Z praniem na kawę i do Internetu

Lidia Majdecka
20.02.2009 , aktualizacja: 20.02.2009 11:27
A A A

Fot. Michal Lepecki / AG

Pralnie samoobsługowe, takie, jakie czasem można zobaczyć w amerykańskich filmach, to nisza na polskim rynku usług. I biznes dla cierpliwych. Na zwrot pieniędzy można liczyć dopiero po ok. dwóch latach. Na razie jednak nie ma konkurencji.
Jak zabrać się do otwarcia pralni samoobsługowej? Ile trzeba mieć pieniędzy? Odpowiedź zależy do kilku czynników, m.in. od wielkości pralni, jakości sprzętu, lokalizacji, dodatkowych atrakcji, takich jak kawiarnia czy stoisko internetowe. Można kupić kilka zwykłych pralek, wynająć pomieszczenie i minipralnia gotowa. Tyle tylko, że trudno ją nazwać profesjonalną. Jeśli klienci dopiszą, a o to przecież inwestorowi chodzi, "zwykłe" pralki szybko staną się bezużyteczne. Jeśli ma to być biznes na dłużej, trzeba zainwestować w profesjonalny sprzęt. A ten nie jest tani. - Nowa pralka to koszt od 6 tys. zł w górę - mówi Grzegorz Liwocha, dyrektor handlowy i współwłaściciel firmy Pramazut, która oferuje pralki, suszarki, wirówki, magle światowych potentatów w tej branży oraz prowadzi ich serwis.

Tajne zapiski pokładowe : Rozgrzałem się już nieco i byłem gotów na krótką wymianę zdań, która pozwoliłaby mi nastawić Cooka jak przedwojenny zegarek. Ale Cook tylko patrzył na mnie. Wziął macha, potem drugiego. Kurna. Wie jak mnie zmiękczyć.



PePe i Frania Cafe

Ewa Partyka i Michał Pawlicki, studenci i właściciele dwóch pralni PePe w Krakowie, półtora roku temu otworzyli pierwszą z nich. - Nie mieliśmy za dużo pieniędzy, ale sporo zapału - opowiada Ewa Partyka. - Przez pierwsze pół roku nie było klientów - przyznaje. W tamtej pralni zawsze była jakaś osoba na miejscu, która mogła pomóc i pilnowała "biznesu" - mówi. W Polsce takich pralni jest kilkanaście. W lipcu 2007 r. na pomysł otwarcia kawiarni i pralni samoobsługowej w jednym lokalu wpadła również studentka Aleksandra Radwańska. Szukała w Krakowie miejsca, gdzie mogłaby wyprać swoje rzeczy i okazało się, że takiego nie ma. W podobnej sytuacji było wielu znajomych. Udało jej się wynająć 50-metrowy lokal w jednaj z uliczek Starego Miasta i tam stworzyć przytulne miejsce. - We Frania Cafe są cztery pralki. Na pralki i suszarki wystarczyłoby nawet 20 m2. W naszym przypadku potrzebne też było miejsce na stoliki, kanapy, stoisko komputerowe - mówi właścicielka Frania Cafe.

Druga pod tym samym szyldem

Dwa miesiące temu właściciele pralni PePe otworzyli drugą, w pełni samoobsługową pralnię w Krakowie. - Nie ma tu nikogo do pomocy i obsługi pralek - mówią. Klient wchodzi, wrzuca żetony i wstawia pranie. Czekając, może skorzystać z Internetu i wypić kawę. - W ten sposób pozbywamy się miesięcznych kosztów utrzymania pracownika. Ale na początku trzeba zainwestować w porządny system ochrony - twierdzą właściciele. Mają podgląd na to, co dzieje się w pralni. - To pierwsza w Polsce w pełni samoobsługowa pralnia - zaznaczają. Posiadanie takiej pralni to praca mało stresująca i - jak twierdzą rozmówcy - przynosząca satysfakcję. - Poranek zaczynamy od otworzenia pralni i mamy cały dzień do swojej dyspozycji - mówi Ewa Partyka. Wymaga to oczywiście dużo samodyscypliny, bo prowadzenie firmy pochłania trochę czasu.

