Młodzi idą się odkuć

Marta Piątkowska
28.11.2016 , aktualizacja: 28.11.2016 12:26
A A A

MALGORZATA KUJAWKA AGENCJA GAZETA

Pamiętacie, co jeszcze niedawno mówiono o młodych i ich problemach z wejściem na rynek pracy? To już nieaktualne. Teraz pracodawcy bardzo ich doceniają, a brak doświadczenia przestał być problemem.
Rok 2013 Kalina pożegnała bez większych sentymentów. W ciągu 12 miesięcy udało jej się osiągnąć tylko jeden sukces - obronić, z bardzo dobrym wynikiem, pracę magisterską. - Byłam pewna, że od momentu osiągnięcia wyższego wykształcenia rynek pracy otworzy się przede mną otworem. No i trochę się zdziwiłam - wspomina.

Jej rocznik miał pecha, bo w zawodową dorosłość zaczął wkraczać wraz z nadejściem spowolnienia gospodarczego. Dane płynące w tamtym okresie z GUS i Eurostatu nie pozostawiały złudzeń - pracy nie miała co czwarta młoda osoba żyjąca w Polsce. W części województw mieszkańcy przed 30. stanowili blisko 60 proc. bezrobotnych zarejestrowanych w pośredniakach. Perspektywy w kraju były średnie, a targana kryzysem Europa Zachodnia miała coraz mniej do zaoferowania emigrantom zarobkowym.

- Był taki moment, że w moim niespełna 50-tysięcznym miasteczku rarytasem była praca "na kasie" za najniższą krajową - mówi Kalina. - Zastanawiałyśmy się wtedy z koleżankami, gdzie popełniłyśmy błąd, co zrobiłyśmy źle, że nikt nigdzie nas nie potrzebował. Nawet do zamiatania podłogi.

Tego typu rozważania były również bardzo popularne wśród polityków, ekspertów i badaczy. Przeważał pogląd, że winą należy obarczyć przestarzały system edukacji, który z roku na rok coraz bardziej odstaje od realiów rynku. W ogólnym rozrachunku dostało się również pracodawcom i młodym. Tym pierwszym, bo chcieliby "przyjść na gotowe" i nie angażują się wystarczająco w proces tworzenia i edukowania nowych kadr. Młodym, bo wybrali nieżyciowy kierunek, mają wygórowane oczekiwania, nie potrafią się komunikować i samodzielnie rozwiązywać problemów, a ich rzekoma znajomość nowych technologii ogranicza się do publikowania postów na Facebooku.

Ale nastał rok 2015, gospodarka odżyła, a powyższe argumenty zaczęły tracić na znaczeniu.

Częściowa odwilż

GUS badając bezrobocie lubi dzielić Polaków na kategorie. Tytuł "bezrobotni w szczególnej sytuacji na rynku pracy" przypadł m.in. osobom do 30. i do 25. roku życia. Najświeższe dane opublikowane pod koniec września przedstawiają stan od początku 2015 roku do końca drugiego kwartału 2016.

Dowiadujemy się, że jeszcze na początku ubiegłego roku bez pracy pozostawało 574 tys. osób do 30. roku życia w tym 298 tys. osób do 25. roku. Za to w połowie 2016 liczby te wyniosły kolejno 379 i 186 tys. osób. Oznacza to, że na przestrzeni półtora roku blisko 200 tys. młodych znalazło zatrudnienie.

W tej grupie była również wspomniana na początku Kalina. - Po dwóch latach tułania się od zlecenia do zlecenia w końcu dostałam pracę na etat. Wtedy myślałam, że jestem zwycięzcą, ale z perspektywy czasu nadal czuję się jak przegrany. W naszym dziale osoby zatrudnione w 2015 roku zarabiają mniej od tych, które zostały niedawno przyjęte. Co więcej, premie kwartalne naliczane są procentowo od podstawowego wynagrodzenia, więc na każdym polu zarabiamy mniej - skarży się Kalina.

Podobne obserwacje ma Sebastian, który kieruje kilkunastoosobowym zespołem obsługi klienta zagranicznego w jednej z warszawskich korporacji. - W naszej firmie płace i etaty były zamrożone przez dwa lata. Oznacza to, że nikt nie dostał podwyżki, a nową osobę mogliśmy przyjąć tylko wtedy, kiedy ktoś odszedł lub został zwolniony. Bez względu na posiadane umiejętności dziedziczyła pensję po poprzedniku. Od marca 2016 budżet został uwolniony oraz pojawiły się widełki wynagrodzenia. W efekcie kilku świeżaków zarabia więcej od doświadczonych pracowników. Co gorsza, zasady narzucone przez centralę w Stanach są takie, że o pierwszą podwyżkę można się ubiegać dopiero po przepracowaniu półtora roku i może wynieść maksymalnie 10 proc. wynagrodzenia na stanowiskach niekierowniczych. Są więc osoby, które systemowo zostały skazane na niższe pensje - tłumaczy Sebastian.

Katarzyna Głuszek, ekspertka z agencji zatrudnienia Manpower: - Od kiedy w większości branż obserwujemy rynek kandydata, faktycznie coraz częściej dochodzi do zachwiania proporcji wynagrodzeń. Młodzi prezentują bardziej roszczeniową postawę. Coraz częściej podczas rozmowy kwalifikacyjnej zaczynają od pytania "Ile będę zarabiać?", dopiero później dopytują o inne aspekty. Niektórzy pracodawcy im ulegają i zdarza się, że mamy do czynienia z sytuacjami, w których osoby bez doświadczenia dostają w pierwszej pracy stawkę porównywalną do wynagrodzenia pracownika z wieloletnim stażem - mówi Głuszek.

Młodzi jednak są OK

Skąd to nagłe zainteresowanie firm młodymi? Co prawda szkolnictwo wyższe nadal jest tak samo niedopasowane do realiów, jak było w 2013 roku, ale bezrobocie na poziomie 5,7 proc. (Eurostat, dane za wrzesień) zrobiło swoje. W grupie do 25. roku życia wskaźnik zatrzymał się na poziomie 15,8 proc. i był niższy o 3 punkty procentowe od średniej dla Unii.

- Pracodawcy widzą, co dzieje się na rynku i ci, których na to stać, zatrudniają na zapas. Wybierają młodych ludzi bez doświadczenia, ale z potencjałem do dalszego rozwoju, mając nadzieję, że ci za dwa, trzy lata zostaną specjalistami. Jeżeli do tego czasu pracownicy nie zdecydują się na zmianę firmy, to inwestycja ta ma szansę się opłacić - tłumaczy Katarzyna Głuszek. Z jej prognoz wynika, że obecne miejsca pracy i wynagrodzenia są stosunkowo bezpieczne i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie młode osoby były narażone na zwolnienie.

Branże, w których powstaje najwięcej miejsc pracy skierowanych do pracowników przed 30. to m.in. sprzedaż, IT, usługi, telekomunikacja, obsługa klienta.

Nowe realia, stare wyzwania

Na liście grzechów Pokolenia Y, które jeszcze do niedawna tak bardzo przeszkadzały pracodawcom, znalazła się m.in. hierarchia życiowych wartości. Bo młodzi, nawet w okresie najwyższego bezrobocia, nie spuszczali z tonu i w badaniach deklarowali, że praca to tylko praca i nie zamierzają się jej bezwarunkowo poświęcać.

Chodziło im o proste sprawy. Na przykład: niezostawanie po godzinach, wolne weekendy i takie obciążenie obowiązkami, żeby po ośmiu godzinach pracy wciąż mieć siłę na spotkanie ze znajomymi, spacer czy wypad do kina.

Nie ukrywali również, że lojalność i oddanie nie będą ich mocnymi stronami, bo w przeciwieństwie do pokolenia swoich rodziców nie marzą o pracy w jednym miejscu do emerytury. Deklarowali, że bez sentymentów przejdą do firmy, w której będzie im lepiej. A "lepiej" w ich wydaniu potrafi oznaczać szybszy dojazd do firmy lub pracowniczą kartę na siłownię.

Kiedy bezrobocie szalało, taką postawę nazywano "roszczeniową". Teraz mówi się, że to "wyzwanie". I to niemałe. Według danych firmy doradczej Deloitte, w ciągu najbliższej dekady osoby urodzone po 1984 roku stanowić będą 75 procent światowej siły roboczej. Pracodawcy siłą rzeczy będą musieli nauczyć się współpracy z pokoleniem, które do tej pory nie do końca spełniało ich oczekiwania.

Jest super

Patrząc na wyniki badania "Young People and Work: Dreams and Readiness" przygotowanego przez Adecco Group, dobre nastroje wśród młodych rozlały się po całym starym kontynencie.

W większości są oni przekonani, że szybko znajdą pracę, i wierzą, że są wyposażeni w odpowiednie umiejętności, aby zdobyć wymarzone zajęcie. To, czego najbardziej potrzebują, aby odnieść sukces, to doświadczenie zawodowe.

Niemal trzy czwarte (73 proc.) respondentów uznało, że posiada odpowiednie umiejętności, aby rozpocząć zawodową karierę. Ponad dwie trzecie (68 proc.) młodych ludzi twierdzi, że wiedzą, jaka jest ich wymarzona praca. Pytani, co jest ich zdaniem najważniejsze, aby ją zdobyć, na pierwszym miejscu wymieniali doświadczenie zawodowe. Co do aspiracji, w ciągu najbliższych 10 lat stabilność finansowa jest najważniejsza, a zaraz za nią plasuje się wymarzone zajęcie i praca w firmie odpowiedzialnej społecznie.

Badanie wykazało dodatkowo, że młodzi rozumieją właściwe priorytety, jakie są konieczne, aby wspinać się po szczeblach zawodowej kariery.

Wiele wskazuje, że roczniki, które wchodziły na rynek pracy w czasie jego ostatniej zapaści - jeżeli odpowiednio pokierują swoją karierą - mają szansę z nawiązką odkuć się za chude lata.

Zobacz także
Komentarze (56)
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • kamuimac

    Oceniono 40 razy 36

    "Patrząc na wyniki badania "Young People and Work: Dreams and Readiness" przygotowanego przez Adecco Group, " i tu jest clue całego artykułu - szmira przygotowana przez agencję pracy tymczasowej po to zeby młodzi wierzyli slepo jak to im łatwo bedzie niech tylko bezmyslnie koncza studia

  • aronia0

    Oceniono 30 razy 24

    Co za glupoty! Znam wielu mlodych ludzi (kolezanki i koledzy mojego syna), ktorzy dopiero co skonczyli studia i nieprawda jest, ze obecnie rynek pracy to "rynek mlodego pracownika". Skad bierzecie te infoamcje? Owszem, prace jest stosunkowo latwo znalezc (w Warszawie bez problemu), ale co z tego, jesli pensje sa naprawde bardzo niewysokie (a ci ludzie przeciez wiedza, ze sa bez doswiadczenia i nie wymagaja wiele, ale jednak tyle, aby sie bez problemu samodzielnie utrzymac) a wymagania wprost przeciwnie (nieplatne nadgodziny, nieraz praca w soboty tez nieodplatna dodatkowo i bardzo duzo umow-zlecen a nie umow o prace). Wiec przestancie pisac takie brednie. A jesli tak jest w Warszawie, to w mniejszych miastach jeszcze gorzej. A ci, co narzekaja ze nie moga znalexc pracownika, niech tez napisza, jakie proponuja warunki.

  • thomasseyr

    Oceniono 14 razy 10

    Boże, co za brednie. Pewnie, odkuć się, za najniższą krajową,a resztę pod stołem.

  • oldthor

    Oceniono 16 razy 10

    Jak to? Patrycja Maciejewicz, pisała przez wiele lat gospodarka pędzi, a niedawno twierdziła, że teraz to katastrofa

  • wolak007

    Oceniono 15 razy 9

    Pisiewicze się odkuwają, na potęgę!...

  • Gość: Filip

    Oceniono 12 razy 8

    W pierwszej kolejności musimy sobie uświadomić, że Polska to biedny kraj z ogromnym garbem fiskalizmu i biurokratyzmu państwa, w którym szanse znalezienia dobrej pracy są bardzo znikome niezależnie od tego jak bardzo staraliśmy się na studiach, ile odbyliśmy staży i praktyk i jakimi kwalifikacjami możemy się pochwalić. To jest rzeczywistość i nie ma co na nią jęczeć, utyskiwać, obrażać się, bo to niczego nie zmieni. Po drugiej należy uzmysłowić sobie, że byliśmy okłamywani przez naszych nauczycieli i rodziców, że jeżeli tylko włożymy odpowiednio dużo wysiłku w naszą edukacją, w zdobywanie doświadczenia i podnoszenie kwalifikacji to ta wymarzona praca jest tuż za rogiem na wyciągnięcie ręki. I w pewnym sensie rozumiem to starsze pokolenie, ponieważ łatwiej jest okłamywać naiwnych i niedoświadczonych młodych ludzi niż konfrontować ich z rzeczywistością, która każe stwierdzić, że nasze aspiracje, marzenia, pasje, wiedza nikogo nie interesują i że jeżeli chcemy zarabiać pieniądze musimy oferować towary lub usługi, które chcą lub potrzebują inni ludzie. Trzeci istotny czynnik to stopniowe gnicie rynku pracy na całym świecie spowodowanego przez ogromne rzesze ludzi zdolnych do pracy i chcących pracować, dla których pracy po prostu nie ma zwłaszcza przy postępującej komputeryzacji/automatyzacji/robotyzacji coraz większej ilości zawodów. Co gorsza stopniowemu gniciu podlegają też ludzie, z którymi przyjdzie wam pracować. Na porządku dziennym będziecie stykać się z wulgarnością, prymitywnością, chamstwem, złośliwością, próbami szantażu, manipulacji i wykorzystywania was. I muszę was zmartwić nie ma drogi wyjścia z tej sytuacji ponieważ wszystkie prace są takie. Nie chcę bynajmniej twierdzić, że nie możemy w związku z tym cieszyć się naszym życiem i czerpać z niego ile się tylko da (you only life once after all). Kluczem jest tutaj zrozumienie, że wy nie macie żadnego wpływu na ogólne gnicie rynku pracy, ale macie wpływ na siebie i jak reagujecie i co myślicie o swojej pracy. W pierwszej kolejności porzućcie wszelkie nadzieje na wielką karierę, gdyż statystycznie rzecz biorąc wasze szanse na to są znikome, w porównaniu z tym że wasz pracodawca umiejętnie was rozegra i wykorzysta dla jedynego celu dla którego was zatrudnił czyli, dla zarobienia dla siebie jak największej ilości pieniędzy. Zamiast tego musisz postrzegać tradycyjną pracę jako narzędzie (w najbardziej makiawelicznym sensie) do osiągania własnych celów. Twoim celem nie jest bycie dobrym korpoludkiem i postępowanie tak jak należy. Twoim celem powinno być zgromadzenie jak największej ilości kapitału, aby założyć i rozkręcić swój własny biznes lub ewentualnie aby przejść na emeryturę tak szybko jak to możliwe. Każdego poranka kiedy wstajesz z łóżka i szykujesz się w pośpiechu do pracy pamiętaj, że robisz to tylko dla siebie i tylko po to, aby wydymać firmę i pracodawcę dla którego pracuję z jak największej forsy i jak najmniejszym kosztem.

  • popijajac_piwo

    Oceniono 12 razy 8

    Który misiewicz to pisał?...

  • Gość: pracodawca

    Oceniono 18 razy 8

    niech sobie zatrudnią tych "młodych" za tysiaka. Mam przyjemność pracy z tymi ekspertami z mlekiem pod wąsem. Wszystko wiedzą najlepiej, wszystko im się należy, a buta i arogancja nie ustępują ignorancji. Do tej pory wszyscy powyżej rocznika 90 są tacy. Straszne.

  • to_moje_zdanie

    Oceniono 6 razy 6

    Teraz "podobno" proponowane są staże z urzędu pracy za 800 zł na rękę (płaci "państwo") za 40 godz/tyg przez 6 mies jako propozycja nie do odrzucenia dla młodych też po studiach, inaczej wyrejestrowują z rejestru bezrobotnych. Ok 160 godz : 800 zł = 5 zł bezpłatnej siły roboczej dla pracodawcy, który żąda od kandydata konkretnych specjalistycznych umiejętności w cv. I to jest dobry rynek pracy?! Kogo ściemniacie? To m. in. dzięki temu wskaźnik bezrobocia młodych spada.
    To info od 24 latki po płatnych studiach human. na dobrej uczelni i 3 letniej pracy dorywczej na śmieciówkach w Wwie. Była w szoku. Pracy na etat za 2000 zł szuka od 2 mies. i w końcu się zarejestrowała. Czy to roszczeniowe podejście?!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX