Czary-mary odchodzą w niepamięć?

Karolina Przewrocka
10.03.2009 , aktualizacja: 10.03.2009 11:32
A A A
Czarny kot przynosi pecha wszystkim, bez względu na zawód

Czarny kot przynosi pecha wszystkim, bez względu na zawód (fot. Roman Jocher / AG)

Przydeptują scenariusze na szczęście, wystrzegają się tortów orzechowych, uciekają przed czarnym kotem i nie przechodzą pod drabiną. Chociaż nie wierzą w zgubne skutki nieprzestrzegania zawodowych przesądów, nie zapominają o nich - "na wszelki wypadek".
Marek dobrze pamięta słowa, które 30 lat temu powtarzali starzy marynarze: nie wpuszczaj baby na pokład, bo przyniesie ci pecha. A dzisiaj? - I babę armator wpuści, i statek wyprowadzi z portu w piątek trzynastego, albo w prima aprillis. Pechowość daty nie gra roli, jeśli właściciel statku ma ją zapisaną w planie, z którego musi się wywiązać - mówi Marek Zalewski, mechanik okrętowy. Jego zdaniem era przesądów dawno minęła, a na martwienie się, by nie podpaść złemu, nikt już dzisiaj nie ma czasu. Lidia Jazgar wyróżnia się na tle krakowskich artystów. Nie przydeptuje scenariusza, który upadł jej na podłogę, nie denerwuje na widok czarnego kota. - Nie wierzę w sceniczne przesądy, ale w siłę pozytywnego myślenia. W trudnej sytuacji po prostu mówię sobie: wszystko będzie dobrze - uśmiecha się Jazgar. Aktor Michał Żebrowski przegląda poranną gazetę i nie dziwią go najświeższe doniesienia z Rosji. Nie zgadza się z końcem ery czarów, bo uważa, że magia to ważny element życia w czasach kryzysu i niepewności. - Jak inaczej rozumieć popularność kontrowersyjnego rosyjskiego hipnotyzera, Anatolija Kaszpirowskiego? Gdyby ludzie nie potrzebowali takiego wsparcia, nie proponowano by mu poprowadzenia show w telewizji - komentuje Żebrowski.

Zdaniem kulturoznawców zawodowe przesądy zanikają, bo żyjemy w czasach, w których sacrum łatwo wypłukuje się z codzienności. Według psychologów nawet zagłuszane przesądy nigdy nie stracą na wartości. Są dla nas ważne, bo uczynienie magicznego gestu w trudnej sytuacji obniża lęk i daje poczucie, że szczęście w pełni zależy od nas.

Trumna, puder i gwóźdź

Joanna Szczepkowska zamarła, gdy debiutujący tego dnia młody aktor przyniósł w ramach poczęstunku tort z orzechami. - Byłam zaskoczona - przecież orzechy w dniu spektaklu przynoszą aktorowi pecha! - opowiada Szczepkowska, i od razu dodaje: - Ta zasada ma bardzo praktyczne odzwierciedlenie: wprawiony aktor wie, że orzechy drażnią gardło i nie wolno ich jeść przed występem - tłumaczy aktorka. Magia jest dla niej istotą teatru, a elementem tej magii jest emocjonalna więź z tradycją. - Jeśli tradycja podaje, że przed spektaklem powinniśmy wystrzegać się rozsypanego pudru, to wcale nie oznacza, że w razie jego rozsypania natychmiast wpadamy w panikę przed rozwiązaniem się roli albo niechcianym romansem ze scenicznym partnerem. Chodzi o pewną ogólną aurę, obyczaje charakterystyczne tylko dla grupy aktorów, które ją wyróżniają - mówi Joanna Szczepkowska. Martwi się, bo zauważa, że teatralne czary nie są dziś traktowane z należytą powagą. O czarach się opowiada, przekazuje ich tradycję z ust do ust. Czary potrzebują przestrzeni, słuchaczy i opowiadających. A dzisiaj? - Dzisiaj nie ma na to czasu: w teatrze wszyscy są zabiegani, każdy zajmuje się sobą. Młode pokolenie aktorów nie ma o magii teatru pojęcia, bo brakuje ludzi, którzy mogliby im o niej opowiedzieć - mówi aktorka.

