Kto posprząta w ZUS-ie?

Agata Kinasiewicz
14.03.2016 , aktualizacja: 16.03.2016 21:52
A A A
sprzątanie

sprzątanie (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta / AGENCJA GAZETA)

Rząd chce wyciągnąć pomocną dłoń do najmniej zarabiających - ochroniarzy i sprzątaczek. Od września wprowadza minimalną stawkę godzinową 12 zł. Problem w tym, że obydwie branże mogą tego nie przetrwać. I w tym, że od lat najgorszy wyzysk panuje właśnie w instytucjach publicznych
To pewne: 12 zł brutto (czyli 8,7 zł na rękę) obowiązywać ma od września. Tyle minimalnie za godzinę pracy zarobią osoby na umowach-zleceniach i samozatrudnione. W środę zapowiedział to wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej Stanisław Szwed. Podkreślił przy tym, że nowe zapisy mają dotyczyć głównie firm ochroniarskich i sprzątających, w których stawki są najniższe na rynku. Co ciekawe, sam minister stwierdził w rozmowie w radiowej Jedynce, że przepisy nie obejmą na przykład całodziennych opiekunów w rodzinnych domach opieki społecznej.

Nowe stawki mają być za to uwzględnianie przy przetargach publicznych. - Jeżeli nie zaczniemy od instytucji państwowych, nie poprawimy sytuacji na rynku. Przykład musi iść z góry - tłumaczył podczas audycji Szwed.

Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony Osób i Mienia tłumaczy, że według jego wiedzy zmiany faktycznie wejdą w życie od września, ale tylko dla nowo zawieranych umów. Na renegocjację już trwających kontraktów i podniesienie stawek czas będzie do stycznia 2017 roku. Oznacza to, że wszystkie firmy, które obecnie mają podpisane umowy na świadczenie usług ochroniarskich lub porządkowych, nowe stawki wprowadzać muszą dopiero od 2017 roku. O ile kontrahenci zechcą z nimi renegocjować umowy. A o to wcale nie jest łatwo.

Urzędy płacą po 3-4 zł za godzinę

Nie od dziś wiadomo, kto płaci w tych branżach najgorzej. To instytucje publiczne.

Przykłady mnożyć można w nieskończoność. Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 7 Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach za godzinę sprzątania płaci 6,50 zł, Wielospecjalistyczny Szpital Powiatowy w Tarnowskich Górach - 7 zł, Mazowiecki Szpital Bródnowski w Warszawie - 7,14 zł, Regionalny Szpital w Kołobrzegu - 6,90 zł.

A jak wyglądają oferty publiczne dla agencji ochrony? Sąd Rejonowy w Legnicy wycenił godzinę pracy agencji ochrony na 5,79 zł. Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego podpisał umowę na usługi ochroniarskie, gdzie godzina została wyceniona na 6,28 zł. Urząd Dozoru Technicznego w Warszawie za godzinę płaci 7,17 zł.

To kwoty, które za dostarczenie usługi dostają firmy. Z tego opłacany jest np. koszt zakupu uniformu, sprzętu, dojazd do pracy. Po odjęciu kosztów i marży dla firmy, a także kosztów ubezpieczenia pracownika, osoba wykonująca pracę na rękę otrzyma mniej więcej połowę tej kwoty. W praktyce więc sprzątaczki i ochroniarze często pracują za głodowe stawki: 3-4 zł na rękę za godzinę.

Gorzej niż w Rumunii

Wszystko to w majestacie prawa. Pod koniec 2014 roku w życie weszło nowe Prawo o zamówieniach publicznych. Miało ono zagwarantować, że cena nie może być jedynym kryterium rozstrzygania przetargów w instytucjach publicznych. Premiowani mieli być ci pracodawcy, którzy zatrudniają na etat i płacą nie mniej niż pensja minimalna. Tyle w teorii.

W praktyce bierze się pod uwagę różne kryteria, ale mają one tzw. wagę. To oznacza, że brane są pod uwagę w różnym stopniu. Np. Warszawski Urząd Dozoru Technicznego zdecydował się na ofertę firmy ochroniarskiej, która godzinę pracy wyceniła na 7,17 zł. Kryterium ceny miało wagę 95 proc., a zatrudnianie na etat - jedynie 5 proc. Na papierze wszystko się zgadza, ale o wygranej w przetargu zdecydowała cena - oczywiście jak najniższa. Powody takich decyzji są proste: instytucje publiczne mają napięte budżety i boją się oskarżeń o niegospodarność. Wolą więc oszczędzać kosztem naginania przepisów. Oferują najgorsze na rynku stawki.

Mimo wszystko nie brakuje firm chętnych do udziału w przetargach, bo usługi publiczne stanowią dla nich dużą część rynku. Sławomir Wagner szacuje, że 60 proc. wszystkich zleceń dla agencji ochrony pochodzi właśnie z budżetówki. Żeby wygrywać przetargi i zgarnąć z tego tortu coś dla siebie, firmy tną koszty, jak się da. Podczas przetargów agencje oferują zaniżone stawki, a pracownikom dopłacają pod stołem. Skąd biorą na to pieniądze? Nie jest przypadkiem, że etat w ochronie najłatwiej dostać mając grupę inwalidzką. Miesięczna dopłata do pensji każdego z pracowników z lekkim stopniem niepełnosprawności wynosi do 1050 zł w przypadku tzw. schorzenia specjalnego, bez niego - do 450 zł. Do tego dochodzą dofinansowania szkoleń i przystosowania miejsca pracy do potrzeb osoby niepełnosprawnej. - Pieniądze uzyskane z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych właściciele agencji przeznaczają na pensje. Wykorzystują po prostu istniejące prawo. Ale dzięki temu mogą w czasie przetargów zaoferować niższe stawki - mówi Wagner. To napędza wyścig. Stawki idą w dół, a firmy na etat zatrudniają prawie wyłącznie inwalidów, bo liczą na pieniądze z PFRON-u, które pomagają im spiąć budżet.

Według danych firmy doradczej PwC w Polsce sprzątaczki i ochroniarze opłacani są gorzej niż w Rumunii, która jest od Polski krajem biedniejszym. Znacznie lepiej zarabia się w tych zawodach także na Węgrzech czy w Czechach. W Niemczech, Czechach, Rumunii oraz na Węgrzech przeciętna pensja ochroniarza lub osoby sprzątającej jest wyższa od pensji minimalnej obowiązującej w tych krajach przynajmniej o kilkadziesiąt procent. W Polsce ciężko zarobić w tych zawodach pensję minimalną nawet pracując dłużej niż 40 godzin tygodniowo.

To położy branżę

To już druga zmiana cywilizująca rynek pracy, która w tym roku uderzy w agencje ochrony i firmy sprzątające. Pierwszą było ozusowanie umów-zleceń przynajmniej od kwoty pensji minimalnej. Weszło w życie z początkiem tego roku. Efekt? Szefowie Izb zrzeszających te biznesy mówią zgodnie: 15 proc. zleceń mniej i gigantyczne zwolnienia. Kontrahenci - w tym głównie instytucje publiczne - nie chcą renegocjować umów, a firmy muszą za pracowników odprowadzać wyższe składki. Polska Izba Ochrony Osób i Mienia szacuje, że po podniesieniu podstawy oskładkowania koszty agencji ochrony wzrosły o 30 proc.

Według Marka Kowalskiego, prezesa Polskiej Izby Gospodarczej Czystości od początku roku 15 proc. kontraktów zawartych z instytucjami publicznymi na sprzątanie zostało w ogóle zerwanych. Z powodu ozusowania zleceń pracę straciło od początku roku ponad 45 tys. osób pracujących w ochronie. - Najgorzej wyszły na tym największe firmy, bo zatrudniają najwięcej osób na zleceniach. Konsalnet, największa firma na rynku, zwolniła ok. 3 tys. osób. Impel - 10 proc. załogi - wylicza Sławomir Wagner. I dodaje, że ogromny problem mają także firmy specjalizujące się w ochronie osiedli. Wspólnoty nie godzą się na to, żeby podwyższać czynsz i dopłacać za usługi ochrony.

- Jeśli społeczeństwo jest bogate, to ma pieniądze na dodatkowe usługi, np. ochronę, jeśli nie - oszczędności szuka wszędzie i w pierwszej kolejności rezygnuje właśnie z nich. Dwie rewolucje w jednym roku położą branżę - podsumowuje Wagner.

Zaniepokojeni są także sami zatrudnieni. Pani Alicja od 3 lat pracowała jako ochroniarz na strzeżonym osiedlu na warszawskim Mokotowie. W lutym straciła pracę. - Mieszkańcy nie chcieli się zgodzić na podniesienie opłat, więc moja agencja musiała poszukać innego rozwiązania. Na osiedlu pozostali moi dwaj koledzy i muszą sobie jakoś radzić, brać dłuższe zmiany, a mnie zwolniono - mówi. I dodaje, że nie szuka już pracy w ochronie. - Lepiej już iść na kasę do hipermarketu. Teraz większość z nich daje umowy o pracę. Jest pensja minimalna, urlop, można iść na zwolnienie, jeśli się jest chorym - przekonuje.

Nawet ZUS nie chce płacić ZUS-u

Renegocjowanie już zawartych umów, które miałoby potrwać do 1 stycznia 2017 roku, daje czas na dostosowanie się do nowych stawek nie tylko firmom ochroniarskim czy sprzątającym, ale także instytucjom publicznym, które jakiekolwiek zmiany będą musiały zawrzeć w swoich budżetach. Łatwiej będzie je zaplanować w budżetach na przyszły rok.

A instytucje publiczne spinając budżet, potrafią swoją oszczędnością naprawdę zaskoczyć. Przykład? Zakład Ubezpieczeń Społecznych w Łodzi nie chce zwaloryzować kontraktu na usługi utrzymania czystości. Nie zamierza za nie płacić więcej, mimo że w umowie zapisane jest, że w razie zmiany składki ubezpieczenia, VAT, lub poniesienia pensji minimalnej, taka waloryzacja następuje automatycznie.

Jak widać, składek na ZUS nie chce płacić nawet sam ZUS.

- Podejście Zakładu Ubezpieczeń Społecznych jest niezrozumiałe. Jak to możliwe, że instytucja publiczna, która powołana jest do świadczenia usług socjalnych, nie chce ponieść kosztów związanych z objęciem umów-zleceń oskładkowaniem na ubezpieczenie społeczne? Kto ma stanowić wzór dla rynku, skoro nawet najważniejsze organy państwa nie respektują ustawowych obowiązków? - komentuje Ewa Górska-Herezo, ekspert Federacji Przedsiębiorców Polskich.



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX