Bo gdy nowo powstała firma upadnie, dotacje trzeba zwracać. A przyznający środki starostowie zadbali o to, by ułatwić sobie ich windykację.
Zofia z Warszawy od pięciu miesięcy jest bezrobotna - zwolniła ją agencja nieruchomości. Teraz chodzi na szkolenie dla przyszłych przedsiębiorców i chce założyć małą księgarnię dla dzieci. - Chciałam się starać o dotację z funduszy unijnych, te 18 tys. bardzo by mi się przydało. Z zasiłku dla bezrobotnych raczej nic nie oszczędzę. Ale obawiam się, że na razie nic z tego, bo nie jestem w stanie przedstawić żadnego z możliwych rodzajów zabezpieczenia.
Dotacja na rozpoczęcie działalności nie jest pomocą bezzwrotną. Kiedy i ile trzeba zwrócić urzędowi pracy? Jeżeli w ciągu roku nie zbankrutujemy, pieniądze są nasze. Ale jeśli firma upadnie w ciągu 12 miesięcy lub przedsiębiorca nie będzie potrafił wykazać podczas kontroli sprzętu, którego zakup zadeklarował, całą kwotę dotacji wraz z odsetkami trzeba będzie zwrócić do urzędu pracy. Kto otrzymał dotację w wys. 18 tys., może zwracać ponad 20 tys. - musi doliczyć odsetki ustawowe.
Urzędy pracy z kolei zapewniają, że bardzo niewielu bezrobotnych musi zwracać pieniądze. Ale i tak zabezpieczenie zwrotu w wysokości 35 tys. zł muszą mieć.
Jakiego zabezpieczenia oczekują urzędy pracy? Nowe warunki i tryb przyznawania bezrobotnym środków na podjęcie działalności gospodarczej określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Społecznej ze stycznia.
Poręczenie majątkowe na trzy lata co najmniej dwóch osób posiadających stałe źródło dochodów do 1,8 tys. zł brutto miesięcznie. Musi być ono podpisane także przez współmałżonków poręczycieli.
Weksel poręczony dwoma podpisami osób spełniających takie same jak wyżej warunki.
Gwarancja bankowa do kwoty 25 tys. zł na trzy lata od dnia podpisania umowy.
Trzyletnia blokada rachunku bankowego do kwoty 35 tys. zł.
Akt notarialny - zgoda bezrobotnego - dłużnika na przejęcie majątku zakupionego z dotacji. Dotąd była to najczęściej wykorzystywana przez bezrobotnych forma zabezpieczenia. Ale minister pracy określa jedynie zestaw dopuszczalnych form zabezpieczenia zwrotu dotacji. Wybór i szczegółowe warunki zabezpieczeń pozostają w gestii starostów.
I tu zaczyna się problem. Do początku tego roku większość powiatowych urzędów pracy zadowalała się podpisanym przez bezrobotnego aktem notarialnym o poddaniu się egzekucji przez bezrobotnego. W wypadku konieczności zwrotu dotacji umożliwiało to przejęcie majątku zakupionego z dotacji. Ale od początku tego roku zwiększyła się kwota, o jaką mogą ubiegać się bezrobotni (teraz wynosi maksymalnie sześciokrotność przeciętnego wynagrodzenia, czyli 18 tys. zł). To spowodowało, że wiele urzędów pracy wprowadziło nowe warunki zabezpieczeń, dużo trudniejsze do spełnienia.
Np. w warszawskim urzędzie pracy nie ma już możliwości zabezpieczenia zwrotu aktem notarialnym. - Mam do wyboru poręczenie majątkowe dokonane przez dwóch żyrantów zarabiających co najmniej 1700 zł brutto, gwarancję bankową albo blokadę rachunku bankowego - opowiada Zofia. - Bank nie udzieli mi gwarancji, bo nie mam tam żadnych pieniędzy. Na rachunku bankowym nie mam i nigdy nie miałam 35 tys. zł. A żyrantów nawet nie chcę szukać. Mamy z mężem długi do spłacenia, poza tym wiem, że teraz prawie każdy bierze albo chce wziąć pożyczkę. A jak ktoś będzie moim żyrantem, to zawsze będzie miał na to mniejsze szanse. Dlatego nawet nie pytam o to ani znajomych ani rodziny. I podania o dotację na razie nie będę składać - mówi zrezygnowana.
W zeszłym roku w stołecznym urzędzie pracy rozpatrzono ponad 2 tys. wniosków. Dotacje otrzymały 522 osoby. - Urząd przeznaczył na ten cel 6 mln, 167 tys., 630 zł - mówi Ewa Ambroziewicz z działu rynku pracy PUP w Warszawie. - W tym roku na razie złożono 382 wnioski o dotacje.
Jeszcze trudniej zabezpieczyć zwrot dotacji w Poznaniu. Tamtejszy PUP proponuje bezrobotnym blokadę rachunku bankowego lub poręczenie cywilne (dwóch żyrantów zarabiających 1,7 tys. zł brutto lub trzech z pensją przynajmniej 1,5 tys. zł).
Za to w niektórych miastach bezrobotni mają lepiej. W PUP-ie w Słupsku wymagane zabezpieczenie dotacji to poręcznie jednego żyranta zarabiającego co najmniej 1,5 tys. zł netto albo podpisanie aktu notarialnego, w którym decydujemy się na dobrowolne poddanie się egzekucji. - To proste rozwiązanie - bezrobotny płaci 150 zł u notariusza i nie potrzebuje już innych specjalnych gwarancji i zabezpieczeń - mówi Marcin Horbowy z PUP w Słupsku. - Inne warunki byłyby zaporowe, a u nas ostatnio z pracą jest bardzo kiepsko. Dlatego dużo osób stara się o dotacje i je dostaje - w zeszłym roku ponad 400 osób. Pieniądze zwracało tylko dwóch bezrobotnych.
- Ludzie widzą, że padają firmy, jak trudno jest wejść na rynek. Trzeba mieć dużo zaufania do kogoś, kto prosi o poręczenie. Starałem się załatwić to w rodzinie, ale wiele osób nie ma takich możliwości - mówi Marek. Jego zdaniem staranie się o dotacje to niełatwa sprawa, bo warunki są tak postawione, by niezbyt wiele osób mogło przez nie przebrnąć. W zeszłym roku dziewczyna Marka otrzymała pieniądze. - Ale warunki zabezpieczenia ich zwrotu były łatwiejsze do spełnienia.
Co na to resort pracy? - Obowiązek przedłożenia zabezpieczenia zwrotu otrzymanej przez bezrobotnego dotacji może być istotnym utrudnieniem dla niektórych osób. Jednak z drugiej strony są to środki publiczne, a starosta jest odpowiedzialny za właściwe ich wydatkowanie - twierdzą w resorcie.
Urzędy pracy zapewniają, że bardzo niewielu bezrobotnych musi zwracać pieniądze. - Dlaczego w takim razie starostowie wybierają te trudniejsze do spełnienia warunki? - pyta Marek. - Przecież dotacja powinna być dla ludzi.
