja: 28.02.2016 17:28
A A A
Inwigilacja w Internecie? Tak, to możliwe

Inwigilacja w Internecie? Tak, to możliwe (Fot. 123RF)

Korporacje handlują naszymi danymi, żeby pracodawcy mogli szpiegować pracowników i zawczasu ich zwalniać. Cenne są zwłaszcza informacje o stanie zdrowia.
Firmy zajmujące się zdrowiem, ubezpieczeniami, sprzedażą leków i innych produktów współpracują z pracodawcami. Udostępniają im np. dane o receptach, które wykupują ich pracownicy, wizytach u dentysty czy lekarza, kupowanych produktach czy nawet udziale w wyborach. Analizują, czy pracownik kupuje jedzenie w fast foodzie i spędza czas głównie przed telewizorem, czy ma słabość do słodyczy, problemy ze stawami, a może regularnie chodzi do fitness klubu, kupuje zdrową żywność i sprzęt sportowy. Brzmi dziwnie? Tak wygląda nowa optymalizacja kosztów w Stanach Zjednoczonych.

Spółka prowadząca sieć popularnych supermarketów Walmart płaci firmom takim jak chociażby Castlight Healthcare za zbieranie i opracowywanie danych o stanie zdrowia swoich pracowników. Dzięki temu może dowiedzieć się np. który z nich zagrożony jest cukrzycą i zawczasu "nękać" go wiadomościami, że może warto iść do lekarza, albo zachęcić do wzięcia udziału w programie pomagającym zrzucić zbędne kilogramy.

Firmy mówią wprost: celem jest zachęcenie pracowników do dbania o zdrowie, żeby wyeliminować zbędne koszty - zarówno te związane z leczeniem, jak i nieobecnościami w pracy. Ale takie postępowanie budzi wątpliwości niektórych specjalistów zajmujących się prywatnością i ochroną danych. Teoretycznie pracownicy mają wybór czy uczestniczą w takich programach, ale... są one na tyle nowe, że niewiele osób w ogóle zdaje sobie sprawę, że w nich uczestniczy. Niczego nieświadomi pracownicy są po prostu poddawani ciągłej inwigilacji.

Powiedz mi, gdzie kupujesz, a powiem ci, kiedy umrzesz

- Jestem przekonany, że lepiej przewidziałbym ryzyko czyjegoś zawału serca na podstawie tego, gdzie robi zakupy i gdzie jada niż na podstawie jego genotypu - twierdzi dr Harry Greenspun, dyrektor należącego do Deloitte LLP's Center for Health Solutions. Nic w tym zresztą dziwnego. Potwierdzi to każdy lekarz i biolog: geny genami, ale większość chorób zależy od naszego trybu życia. Nie na darmo większość schorzeń, które nas dziś nękają, nazywane jest chorobami cywilizacyjnymi. Nie oznacza to oczywiście, że tysiące lat temu ludzie byli zdrowi, bo wszyscy wiemy, że średnia długość życia była niższa co najmniej o połowę. Nowotwory są dziś chorobami cywilizacyjnymi, ale ludzie umierali na nie także dawniej. O ile dożyli wieku, w którym ich komórki mogły zwariować na tyle, żeby zezłośliwieć. W 270 p.n.e. umarł Epikur. Na podstawie tego, co sam pisał o swojej chorobie i cierpieniu, badacze domyślają się, że mógł umrzeć z powodu raka prostaty.

Dr Greenspun w swoich obserwacjach zakłada jednak, że pracownik, który cześć wypłaty przeznacza na zakup roweru, zachowa lepsze zdrowie niż ktoś, kto spędza czas wolny grając na Play Station, a na obiad zamawia pizzę przez telefon. To podejrzenie jest jak najbardziej uzasadnione, chociaż nie można go brać za pewnik.

Pomoc czy dyskryminacja?

Ale wiedza o stanie zdrowia pracowników wcale nie musi posłużyć pracodawcom tylko do troski o ich zdrowie i podpowiedzi, że pora o siebie zadbać. Takie informacje mogą być wykorzystywane także przy podejmowaniu decyzji o zwolnieniach. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, kiedy przy grupowych cięciach menedżerowie rozważają nie tylko wyniki czyjejś pracy, ale też stan zdrowia pracowników. Po co zatrzymywać w firmie kogoś, kto niebawem może dostać raka, udaru lub zawału i generować koszty dla pracodawcy, skoro można wybrać "lepszy model", który "popsuje się" później i dłużej będzie dostarczał firmie korzyści?

W USA prawo generalnie zabrania pracodawcom wglądu w dane o stanie zdrowia pracowników. Właśnie po to, żeby uniknąć takich sytuacji i dyskryminacji ze względu na stan zdrowia. Tyle w teorii. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pracodawca taki monitoring zlecił innym firmom. I tak właśnie dzieje się coraz częściej.

Frank Pasquale, profesor prawa na Uniwersytecie w Maryland zajmuje się ochroną danych dotyczących zdrowia i ostrzega, że takie monitorowanie niesie ze sobą wielkie ryzyko. Dane dotyczące naszego trybu życia i stanu zdrowia mogą dostać się nie tylko w ręce pracodawcy, ale też innych, niepowołanych osób. Mogą posłużyć chociażby do odmowy ubezpieczenia czy nieudzielenia kredytu, ale także do szantażu czy próby skompromitowania kogoś.

Ciąża kontrolowana

Firma specjalizująca się właśnie w zbieraniu drażliwych danych - Castlight, wprowadziła ostatnio nową usługę: na prośbę pracodawcy sprawdza, która pracownica może niedługo zajść w ciążę. Mając dostęp do danych ubezpieczonych osób w systemie medycznym sprawdza, która z pracownic przestała ostatnio dostawać recepty na tabletki antykoncepcyjne. Skanuje też użytkowniczki swojej zdrowotnej aplikacji na smartfony w poszukiwaniu kobiet, które szukają porad i informacji dotyczących płodności czy ciąży. Te informacje łączone są z wiekiem kobiety i, jeśli to możliwe, z wiekiem jej dzieci i tym, czy w ogóle posiada już potomstwo.

Na tej podstawie określa się prawdopodobieństwo zajścia w kolejną ciążę.

Firma zbiera dane na własny użytek, bo sama oferuje chociażby prywatną opiekę medyczną. Jeśli wie, że dana kobieta chce zajść w ciążę, aplikacja zaczyna wysyłać jej materiały, które mogą ją zachęcić do skorzystania z jej usług - np. propozycje wizyty u lekarza ginekologa lub endokrynologa, zakup produktów, które pomagają przygotować się do ciąży itp. W ten sposób także wiele innych serwisów i aplikacji zbiera dane o swoich użytkownikach. Za pomocą analizy danych, która dziś jest już w internecie oczywistością, dopasowują swoją ofertę do potrzeb i zainteresowań klientów.

Jednak te same dane mogą od Castlight kupić korporacje. Wtedy informacja o tym, że dana pracownica chce zajść w ciąże, lub martwi się, że może mieć raka piersi albo chorobę psychiczną, trafi prosto na biurko szefa. I tu zaczyna się problem, bo skoro sama nie powiedziała o tym pracodawcy, widocznie nie chce, żeby o tym wiedział.



Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX