Nie ma biura, jest praca

MARIUSZ SEPIOŁO
07.03.2016 , aktualizacja: 07.03.2016 16:18
A A A

123RF

Przesiadywanie w kawiarniach, wynajmowanie biurka na godziny czy poświęcenie wolnej przestrzeni we własnym mieszkaniu - co najlepiej się sprawdza, kiedy nie mamy stałego miejsca pracy?
Im dalej od serca stolicy, tym trudniej w przestrzeni miejskiej znaleźć miejsce do pracy. Środek dnia. Odwiedzam kilka kawiarni w pobliżu ul. Koszykowej, Pięknej i pl. Konstytucji. W pierwszej knajpce kelnerka nie wie, co odpowiedzieć na pytanie "Czy mogę tu chwilę popracować?", a potem obserwuje mnie przez pół godziny i co chwilę zagaduje, czy podać coś jeszcze.

Wniosek - żeby zjednać sobie obsługę, najlepiej zamówić nieco więcej niż jedną małą czarną i mieć spokój na dłużej.

W następnej kawiarni jest nieco lepiej. - Oczywiście, proszę bardzo - barman zachęca do rozłożenia się z laptopem. Niestety, muzyka dudni tutaj tak głośno, że nawet na udawaniu pracy trudno się skupić. Duża kawiarnia przy pl. Konstytucji. Kelnerka pyta, czy chcę miejsce przy gniazdku z prądem. Choć lokal jest klimatyczny, również trudno zebrać mi myśli. Szum muzyki i rozmów skutecznie rozprasza. Co chwilę słychać ekspres do kawy i miarowe uderzenia sitka z fusami o blat. Jeśli przy pracy lubimy słuchać muzyki, hałas restauracji można zagłuszyć słuchawkami. Trzeba jednak zapomnieć o rozmowach przez telefon, bo jest duża szansa, że nie usłyszymy tego, co mówi osoba po drugiej stronie.

Ci, którzy do pracy potrzebują ciszy i spokoju, mogą zapomnieć o tętniących życiem miejskich kawiarniach. Zostaje im wynajem biura na godziny lub stół kuchenny we własnym domu.

Biuro na godziny: nikt nie wchodzi na głowę

Firma InFakt zbadała zwyczaje stu polskich coworkerów, czyli wolnych strzelców korzystających najczęściej z biur do wynajęcia. Aż 71 proc. z nich jako powód korzystania z takiej usługi wymieniło chęć oddzielenia prywatności od pracy. Kolejnymi czynnikami były: przyjazna atmosfera, możliwość wymiany doświadczeń i kontaktów z innymi pracownikami. Większość coworkerów była zadowolona ze swoich wyników finansowych. Na profil typowego klienta biur coworkingowych składało się kilka cech: byli to zazwyczaj mężczyźni w wieku 26-30 lat, z wyższym wykształceniem. I w większości posiadacze własnej firmy, najczęściej z branży IT, rzadziej - marketingu, reklamy i PR.

- Kilka razy korzystałem z biur do wynajęcia - mówi Przemysław Śliwiński, coach z Wrocławia. - Widać, że ten segment się dynamicznie rozwija. Wynajmowałem biurko najczęściej na dwie godziny, żeby wysłać ważne maile czy coś napisać, ale nie na sesje coachingowe. Do tego wolę taras we własnym mieszkaniu - opowiada.

Przemek płacił zazwyczaj ok. 40-50 zł za godzinę pracy. W pakiecie dostawał potrzebny sprzęt biurowy: komputer, drukarkę, ksero itd.

- Najważniejsze jest jednak to, że nikt tam nie wchodzi nam na głowę, panuje atmosfera skupienia - dodaje Śliwiński.

Biura do wynajęcia - zwane również "coworkingowymi" (od "wspólnej pracy") - rzeczywiście powstają jak grzyby po deszczu. Najczęściej w Warszawie, w rejonie ścisłego centrum i w dużych biurowcach wyposażonych we wszelką potrzebną infrastrukturę i - co ważne - położonych blisko stacji metra.

Praca w takich miejscach ma sporo plusów. - Tam zazwyczaj nikt się nie zna, więc też nikt nikomu nie przeszkadza, nie zagaduje i nie wyciąga na papierosa - mówi Michał, copywriter-freelancer. - Dla niektórych może to być minusem. Są i tacy, którzy potrzebują rozmów i interakcji, bo to pobudza ich kreatywność - dodaje.

Biura do wynajęcia oferują też sale konferencyjne i przystosowane pod skromniejsze spotkania biznesowe. Tylko czy to się opłaca?

- To zależy - mówi Przemysław Śliwiński. - Jeśli chciałbym spotkać się z kimś na godzinnej sesji, to 50 zł za najem się nie opłaca. Gdy wynajmuję salę z rzutnikiem dla kilkunastoosobowej grupy - już tak.

W warszawskich biurach coworkingowych ceny kształtują się od 30 zł za godzinę, przez 120-150 zł za pół dnia (4 godz.) po nawet 300 zł za dzień. Można wykupić miesięczny abonament, który najczęściej wynosi ok. 1500 zł. To - według freelancerów - najlepsza z opcji, bo najczęściej połączona jest z możliwością rejestracji swojej firmy pod adresem biura.

- Zarejestrowanie firmy w ścisłym centrum miasta wpływa na jej wiarygodność - mówi Śliwiński.

Oddzielne zarejestrowanie firmy w biurze - czyli tzw. wirtualny adres - kosztuje nieco mniej: 200-300 zł miesięcznie.

Wielkość miasta wpływa również na zróżnicowanie klientów korzystających z biur na wynajem. - U nas dominują raczej biznesmeni, którzy mają własne miejsca pracy, ale przychodzą na spotkania albo wynajmują miejsce na konferencje - mówi recepcjonistka z toruńskiego biura coworkingowego. Freelancerów ciągle jest tam niewielu.

Kawiarnie: wścibskie spojrzenia

Poszukiwanie odpowiedniego miejsca do pracy poza biurem może trochę potrwać. Szczególnie, jeśli ma być elementem miejskiego stylu życia, czyli okazją do niewinnego lansu.

Ola, copywriterka, tłumaczka i blogerka, przyznaje, że miewa problemy ze znalezieniem kawiarni, w której mogłaby wygodnie się rozsiąść ze swoim laptopem. - Mam taki charakter, że nie lubię się komuś narzucać. Czuję, że kiedy przychodzę trzy dni z rzędu do jednej knajpy, to przestaję być mile widziana - mówi. - Więc od czasu do czasu muszę zmieniać adresy. W Warszawie jest kilka kawiarni, w których siedzą prawie wyłącznie ludzie z laptopami. Wtedy wiem, że to miejsce dla mnie. Dużo jest ich w centrum, mniej np. na Saskiej Kępie, gdzie chodzi się raczej dla relaksu - opowiada Ola.

Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX