Dwa miesiące temu na łamach prasy pojawiły się informacje o odebraniu części pracowników Banku Millenium premii za sprzedaż produktów finansowych. Pracownicy natychmiast zarzucili bankowi oszustwo oraz próbę oszczędzania ich kosztem. Likwidacja premii okazała się jedynie początkiem trudnej doli bankowców - zaraz po tym pojawiły się pierwsze zwolnienia. Bank tłumaczył swoje decyzje wynikami audytu, który ujawnił niską jakość realizowanej sprzedaży oraz dużą liczbę nieaktywnych kart kredytowych. Skąd takie wyniki?
Jak dowiedziała się Gazeta Wyborcza, w ostatnich latach prezesi banku wypłacali sobie milionowe gaże, a pracownicy otrzymywali sowite premie. Sytuacja uległa zmianie dopiero w chwili nadejścia kryzysu finansowego, który wymógł na bankach cięcie kosztów. Audyt w Banku Millenium wykrył liczne nadużycia. Do najpoważniejszych z nich należało zakładanie fikcyjnych kont na dane nieboszczyków, zakładanie kart członkom rodziny, znajomym oraz kolegom z pracy. Po udanych wynikach sprzedaży pracownicy ustawiali się w kolejce po premie.
Celem tych działań była realizacja nierealnych w dobie kryzysu planów sprzedaży. Premie za kombinowanie "tonęły" w bilansie banku, który zarabiał kilkaset milionów złotych rocznie. Na takich działaniach ucierpiały również relacje z klientem. Presja dobrych wyników powoduje naciski w hierarchii pracowników, w której na samym dole jest właśnie szeregowych pracownik pragnący wykazać się skutecznością. Namawiają więc na mało atrakcyjne lokaty. Lub wymyślają inne, jak się okazuje nieco kontrowersyjne, rozwiązania.