Pralnia jak z amerykańskich filmów

Biznes nie jest tani. Na założenie pralni z dziesięcioma pralkami potrzeba ok. 250 tys. zł. Główne koszty to remont lokalu, odpowiednie instalacje, system zarządzania samoobsługą, systemy wentylacji itp. Aleksandra Radwańska pralnię Frania Cafe urządzała z pomocą znajomych, właścicieli sklepu "Miejsce", w którym można kupić wyposażenia sprzed kilkudziesięciu lat. Dzięki temu udało jej się w kawiarni stworzyć klimat lat 60. Żeby otworzyć taki biznes, trzeba mieć od 150 do 200 tys. zł - mówi Radwańska. - Poszukiwanie odpowiedniego lokalu, jego przystosowanie, wymiana instalacji, spełnienie wymagań sanepidu ze względu na kawiarnię itp. zajęło prawie rok - przyznaje. Na razie pracują wspólnie z mężem, ale mają nadzieję w przyszłości zatrudniać pracowników. Oczywiście można pralnię stworzyć za mniejsze pieniądze, ale - jak twierdzą właściciele PePe - i tak w ciągu roku trzeba wydać drugie tyle na poprawki. - Przy pierwszej pralni z siedmioma pralkami i dwiema suszarkami nie mieliśmy wystarczających środków. Zainwestowaliśmy ok. 100 tys. zł. A później przez rok wychodziły wszelkie niedoróbki - wspominają. - Popełniliśmy mnóstwo błędów - przyznaje Ewa Partyka. Teraz swoim doświadczeniem chcą dzielić się z innymi. Od początku myśleli o stworzeniu systemu franczyzy. Niebawem w stolicy ma ruszyć pierwsza pralnia w ramach franczyzy pod szyldem PePe. - Pomoc franczyzodawcy eliminuje niepotrzebne błędy - zapewnia Partyka. Sami cały czas dostosowują swoje pralnie do potrzeb klientów. - Już teraz klienci zagraniczni nie mogą wyjść z podziwu, jakie w Polsce są piękne i czyste pralnie. Chcemy, aby w naszym kraju powstały najlepsze pralnie samoobsługowe - planuje.

Dla studenta i cudzoziemca

Właściciele pralni swoją ofertę kierują głównie do studentów, singli, cudzoziemców. Młodzi inwestorzy wiedzą, jak zachęcić klienta do prania u nich i sprawić, żeby pożyteczne połączyć z przyjemnym. Oferują kawiarnię albo dostęp do Internetu. Mają własne strony internetowe, aktualizowane na bieżąco, informujące o promocjach, godzinach otwarcia, np. w takie szczególne dni jak sylwester. Za jedno pranie 6-10 kg z suszeniem trzeba zapłacić od 13 do 16 zł. We Frania Cafe piorący mogą skorzystać bezpłatnie z dostępu do Internetu. W PePe za tę usługę płaci się 2 zł. Żeby jednak trafić do klienta, do którego ta oferta jest kierowana, trzeba jak najlepiej wybrać lokalizację, blisko akademików albo w centrum miasta.

A może pożyczyć?

Ci, których nie stać na zakup profesjonalnych pralek, mogą je wypożyczyć. Taką ofertę ma firma Pramazut. Przy takim rozwiązaniu co miesiąc za wynajem zapłacimy ok. 700-800 zł. Odchodzi więc na początek jednorazowy koszt zakupu sprzętu, ale koszty remontu, przystosowania lokalu i systemu ochrony i tak pochłoną ok. 100 tys. zł. Miesięczne wydatki na utrzymanie pralni, w tym opłaty za wodę, prąd, utrzymanie urządzeń itp. oscylują w graniach 6-7 tys. zł. Rozmówcy nie chcą mówić o zarobkach. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że zarobki miesięczne w zależności od wielkości pralni przekraczają średnią krajową i oscylują w granicach od 3 do 8 tys. zł na czysto. Chociaż to całkiem nowa branża, więc trudno o dokładne dane.

Trudny rynek z przyszłością?

Pralnie nie sprawdzą się w małych miasteczkach. Target, do którego chcą trafić właściciele, znajduje się w dużych miastach. Pralnie samoobsługowe to u nas nowość, dlatego rynek nie jest łatwy. - Mentalność Polaków jednak się zmienia. Może za jakiś czas ludzie zaczną nosić pranie do pralni i ta branża rozkwitnie - zastanawia się Liwocha. Na razie to biznes dla odważnych. W Polsce ci przedsiębiorcy, którzy decydują się na otworzenie pralni, muszą liczyć się z ryzykiem bycia pionierem na rynku - mówi Partyka. Czy u nas taki amerykański wzór ma szanse powodzenia? Właściciele PePe twierdzą, że tak. Jak niedawno donosiły polskie media, amerykańska firma, będąca światowym producentem maszyn pralniczych zamierza w Polsce uruchomić sieć samoobsługowych serwisów pralniczych, tzw. landromatów. Czyżby ktoś z dalekiej Ameryki dostrzegł niszę na polskim rynku?



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX