Dlaczego nikt nie chce pracować w policji?

Karolina Łagowska
23.07.2008 , aktualizacja: 24.07.2008 11:21
A A A
Choć policyjne filmy i seriale gromadzą przed telewizorami milionową publiczność, mało kto chce być prawdziwym gliną. Komendy prześcigają się w pomysłach, jak ściągnąć do siebie nowych ludzi. A jeszcze parę lat temu o policyjne etaty rozgrywała się prawdziwa walka...

Test dla kandydata na policjanta - sprawdź się!



"Glina", "Pit Bull", "Kryminalni", "Fala zbrodni", w końcu legendarne "Psy" - producenci filmowi dobrze wiedzą, że na pokazaniu pracy policji można nieźle zarobić i zapewnić swoim dziełom niezmiernie wysoką oglądalność. Z kolei widzowie uwielbiają poznawać tajniki pracy operacyjnej, rozwiązywać zagadki kryminalne, oglądać ryzykowne akcje z pościgami samochodowymi i strzelaninami. Uwielbiają to, ale - jak się okazuje - tylko siedząc w fotelu. Prawdziwa policja tymczasem już od kilku lat ma drastyczne kłopoty z doborem do służby nowych pracowników. W całej Polsce brakuje prawie pięciu tysięcy mundurowych. To etaty dostępne od zaraz. Nic dziwnego, że tegoroczne Święto Policji oraz Dzień Policjanta (24 lipca), może dla wielu komendantów nie być takie wesołe...

Zbyszek, załatw etat

- Pamiętam, jak starałem się o pracę w policji na początku lat 90. - wspomina Zbigniew Urbański z Komendy Głównej Policji (a wkrótce prowadzący w TVN Turbo). - O wolny etat było strasznie trudno, a chętnych do pracy mnóstwo. Było ciężko. Ja zdawałem egzaminy w 1991 roku i chyba pomogło mi to, że ogłoszono już plan wizyty papieża w Polsce. Policja musiała szybko zdobyć nowych ludzi. Zwiększyli limit przyjęć i się załapałem. Komisarz Urbański pamięta też, jak o pomoc w zdobyciu policyjnego etatu prosili go znajomi. Chcieli, aby pomógł ich synowi. - Myśleli, że naprawdę mogę pomóc. A sprawa była prosta: albo ktoś przejdzie rekrutację albo nie, nic tu się nie da zrobić - wyjaśnia. - Ale ciśnienie żeby się dostać do policji było. Nie to, co teraz - dodaje.

Od kilku lat policja przeżywa mocny kryzys. Ze służby systematycznie odchodzą doświadczeni funkcjonariusze, którzy po kilkunastu latach czują się rozczarowani niskimi płacami, niewielkimi podwyżkami, a na ich miejsce bardzo trudno jest zatrudnić nowych. Powód pierwszy? Znany od dawna. - Po wejściu do Unii Europejskiej rynki pracy otworzyły się tak bardzo, że z kraju wyjechały miliony młodych, szukających pracy ludzi - mówi Zbigniew Urbański. Z kolei tych, którzy zostali w kraju, sprzed nosa sprzątają policji prywatne firmy, oferujące lepsze pieniądze i warunki pracy.

Powód drugi. - Z kandydatów, którzy się zgłaszają, ogromna większość odpada podczas procedury kwalifikacyjnej. Praca w policji to często praca z dreszczykiem emocji i adrenaliną, ale jednocześnie niebezpieczna i bardzo odpowiedzialna. Właśnie dlatego nie możemy zaniżać egzaminacyjnej poprzeczki - tłumaczy komisarz.

Praca tylko dla najlepszych

Policjanci z działów rekrutacji w komendach przez cały rok dwoją się i troją, żeby pozyskać jak najwięcej dobrych kandydatów. Dobrych, czyli takich, którzy przejdą kolejne etapy rekrutacji. Podstawowe wymagania nie wydają się wysokie: trzeba być zdrowym, nie karanym i mieć co najmniej średnie wykształcenie. Kandydaci najpierw składają komplet dokumentów i przechodzą rozmowę wstępną, później piszą test z wiedzy ogólnej. Przykładowe pytania z ostatnich lata - "W którym roku uchwalono Powszechną Deklarację Praw Człowieka: a) 1938, b) 1948, c) 1956, d) 1975", "Co to jest nepotyzm: a) obsadzanie urzędów krewnymi, b) zniesienie ceł na towary importowane, c) styl w architekturze i sztuce, d) choroba umysłowa u dzieci i młodzieży", "Po wyłączeniu komputera znika zawartość: a) pamięci ROM, b) dysku twardego, c) pamięci zewnętrznej, d) pamięci RAM", "Następujące wyrazy: kakao, tabu, dementi, foyer, tournee wyróżniają się tym, że: a) pochodzą z łaciny, b) są nacechowane ujemnie, c) nie są używane współcześnie, d) są nieodmienne".

Po teście rekruci zdają egzamin sprawnościowy (jego opis i przebieg można zobaczyć na stronie internetowej komendy głównej). Kolejnym, bardzo ważnym etapem są testy psychologiczne i tzw. wywiad zorganizowany (rozmowa przed komisją). Rekrutacja kończy się dopiero, gdy kandydat uzyska pozytywną opinię komisji lekarskiej i znajdzie się na odpowiednio wysokim miejscu rankingu kandydatów. - Niestety, z naszych doświadczeń wynika, że rekrutację pomyślnie kończy tylko co dziesiąty kandydat - mówi podkomisarz Monika Chlebicz, rzecznik prasowy kujawsko-pomorskiej policji. - Średnio połowa odpada na teście sprawności, reszta na "psychologu" albo komisji lekarskiej. Ale tu musimy być bezwzględni, mimo tego że wciąż do obsadzenia jest sporo wakatów. Skupiamy się za to na pozyskaniu jak największej liczby ludzi, żeby wyłonić z nich najlepszych.

Policyjni "łowcy głów"

Spotkania z uczniami i studentami, w urzędach pracy, spoty reklamowe - policyjni kadrowcy prześcigają się w pomysłach na rekrutację, by przyciągnąć do siebie jak najwięcej kandydatów. I działają jak zawodowi "łowcy głów". Paweł Szubert, kierownik sekcji doboru dolnośląskiej Komendy Wojewódzkiej Policji: - Mieliśmy już różne akcje: były spotkania ze studentami prawa, administracji i ekonomii, bo takich absolwentów szczególnie potrzebuje policja, stąd te kierunki są też szczególnie preferowane przy doborze. Byliśmy też w jedenastu wrocławskich szkołach, głównie takich, gdzie uczy się więcej mężczyzn. Pokazywaliśmy materiały o pracy w policji i opowiadaliśmy, jak przejść przez egzaminy.

Policyjni kadrowcy są na wszystkich festynach, organizują też dni otwarte. Takie jak spotkanie w jednym z wrocławskich komisariatów kilka tygodni temu. - Byliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni, bo przyszło prawie 200 osób - mówi Szubert. - Zwiedzali jednostkę, pytali o zarobki, szkolenie, możliwości awansu i uprawnienia socjalne. Niektórzy brali też dokumenty potrzebne do rekrutacji. W Bydgoszczy hitem ostatnich miesięcy jest akcja rekrutacyjna "Warto wstąpić". Do wstąpienia do policji zachęca... Maciej Żbik, reaktywowany po latach przez autora wnuk bohatera najsłynniejszego komiksu o kapitanie Żbiku. - Jan Żbik był milicjantem, a Maciej wstąpił do policji - mówi rzeczniczka Monika Chlebicz. Autor komiksu użyczył policji praw autorskich do posługiwania się postacią i komiks można czytać (i oglądać) na portalu bydgoskich mundurowych. W wersji animowanej głosu postaciom użyczyli aktorzy Jan Grabowski i Marcin Dorociński, znani z kryminalnej produkcji "Pit Bull". - Czy przełoży się to na wzrost zainteresowania służbą, zobaczymy. Ale młody Żbik na razie jest gwiazdą - cieszy się podkomisarz.

Pieniądze to nie wszystko

Nieodłącznym tematem, z jakim zmierzyć się muszą chętni do pracy w policji, są pieniądze. Po ostatnich podwyżkach młody policjant, zaczynający dopiero pracę dostanie około 1,7 tys. złotych na rękę. - Dla niektórych to dużo, dla innych mało. Ale trzeba wiedzieć, że to kwota wyjściowa, a możliwości awansu w policji naprawdę są ogromne i wtedy pensja wzrasta nawet do kilku tysięcy. A sama praca? Potrafi tak wciągnąć i dawać tyle satysfakcji, że często zarobki schodzą na dalszy plan - mówi Monika Chlebicz.

Od czerwca w Warszawie i okolicach wiszą plakaty i rozdawane są policyjne ulotki z hasłem "Zamień mundurek na mundur".

Anna Sikorska z sekcji doboru Wydziału Kadr Stołecznej Komendy Policji: - Mundurek jest tylko przenośnią. Poprzez tę akcję chcemy dotrzeć do młodzieży i absolwentów uczelni, pokazać im nową drogę rozwoju zawodowego. Plakaty i ulotki znalazły się w szkołach, urzędach, na uczelniach, imprezach plenerowych, a nawet na stacjach metra. Wszędzie tam, gdzie mogą być ludzie zainteresowani pracą w policji. Dla młodych ludzi to szansa na ciekawą pracę ponieważ nie wymagamy żadnego doświadczenia, mamy rozbudowany system szkoleń dla funkcjonariuszy a doświadczenie zawodowe zdobywają oni podczas służby .

Tylko w Komendzie Stołecznej do końca tego roku zaplanowano przyjęcie prawie 500 nowych osób. Tyle samo policjantów brakuje na Dolnym Śląsku. Najgorzej jest w największych miastach: Wrocławiu, Zgorzelcu, Lubinie i Wałbrzychu. Tam brakuje co dziesiątego mundurowego. Cierpią na tym policjanci i mieszkańcy miast. - Nie ma dochodzeniowców i kryminalnych, ale z tym sobie radzimy, siedząc po godzinach - nadkomisarz Jerzy Rzymek, oficer prasowy wałbrzyskiej policji. - Ale dla mieszkańców najdotkliwszy jest brak patroli. Nie ma też kto jeździć na interwencje. - Często dyżurny ma do dyspozycji trzy patrole, a dziesięć zgłoszeń - mówi oficer. Plany przyjęć, wolne etaty - nic tylko "wstępować". Ale jakimś cudem młodzi ludzie nie są skłonni do zakładania niebieskich mundurów. Czy rzeczywiście policjantów nie przybywa, bo wymagania są tak ostre? Czy może jednak małe pieniądze i coraz niższy prestiż pracy w policji sprawiają, że chętnych wciąż brakuje?

Andrzej, informatyk z Łodzi, dwa lata temu przeszedł przez egzaminacyjne sito i dostał się do policji. - Nie miałem jakiegoś poczucia misji, szukałem po prostu ciekawej i stabilnej pracy, bo rozleciała się firma, w której pracowałem. Policja kusiła możliwością przejścia na wcześniejszą emeryturę po 15 latach i gwarancją wypłaty co miesiąc. Ale zniechęcała mnie perspektywa patroli, użerania się z pijanymi dzieciakami i chuliganami. Mieszkam na Bałutach, tu policjanci nie cieszą się szacunkiem. Zresztą niektórzy na to zasługują, bo czepiają się normalnych ludzi i zachowują jak bohaterowie "13 posterunku". Kolegom nawet nie powiedziałem, że staram się o pracę w mundurze, wyśmialiby mnie. I w momencie, gdy się dostałem i miałem już jechać ma 10 miesięcy do szkoły policyjnej, dostałem ofertę od dużej firmy technologicznej. Czysty fuks, znajomy mnie polecił. Zaoferowali mi prawie 5 tys. złotych na rękę i bardzo korzystną umowę. Skusiłem się. W tej firmie miałem od zaraz pieniądze i stanowisko, a w policji musiałbym pracować na to, kto wie, może latami - mówi Andrzej.

Zobacz także