Numerki są jak u lekarza. Codziennie sto, nie więcej. - Urząd otwierają o godz. 7.30. Stawiłem się punktualnie, ale była już kolejka. Po 10 min usłyszałem, że numerków zabrakło - opowiada bezrobotny.
Posiadanie numerka nie gwarantuje jednak załatwienia sprawy. - Po kilku dniach go wreszcie zdobyłem, dotarłem do odpowiedniej urzędniczki. Przejrzała moje papiery i powiedziała, że brakuje jakiegoś dokumentu. Zdarza się. Chciałem go dostarczyć następnego dnia. Okazało się, że znów muszę zdobyć numerek. Próbowałem dwa razy - bez sukcesu. Myślę, że częstochowski urząd znalazł sposób na bezrobocie. Po prostu stworzyli taką sytuację, że ludzie nie mogą się zarejestrować - dowodzi bezrobotny.
- Nikt nie zaniża statystyk - zapewnia Andrzej Perliński, szef Powiatowego Urzędu Pracy w Częstochowie. - Dużo interesantów jest zawsze na początku miesiąca, a przecież jest cały miesiąc, żeby dopełnić formalności. Bezrobotnych rejestruje ośmiu urzędników. - Nikt nie siedzi z założonymi rękami - mówi Perliński. - Na dodatek ludzie zaczynają wracać zza granicy i powiększają szeregi bezrobotnych. W tym roku rejestrowaliśmy średnio ok. 2 tys. bezrobotnych miesięcznie. W październiku było ich ponad 2,5 tys.
Szef częstochowskiego PUP obiecuje jednak, że od grudnia będzie lepiej. - Wprowadzimy elektroniczną rejestrację. Petenci dowiedzą się, kiedy mają się zgłosić i nie będą godzinami stać w korytarzu. Taki system funkcjonuje m.in. w Kielcach i się sprawdza - mówi.
Źródło: Gazeta Wyborcza