"Zatrudnię kierownika budowy. Od zaraz. Daję 5 tys. netto i służbowy samochód". "Kucharz. Może być zaraz po szkole. 2,5 tys. netto". "Kelner lub kelnerka. Wiadomość na miejscu. 1,8 tys. zł na rękę plus napiwki" - takie ogłoszenia można znaleźć w Krakowie niemal codziennie. W tej chwili w Grodzkim Urzędzie pracy leżą ponad 4 tysiące ofert pracy. A chętnych jak na lekarstwo.
Mało chętnych na 2 tys. złotych- Propozycje napływają niemal z każdej branży - mówią urzędnicy z GUP. - Są oferty dla specjalistów i dla osób bez specjalnych kwalifikacji. Tylko w kwietniu zgłoszono nam ponad 2200 nowych ofert. Jest tylko jedna bariera - zarobki. Za średnią krajową zgadza się pracować już bardzo niewielu.
GUP twierdzi, że od początku tego roku w Krakowie odnotowano kilkuprocentowy wzrost zarobków. Do lamusa odchodzą też informacje o pracy za niską stawkę. - Pracodawca prosi, aby podać zarobki w okolicach 1000 zł. Ostateczną wysokość pensji ustala w zależności od tego, kto się zgłosi i jak się zaprezentuje - wyjaśnia specjalista od zatrudnienia w GUP.
Jak mówią urzędnicy, najbardziej radykalny postęp w dziedzinie zarobków jest widoczny w takich branżach, jak budownictwo i usługi. - Cukiernik po szkole dostaje już 2 tys. złotych na rękę. Ale nawet na taką ofertę zaczyna brakować chętnych - tłumaczy GUP.
Lepiej Ukraińca niż 45-letnią kobietę ze wsiW poszukiwaniu rąk do pracy krakowskie firmy wypuszczają się za granice. Szacuje się, że w Krakowie pracuje już blisko 2 tysiące obcokrajowców. Największą grupę stanowią Ukraińcy, Białorusini i Mołdawianie, których chętnie zatrudniają firmy budowlane, ale nie brakuje też Chińczyków i Wietnamczyków. Ich z kolei najczęściej można spotkać w handlu i gastronomii.
Bezrobocie w Krakowie jest w tej chwili najniższe w kraju. Wynosi niespełna 5,3 proc. Nieco słabiej wypada całe województwo, gdzie stopa bezrobocia wynosi 10,8 proc., ale i tak jest niższa od średniej krajowej, która jest na poziomie 14,4 proc. Z najświeższych danych Centrum Badań Opinii Społecznej wynika, że w najgorszej sytuacji w naszym województwie pozostają 45-letnie mieszkanki wsi, które są bezrobotne od dłuższego czasu, na dodatek słabo wykształcone i mało aktywne w poszukiwaniu pracy. Najwyższe bezrobocie jest w powiecie nowosądeckim (21,6 proc.) i gorlickim (21,3 proc.), ale tam z kolei - jak podkreśla Wojewódzki Urząd Pracy - całkiem dobrze ma się szara strefa. Jak dobrze? Tego nie wie nikt.
Wykształconym będą rosłyNajlepiej powodzi się natomiast wykształconym krakowianom z co najmniej kilkuletnim stażem pracy i znajomością języków obcych. Ich też - jak podkreślają headhunterzy - najtrudniej zatrzymać w kraju. Właśnie oni mają największe szanse na wymarzone zarobki. Dla tych, którzy zostają, jest jednak dobra wiadomość - pensje rosną i będą rosły. Jak podaje Urząd Statystyczny w I kwartale 2006 r. średnia krakowska wynosiła 2538 zł brutto, w tym samym kwartale obecnego roku - 2733 zł. W sumie w porównaniu z ubiegłym rokiem pensje wzrosły o 8 proc.
- Podwyżki w znacznej mierze zawdzięczamy firmom, które dopiero zaczynają działalność w naszym województwie i chcą w ten sposób przyciągnąć najlepszych pracowników - mówi Aneta Okońska,
kierownik zespołu strategii rynku pracy w Wojewódzkim Urzędzie Pracy. - W tej kategorii Kraków jest oczywiście bezkonkurencyjny. I wiele wskazuje na to, że jeszcze długo będzie.
Kiedy dostaniemy podwyżkę?Renata PtakMałopolski Urząd Statystyczny
Z badań wynika, że krakowianie są optymistami, i to akurat jest dobre. Kraków ma w tej chwili najniższą stopę bezrobocia w kraju - niespełna 5,3 proc. Takim wynikiem nie może się pochwalić nawet wiele zachodnioeuropejskich miast. Brak rąk do pracy wywołuje szybsze podwyżki płac. W porównaniu z ubiegłym rokiem pensje mieszkańców woj. małopolskiego wzrosły o 8 procent. Należy się spodziewać, że ta tendencja się utrzyma. Wydaje mi się jednak, że oczekiwania pensji na poziomie 3900 zł netto są mocno wygórowane. Nawet w woj. mazowieckim, którego płace od lat są na dużo wyższym poziomie, średnia wynosi obecnie 3600 zł brutto.
Kazimierz Sedlak prezes firmy Sedlak & Sedlak, zajmującej się doradztwem personalnym
Żądania tak wysokich podwyżek w mojej ocenie nie do końca są racjonalne. Wynikają one bardziej z euforii rynkowej niż rzeczywistości. Tak naprawdę wzrost płac powinien być uwarunkowany albo wzrostem wydajności, albo wzrostem gospodarczym. No i mamy wzrost gospodarczy, ale tempo wzrostu wynagrodzeń jest zdecydowanie szybsze. To może z kolei spowodować, że za chwilę pracodawcy będą mieli problemy ze zbyt szybko rosnącymi kosztami i gospodarka zacznie się dusić. Co do krakowskiego rynku pracy, podobnie jak respondenci, jestem optymistą. Szybko się rozwijamy. Należy się więc spodziewać, że będziemy też lepiej zarabiać. Najbardziej widoczne jest to w usługach outsourcingowych i księgowych, które wchłaniają prawie wszystkich absolwentów. Już teraz na start dostają oni grubo powyżej 2 tys. zł netto.
Aneta Okońskakierownik zespołu strategii rynku pracy w Wojewódzkim Urzędzie Pracy
Przez kilka ostatnich lat średnie pensje w woj. małopolskim należały do najniższych w kraju. Było to nawet 8 procent różnicy w porównaniu ze średnią krajową. Powyżej średniej zarabiali tylko nasi nauczyciele. Nic więc dziwnego, że ludzie domagają się podwyżek. Zwłaszcza że nie brakuje ofert pracy za kilkakrotnie wyższą stawkę na Zachodzie. Nie bez znaczenia jest też błyskawiczny spadek bezrobocia. Tylko w zeszłym roku w naszym województwie spadło ono o 18 procent. W tym roku już o 9 proc. Aktualnie wynosi ono około 10,8 proc. Tak niskiego poziomu nie mieliśmy od 1999 roku. Najlepsza sytuacja jest oczywiście w Krakowie. Nic więc dziwnego, że właśnie tutaj zarobki najszybciej idą w górę. Szczególnie w branży takiej jak budownictwo, w której najbardziej brakuje rąk do pracy.