Ze względu na pogłębiający się kryzys gospodarki światowej, a w konsekwencji pogorszenie perspektyw rozwoju polskiej gospodarki i sektora bankowego w 2009 r., nastąpi zmniejszenie zatrudnienia w polskim sektorze bankowym o około 10 tys. osób - napisała kilka dni temu w opublikowanym raporcie Komisja Nadzoru Finansowego.
Według serwisu Parkiet.com w instytucjach finansowych zmniejszenie liczby zatrudnionych osób jest jednym z najprostszych sposobów na poprawienie efektywności, gdyż wydatki na pracowników stanowią zwykle około połowy całkowitych kosztów działania. W drugiej połowie minionego roku dało się zauważyć wyraźną dysproporcję w tempie wzrostu przychodów ogółem i wydatków osobowych. Przychody w bankach po raz pierwszy od dwóch lat uległy tak wyraźnemu pomniejszeniu, natomiast koszty osobowe rosły w tempie niewiele mniejszym niż w poprzednich kwartałach.
Sytuacja ta jednak nie dotyczy tylko
sektora bankowego. Jak informuje Gazeta Wyborcza, w największych polskich stoczniach produkcyjnych - Stoczni Gdynia oraz Stoczni Szczecińskiej - do maja pracę straci 8 tys.osób. Masowe zwolnienia zapowiada również LOT i Netia. Około sto firm, które inwestują w specjalnych strefach ekonomicznych zgłosiło na początku kwietnia do Departamentu Instrumentów Wsparcia zamiar zwolnień. Brak zamówień uniemożliwia im utrzymanie tylu miejsc pracy. Niska rentowność to podstawowa przyczyna decyzji o masowych redukcjach.
Zwolnienia nie omijają również zarząduTyle, że w tym przypadku stają się polem do nadużyć. Regułą staje się, że członkowie zarządów fundują sobie bardzo wysokie odprawy, nie patrząc na kondycję finansową firmy i fakt, że to właśnie ich działalność w dużej części doprowadziła firmę na skraj bankructwa. Taką praktykę umożliwiają zarówno umowy o pracę jak i uchwały zarządów jednostek gospodarczych.
Kilkudziesięciu pracowników Spółdzielczej Kasy Oszczędnościowo-Kredytowej "Kopernik" w Ornontowicach na Śląsku od dwóch tygodni pikietuje pod siedzibą kasy. Protestują przeciwko zapowiedzianej redukcji 150 zatrudnień oraz przeciwko działalności zarządu komisarycznego. Powodem wprowadzenia zarządu komisarycznego kilka miesięcy temu były nieprawidłowości w działaniu kasy. Jakie? Chodziło m.in. o to, że czterech członków zarządu zapewniło sobie w umowach wysokie odprawy na wypadek zwolnienia (łącznie ponad 6 mln. zł.).
O równie interesującej sytuacji informuje rzeszowska Gazeta Wyborcza. Tydzień temu syndyk zwolnił zarząd Krośnieńskich Hut Szkła. Mimo obowiązującego trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia członkowie zarządu nie wykonywali już żadnej pracy (postawione w stan likwidacji KHS nie mogły podejmować żadnych decyzji ani prowadzić rozmów z wierzycielami) lecz nadal korzystali z samochodów służbowych. Taka sytuacja, w opinii Marka Leszczaka, syndyka KHS, była niedopuszczalna. Zwłaszcza, że były zarząd miał podpisane bardzo korzystne umowy gwarantujące nie tylko wysokie odprawy, lecz również odszkodowania za zakaz pracy u konkurencji. "Ostatnie wynagrodzenie" w przypadku niektórych osób wyniesie równowartość 10-letnich zarobków hutników. Nie można również zapomnieć o wysokich premiach oraz nagrodach za zawarcie ugód z wierzycielami.
Podobne praktyki można zaobserwować w działalności samorządów, gdzie pod postacią "nagród" dokonuje się niesprawiedliwej redystrybucji dochodów miast, czy gmin.
Do chwili obecnej, poza ustawą "kominową" w samorządach, nie udało się uporać z problemem podobnych nadużyć.
Dziwi postawa organów ścigania w sytuacji, gdy w sposób jawny, pod postacią umów, dokonuje się działań na niekorzyść spółek. Czy większość tych zachowań nie stanowi tzw. "przestępstw białych kołnierzyków"? Pytanie pozostaje otwarte. Być może nowy Minister Sprawiedliwości więcej uwagi poświęci temu problemowi.