Szkoda, że nigdy nie miałam przestępczych ciągot. Gdybym została aresztowana lub odbywała minimum roczną karę więzienia, miałabym prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Oczywiście pod warunkiem, że w zakładzie karnym dostałabym pracę i odprowadzano by za mnie składki na ubezpieczenie społeczne i fundusz pracy. Choć prowadziłam się przyzwoicie i znalazłam sobie sama zatrudnienie - wprawdzie na umowę o dzieło - zasiłku nie dostanę. W ustawie o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy napisano: "zasiłek przysługuje bezrobotnemu, gdy urząd pracy nie ma dla niego ani propozycji pracy, ani stażu,
szkolenia czy prac interwencyjnych, i gdy bezrobotny udokumentuje, że przepracował 365 dni i odprowadzał składki na fundusz pracy przez półtora roku przed dniem rejestracji w urzędzie pracy".
Nic się pani nie należy Przepracowałam bez przerwy 25 lat. Kiedy straciłam pracę, przez 18 miesięcy szukałam jej sama. Nie korzystałam z pośredniaka, nie brałam zasiłku. W kolejnych miejscach proponowano mi tylko umowę o dzieło. Uznawałam, że lepsze to niż zasiłek. Przepracowałam tak ponad 15 miesięcy. Kiedy straciłam i tę pracę, poszłam do urzędu pracy. Tam podczas rejestracji usłyszałam: - Nie ma pani prawa do zasiłku. Dalej urzędniczka tłumaczy, że nie jestem w stanie udowodnić, iż przepracowałam te wymagane 365 dni.
- Mam na to dokumenty. Pracowałam, zarabiałam.
- Pracować to pani pracowała, ale nie odprowadzała składek.
- Przecież robiłam to przez 25 lat? - pytam jak wielu innych bezrobotnych.
- To nieważne - słyszę. - Chodzi o ostatnie półtora roku.
- Ma pani nauczkę. Trzeba było jak najszybciej zarejestrować się w pośredniaku - wyjaśnia mi Marianna. Poznałyśmy się w urzędzie pracy. Jest moim ekspertem. Na bezrobociu już drugi raz. - Z pani stażem i wiekiem miałaby pani zasiłek przez 12 miesięcy. Wtedy spokojniej można czegoś szukać - dorzuca bardzo praktyczną uwagę. - Ja to wiedziałam, więc od razu przybiegłam się zarejestrować. - Nie liczy się, że pracowałem na takich samych zasadach jak etatowi pracownicy. Nikogo nie interesuje to, że próbowałem nie dać się wypchnąć z rynku pracy i nie korzystałem z pomocy państwa - dorzuca Tadeusz, bezrobotny pięćdziesięcioparolatek spotkany w urzędzie pracy.
Na pohybel zosiom samosiom Warunek odprowadzania składek dyskryminuje dużą grupę bezrobotnych. Mnie także. Chodzi o tych, którym po stracie etatu kolejni pracodawcy proponowali jedynie umowy o dzieło. W jednej firmie przepracowałam 10 miesięcy, cały czas na takiej zasadzie. Przychodziłam codziennie do pracy, pracowałam jak pozostali na etatach. Studiuję ustawę. Przeglądam wszystkie warunki, jakie musi spełnić bezrobotny, by dostać pieniądze. Szukam jakichś możliwości. Kluczowe są jednak składki. A przecież od umowy o dzieło zgodnie z przepisami o systemie ubezpieczeń społecznych pracodawca w ogóle ich nie odprowadza. Samemu też nie można. Pytanie dlaczego? - W ten sposób zamiast promować aktywność poszukującego pracy, promujemy bezczynność i wyciąganie ręki po pieniądze od instytucji - mówi Katarzyna, bezrobotna 50-latka bez prawa do zasiłku. Radziła sobie długi czas sama. Do pośredniaka poszła dopiero wtedy, gdy zaczęło jej brakować oszczędności i ubezpieczenie zdrowotne stało się bardzo potrzebne. Autorzy ustawy założyli chyba, że każdy, kto podpisuje umowę o dzieło, robi to z premedytacją, by nie odprowadzać składek i dostawać więcej na rękę.
Ale może właśnie dla takich jak ja - 50+ - warto zmienić te przepisy? "Gazeta" proponuje: *wprowadzenie możliwości odprowadzania składek od umowy o dzieło - na życzenie pracownika; *możliwość samodzielnego ich opłacania - bez przymusu. Szukamy sojuszników.