Dla Michała Żebrowskiego szacunek do zabobonów to istotna część teatralnej tradycji. Nie toleruje więc czarnych kotów, wystrzega się pawich piór, a przed wejściem na scenę dotyka gwoździa albo innego zakrzywionego przedmiotu. Garderobianym nie pozwala na wprowadzanie poprawek do założonego już kostiumu. Jak mówi, z obawy przed "zaszyciem" pamięci i zapomnieniem tekstu przed wyjściem na scenę. Podkreśla jednak, że nie wiara popycha go do "czarów", a czysty szacunek dla teatru. - Jak pokazuje zresztą historia, przesądy nie zawsze się sprawdzają - inaczej wielu aktorów zakończyłoby swoją karierę po rolach w "Makbecie" czy "Balladynie". Kto wie zresztą, czy nie słusznie - mówi Michał Żebrowski.

Teatralni koledzy Żebrowskiego skwapliwie przydeptują kartki scenariusza, które upadły na podłogę i nie pozwalają na to, by w charakteryzacji rozsypał im się puder. Sceniczne przesądy zalecają również całowanie sceny przed wstąpieniem w szereg aktorów i wystrzeganie się udziału w spektaklach, w których jako rekwizyt pojawia się trumna. Za przynoszące pecha uważane jest w teatrze gwizdanie. Zakaz wprowadzili tam podobno sami marynarze, którzy dawno temu obsługiwali teatralne dekoracje i gwiżdżąc porozumiewali się między sobą. Należało więc zachować ciszę, by nie przeszkadzać im w pracy. Chociaż dzisiaj marynarzy w teatrze nie uświadczysz, pozostał zakaz gwizdania wśród aktorów - w obawie przed wygwizdaniem przez publiczność w czasie spektaklu.

Sprawdź ofertę staży i praktyk



Czarny piątek

Do strachu przed gwizdaniem przyznają się również górnicy, którzy na wszelki wypadek unikają go pod ziemią. Marynarzom i żaglowcom gwizdanie ma za to pomóc na pełnym morzu podczas flauty - braku wiatru. - Inaczej w przypadku motorowców: obowiązuje na nich całkowity zakaz gwizdania, żeby nie wywoływać złej pogody - mówi Marek Zalewski, mechanik okrętowy. Z tego samego względu podczas ciszy na morzu lepiej nie obcinać paznokci czy włosów. Morskie wilki przestrzegają też przed wchodzeniem na statek lewą nogą i schodzeniem z pokładu przed ciałem zmarłego. Bojaźń na statku wzbudza już zresztą sama jego obecność: trup niechybnie przyniesie pecha.

W niemal każdym zawodzie powszechna nieufność towarzyszy piątkom, zwłaszcza w trzynastym dniu miesiąca, oraz pierwszemu kwietnia. Nawet z reguły nieprzesądni politycy wstrzymują się w tych dniach od podejmowania ważnych decyzji. Poseł PSL, Eugeniusz Kłopotek: - Zdarzyło mi się stanąć przed Trybunałem Konstytucyjnym w piątek trzynastego - nie powiodło mi się wówczas tak bardzo, że zastanawiałem się później, czy w tym przesądzie nie ma odrobiny prawdy.

Na piątek uważają też budowlańcy. - Zasada jest taka, że nie zaczynamy wtedy robót i nie podpisujemy ważnych dokumentów. W praktyce to wygląda różnie, bo wiadomo, że jeśli jest termin, to trzeba się go trzymać niezależnie od przesądów - mruga okiem Jacek, inżynier budownictwa z Krakowa. Jednak na wszelki wypadek - zgodnie z budowlanymi przesądami - nie wymienia kart w dziennikach budowy i nie przechodzi pod drabiną. Zresztą nie on jeden.

- Przechodzenie pod drabiną przynosi pecha, dlatego kominiarze szczególnie powinni na nią uważać - mówi Piotr Pacyna, rzecznik prasowy Korporacji Kominiarzy Polskich. Zastanawia się jednak, czy to przesąd, czy tylko zdrowy rozsądek, bo przechodzenia pod drabiną zabraniają zwykłe warunki bezpieczeństwa. - Kominiarze raczej nie przywiązują wagi do przesądów. Wystarczy, że sami padają jego "ofiarą" za każdym razem, gdy ktoś pociągnie ich za guzik - śmieje się Pacyna.

Antidotum na lęk

Historyk kultury i etnolog, profesor Piotr Kowalski z Uniwersytetu Jagiellońskiego, broni magicznych właściwości drabiny i dziwi się, jak łatwo można zracjonalizować przesąd. - Drabina jest formą drogi, "obszarem przejścia" bez przynależności do jakiegoś określonego punktu. Znajdująca się pod nią osoba jest narażona na "stan zawieszenia" między dwoma stanami. W dodatku przechodzenie pod czymś było niezbezpiecznym gestem zamykania, blokowaniem jakichkolwiek przemian. To dlatego zakazywano przechodzenia pod nią w wielu zawodach, a szczególne zagrożenie stanowiła dla kobiet w ciąży i ich dzieci - mówi entolog. Możemy nie przywiązywać wagi do przesądów - nie oznacza to jednak, że nie będziemy poddawać się im podświadomie. Jak tłumaczy znawca, przesąd - najogólniej tłumaczony jako działanie nie odpowiadające aktualnemu stanowi wiedzy - pełni funkcję ochronną, a jego kultywowanie daje poczucie pełnej kontroli nad zdarzeniami. W Oświeceniu "przesądami" nazywano wymysły "ciemnego ludu", by wykazać jego głupotę i brak obeznania z wiedzą. Przesądy były ludową odpowiedzią na potrzebę uporządkowania i zrozumienia świata. Echo tamtej tradycji Kowalski dostrzega w naszych codziennych działaniach. - Dawnej dobierano pokarm według kolorów, a dzisiaj kupujemy masło lub margarynę w zależności od tego, co aktualnie uważa się za najzdrowsze. Podobnie z wodą mineralną: ilu z nas potrafiłoby wyjaśnić znaczenie rzędów cyferek i enigmatycznych nazw na etykiecie butelki? Ich magiczne brzmienie i ogólne zapewnienie, że "woda jest zdrowa" podtrzymuje nas na duchu - wierzymy, że kupując wodę, będziemy zdrowi i wiecznie młodzi - uważa profesor Piotr Kowalski. Udowadnia, że dzisiejsze przesądy wynikają z nadmiernej ufności w to, co "potwierdzone naukowo", oraz w to, co mówią reklamy. - Dla kogoś, kto sam nie umie oszacować wartości zakupu, magiczne słowo "zdrowe" jest kluczem do zupełnie racjonalnego wyboru - mówi profesor.

Psycholog Elżbieta Sołtys zauważa pozytywny wpływ przesądów na psychikę. Jej zdaniem przesądy obniżają napięcie i lęk i dają złudzenie stabilnego punktu oparcia. Z tego względu mnóstwo osób chodzi do wróżek, chociaż nie wypada im mówić o tym głośno. - Pójście do wróżki lub uczynienie magicznego gestu daje poczucie, że szczęście zależy od nas. Im wyższy poziom niepewności, tym większa potrzeba zrobienia czegoś, co przekona je, że na pewno wszystko się uda. Ta "metoda na strach" nasila się w czasie kryzysu - mówi Elżbieta Sołtys.



Zobacz także