Niepełnosprawni na wylocie

Anna Twardowska, Aleksandra Lewińska
02.03.2009 , aktualizacja: 02.03.2009 11:32
A A A

Fot. Jarosław Kubalski / AG

Kryzys finansowy uderza w zakłady pracy chronionej. Spada liczba zamówień, zaczynają się zwolnienia, a na dodatek państwo daje mniej pieniędzy na zatrudnianie niepełnosprawnych.
Dlatego właśnie o posadę drży Zenon Wodziński, który od 20 lat pracuje w bydgoskiej Spółdzielni Niewidomych "Gryf" produkującej szczotki, pędzle, worki foliowe, pinezki, spinacze. Jest słabowidzący, choruje na cukrzycę. - Co chwilę docierają do nas niepokojące informacje: a to, że zamówienia lecą na łeb na szyję, a to, że szef dostaje mniej pieniędzy na zatrudnianie nas. Boimy się - mówi pan Zenon. - Żyjemy w stresie: co będzie dalej? Jeśli stąd nas zwolnią, to kto nas zatrudni? Stanisław Patyk, szef "Gryfa", rozkłada ręce: - Mamy już kryzys, spadają zamówienia od borykających się z poważnymi problemami gigantów jak Huta Szkła "Irena" - mówi. - Zwalniać nie mogę, bo spółdzielnia padnie. Nie wiem, co robić. A na dodatek wzrosły koszty zatrudnienia niepełnosprawnych, bo w styczniu zmieniły się przepisy. Zostały dostosowane do tych obowiązujących w UE. Teraz pracodawcy dostają niższe dofinansowanie do każdego zatrudnionego niepełnosprawnego - maksymalnie 75-proc. Z własnej kieszeni muszą wyłożyć resztę. I przestało im się to opłacać. - Zatrudniam 96 niepełnosprawnych i do każdego z nich teraz dokładam - mówi Patyk.

W Polsce ponad 2,5 mln osób w wieku produkcyjnym to niepełnosprawni. Tylko co piąty z nich ma zajęcie. W listopadzie w zakładach pracy chronionej pracowało ponad 192 tys. W zwykłych firmach ponad 132 tys. Od stycznia liczba pracujących niepełnosprawnych topnieje. Dla firmy każdy niewidomy, upośledzony, cierpiący na epilepsję to obciążenie. Taki pracownik pracuje krócej, maksymalnie siedem godzin dziennie, ma prawo do dłuższych urlopów, częściej bywa na zwolnieniu lekarskim. Nie przynosi dużego zysku dla firmy, ale dotąd nie generował też strat. Teraz to się zmieniło. Stanisław Patyk nie może już liczyć na 100-procentowy zwrot kosztów zatrudnienia niepełnosprawnego z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Jerzy Deja z Polskiego Związku Niewidomych z tego powodu zwolnił w grudniu cztery osoby. - Już wtedy obawiałem się, że zmiana przepisów doprowadzi do tego, że nie będzie nas stać na utrzymanie wszystkich pracowników - mówi. Magdalena Słonecka z Polskiej Organizacji Pracodawców Osób Niepełnosprawnych przyznaje, że pracodawcy zwalniają, bo kierują się rachunkiem ekonomicznym: - Jeśli do niepełnosprawnych muszą dokładać, to bardziej opłaca im się zwolnić czterech, a na ich miejsce zatrudnić jedną zdrową osobę. Taka będzie mogła pracować w nadgodzinach, będzie bardziej wydajna. Najbardziej zagrożone są miejsca pracy w zakładach chronionych. To takie, w których co najmniej 40 proc. personelu stanowią osoby niepełnosprawne. W całym kraju działa ich ponad 2,2 tys. W Kujawsko-Pomorskiem - ok. 200 zakładów pracy chronionej. Trzy z nich ostatnio zrezygnowały z tego statusu. Tak zrobił toruński zakład Eldorado produkujący odzież męską. Zwalnia niepełnosprawnych i zatrudnia zdrowych.

W Łódzkiem kilka już mówi o plajcie. - Przychodzą już do mnie pierwsi zwolnieni. Wiem, że w kilku zakładach pracy chronionej już mówi się o groźbie rychłej upadłości - mówi Marta Brzeska z łódzkiego oddziału POPON-u. Nowych ofert pracy dla niepełnosprawnych nie ma, a jeszcze jesienią było po kilkadziesiąt miesięcznie. W bydgoskim biurze POPON-u w styczniu były tylko dwie: dla operatorów CNC i operatorów logistyków. W Łodzi - o dwie trzecie mniej niż w grudniu. Za to poszukujących pracy jest dwukrotnie więcej niż pod koniec zeszłego roku. W styczniu w pośredniaku zarejestrowało się 154 niepełnosprawnych. Barbara Grabowska, szefowa bydgoskiego PUP: - Bezrobocie wśród inwalidów rośnie od listopada, podobnie jak wśród zdrowych. Ale im będzie najtrudniej znaleźć zatrudnienie. Gdy zakłady pracy chronionej dostawały wysokie dofinansowanie, naturalnie akceptowały wszystkie obowiązki wobec niepełnosprawnych pracowników: krótszy czas pracy, przerwy na rehabilitację. Niestety, na otwartym rynku te osoby są na straconej pozycji.

Monika Tykarska, wiceprezes zarządu POPON-u: - Na zakłady pracy chronionej spadły dwa ciosy jednocześnie: niekorzystne przepisy i kryzys finansowy. Nie wszystkie z tego wyjdą. A mogliśmy tego uniknąć. Rząd nie zareagował w porę. Przecież mogliśmy odsunąć dostosowywanie naszych przepisów do unijnych na czasy lepszej koniunktury gospodarczej. Tykarska twierdzi, że kryzys grozi upadłością spółdzielni inwalidów. - Są mało konkurencyjne. Gdy wyprodukują tysiąc szlafroków, dwieście wraca do poprawki - mówi. - Nie poradzą sobie na otwartym rynku.

Sprawdź ofertę staży i praktyk



Zobacz także
Skomentuj:
Zaloguj się lub komentuj jako gość

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX