Stocznia Gdynia rozdaje młodym posady

Mikołaj Chrzan
15.05.2008 , aktualizacja: 11.04.2007 21:25
A A A Drukuj

fot. Rafał Malko / Agencja Gazet

W poszukiwaniu brakujących rąk do pracy Stocznia Gdynia sięga już po 16-latków. Od 1 września 2007 r. na absolwentów gimnazjów czeka 150 miejsc w przystoczniowej zawodówce i natychmiastowe zatrudnienie
Do tej pory słuchacze gdyńskiego Zespołu Szkół Budownictwa Okrętowego mieli gwarancję pracy w Stoczni Gdynia po zakończeniu nauki. Jednak dziś młodzi mogą uznać to za niezbyt atrakcyjną ofertę - znakomita koniunktura na budowę statków sprawia, że osoby z kwalifikacjami stoczniowymi bez problemu znajdują zatrudnienie za granicą. Dlatego w Gdyni zrodził się nowy pomysł na skuszenie absolwentów gimnazjów do kształcenia się w poszukiwanych przez firmę zawodach: montera kadłubów okrętowych, montera systemów rurociągowych i operatora obrabiarek skrawających.

- Uczniowie tych klas otrzymają automatycznie, z chwilą rozpoczęcia nauki, status pracowników młodocianych Stoczni Gdynia - informuje Zbigniew Drozdowicz, dyrektor ZSBO.

Warunki przyjęcia? Niezbyt wygórowane. W praktyce wystarczy ukończone gimnazjum i dobry stan zdrowia - m.in. brak lęku wysokości.

Pracownicy młodociani będą każdego tygodnia spędzać trzy dni w salach lekcyjnych, a dwa - w stoczni. Ich dniówka ma trwać cztery lub sześć godzin. - Z tego powodu stawki nie są duże. Uczniowie będą otrzymywać ok. 150 zł miesięcznie - mówi Drozdowicz. - Ważne jednak, że ten czas będzie wliczony do stażu pracy.

Stocznia Gdynia zapewni także młodzieży ubranie robocze i posiłki regeneracyjne. Oprócz wynagrodzenia firma zamierza wypłacać miesięczne stypendia najlepszym uczniom - to kolejne 150 zł.

- Mam nadzieję, że to przyciągnie do szkoły nowych ludzi - mówi wiceprezydent Gdyni Ewa Łowkiel. - Szczególnie liczymy na osoby spoza Trójmiasta. Wiem, że dla niektórych rodzin problemem może być nawet opłacenie przejazdów dziecka spod

Wejherowa do Gdyni. Dzięki nowemu rozwiązaniu łatwiej będzie kupić np. bilet miesięczny.

Drozdowicz sądzi, że z oferty skorzystają również gimnazjaliści z najbardziej odległych części województwa: - Czeka na nich miejski internat. Co prawda koszt noclegów i wyżywienia to 320 zł, ale pieniądze za pracę w stoczni mogą to w jakiejś części zrekompensować.

Cel projektu to zapełnienie pięciu nowych klas - czyli przyciągnięcie we wrześniu do gdyńskiej zawodówki 150 uczniów. To dużo - bo dziś na wszystkich poziomach szkoły jest tylko 110 osób. A jeszcze trzy lata temu zawodówka w gdyńskim Zespole Szkół Budownictwa Okrętowego była na skraju upadłości. - Wtedy po raz pierwszy od założenia szkoły w 1945 r. nie odbył się nabór do pierwszej klasy. Było zbyt mało chętnych - wspomina Drozdowicz.

Dzięki światowej koniunkturze na budowę statków i wielkim popycie na wykwalifikowanych stoczniowców kryzys mija.

- Mam stały kontakt z absolwentami - mówi Drozdowicz. - Wielu zaraz po ukończeniu szkoły zarabiało 3 tys. zł, a ci, którzy biorą nadgodziny, mogą wyciągnąć nawet 5 tys. zł. I tyle dostaje się w Polsce. Jeszcze atrakcyjniej jest na Zachodzie. Wbrew obawom sprzed kilku lat, mogę z całą pewnością stwierdzić, że uczymy w zawodach z przyszłością.

Zobacz także
  • Stocznia Gdynia rozdaje młodym posady iulius 11.04.07, 21:28

    I to jest przyszłość edukacji, a nie niepotrzebne mnożenie liceów! Ludzienareszcie zaczynają rozumieć, że nie każdy musi iść na studia. »

  • Stocznia Gdynia rozdaje młodym posady olias 12.04.07, 07:08

    pomysł jest doskonały - wykonanie śmieszne. Komuś ręka zadrgała ... 150 zł ugruntuje w młodych świadomość że natychmiast po zdobyciu fachu muszą zjeżdżać z tego śmiesznego kraju. A Stocznia »