Rozmowa z minister pracy i polityki społecznej

Rozmawiały Grażyna Borkowska i Katarzyna Pawłowska-Salińska
2009-05-25, ostatnia aktualizacja 2009-05-25 15:10


Fot. Wojciech Olkuśnik / AG
ZOBACZ TAKŻE
Ilu pani znajomych w ostatnich miesiącach zwolniono albo zmniejszono im wymiar czasu pracy lub nie wypłacono pensji?

Jolanta Fedak: Nie ma ich aż tak wielu - to głównie mieszkańcy województwa lubuskiego, z którego pochodzę i gdzie o pracę jest bardzo trudno. Wśród moich sąsiadów czy znajomych są osoby, które, niestety, ostatnio straciły pracę. Ale są też tacy, którzy od wiosny pracę znaleźli. Jedną z cech polskiego bezrobocia jest sezonowość - na to wskazują wszystkie nasze dane. Co roku bezrobocie wzrasta w okresie zimowym w budownictwie, leśnictwie, rolnictwie czy turystyce. Na wiosnę ludzie wracają do pracy. Problem z sezonowością zatrudnienia w jakimś stopniu mógłby złagodzić system elastycznego czasu pracy. Dziś urzędy pracy muszą osoby pracujące sezonowo "przetrzymać" przez trzy miesiące zimowego bezrobocia.

A co pani radzi osobom, które tracą pracę? Zarejestrować się w urzędzie pracy, założyć firmę, a może wyjechać z kraju?

- Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że pracę w pierwszej kolejności tracą osoby zatrudnione na czas określony. Potem pracownicy branż sezonowych, a później osoby, które mają stosunkowo niskie kwalifikacje albo niedostosowane do rynku pracy. Wszystkim radzę zdobywać dodatkowe umiejętności i cały czas się dokształcać. Zachęcam też do zakładania własnej działalności gospodarczej.

Gdzie szukać szkoleń, kursów i pomocy przy zakładaniu firmy?

- W urzędach pracy. W kwietniu podjęłam decyzję o uruchomieniu z Funduszu Pracy środków, które znajdują się w tak zwanej rezerwie ministra. Przeznaczyłam:

  • 220 mln zł na programy i działania na rzecz osób bezrobotnych, zwolnionych z pracy z przyczyn niedotyczących pracowników, związanych z trudnościami gospodarczymi lub niewypłacalnością pracodawcy w warunkach kryzysu finansowego;

  • 80 mln zł na programy zwiększające aktywność zawodową osób w wieku do 30 lat;

  • 60 mln zł na realizację programów zwiększających aktywność zawodową osób w wieku 45/50 plus;

  • 50 mln zł na realizację programów związanych z rozwojem małej i średniej przedsiębiorczości;

  • 14 mln zł na programy związane z aktywizacją bezrobotnych na terenach, na których miały miejsce klęski żywiołowe oraz inne zdarzenia nieprzewidywalne;

  • 5 mln zł na programy pilotażowe;

  • 45 mln zł na dofinansowanie tworzenia centrów aktywizacji zawodowej będących wyspecjalizowanymi komórkami organizacyjnymi powiatowego urzędu pracy, które realizują zadania w zakresie usług rynku pracy oraz instrumentów rynku pracy oraz lokalnych punktów informacyjno-konsultacyjnych w gminach.

    Największą popularnością cieszył się program związany z zakładaniem własnej działalności gospodarczej. Wpłynęło dwa i pół razy więcej wniosków, niż mieliśmy pieniędzy. Dlatego przesunęliśmy do niego część funduszy z pierwszego programu.

    Czyli pieniędzy dla firm nie zabraknie?

    - Nie, nie zabraknie. W wynegocjowanym właśnie pakiecie antykryzysowym znalazło się rozwiązanie dla dużych firm. Jeśli stracą czasowo zamówienia, to dostaną dotacje na utrzymanie miejsc pracy. Dla małych natomiast chcemy zarezerwować pieniądze na tworzenie miejsc pracy i samozatrudnienie.

    Dlaczego tak długo trwały rozmowy o pakiecie antykryzysowym? Co przeszkadzało?

    - Nie jest prosto prowadzić dialog ze stroną społeczną. Związki zawodowe i pracodawcy prowadzili dialog autonomiczny, strona rządowa zgodnie z umową czekała na wyniki rozmów. Przy opracowywaniu rozwiązań braliśmy pod uwagę dwa czynniki: jak nadmiernie nie zaburzyć konkurencji na rynku pracy, a jednocześnie dostosować oczekiwania przedsiębiorstw do możliwości budżetowych. Budżet nie jest konstrukcją abstrakcyjną - składa się też z podatków przedsiębiorstw. Dlatego musieliśmy się razem zastanowić, jaką część tych wspólnych podatków możemy przeznaczyć na przeciwdziałanie skutkom kryzysu. A do tego pracodawcy i związkowcy szukali kompromisu w prawie każdej kwestii, np. jaka może być maksymalna długość umowy na czas określony. Pracodawcy proponowali 36 miesięcy, a związkowcy - półtora roku.

    Pakiet musi się rozbijać o takie szczegóły?

    - Realizacja całego pakietu wymaga zmiany kilkunastu ustaw, a ich nie pisze się w jeden dzień. Chcemy uzyskać jak największy społeczny konsensus, w tym również opozycji i pana prezydenta. Podczas negocjacji w zasadzie byłam wielką optymistką, ale w momentach, gdy związki zawodowe zarzucały mi brak dialogu, czarno to widziałam. Prowadzenie dialogu nie polega przecież na tym, że realizujemy propozycje jednej strony. Rozmawiałam z marszałkiem Sejmu Bronisławem Komorowskim, że jeśli 15 maja uda się uzyskać akceptację związków zawodowych, to przyjęcie pakietu pójdzie szybko. Trzeba pamiętać, że ustawy muszą być przyzwoicie napisane, bo co nagle, to po diable.

  • A może pakiet antykryzysowy trzeba było wprowadzić w przyspieszonym trybie? I na jakiś czas?

    - Oczywiście, podczas kryzysu trzeba myśleć o rozwiązaniach epizodycznych. Ale nawet ustawy epizodyczne muszą być przemyślane i dobrze napisane, aby były skuteczne. Najlepsze rozwiązania dotyczące rynku pracy mogą być wynegocjowane tylko na poziomie przedsiębiorstwa. Dlatego tak ważne jest stanowisko wypracowane w Komisji Trójstronnej. Uważam, że u nas za mało jest układów zbiorowych, za mało porozumień na poziomie zakładu pracy bezpośrednio między pracodawcą a pracownikiem. Już dziś w ramach obowiązującego prawa niektórzy pracodawcy dogadują się z pracownikami, kiedy i ile będą pracować, bo np. nie ma zamówień. Oczekiwanie, że wszystko musi być zapisane w kodeksie pracy i rozwiązane centralnie, nie zawsze jest słuszne. To po pierwsze. Po - drugie - nawet w czasach kryzysu musimy myśleć o rozwiązaniach długofalowych, aby być lepiej przygotowanym na trudne czasy.

    A kto naciska na zapisy w kodeksie pracy?

    - Związkowcy, bo dla nich kodeks pracy to nadal ochrona przed drapieżnym kapitalizmem. Kodeks pracy chroni pracownika przed stroną silniejszą, czyli pracodawcą. Nie wszystko jednak musi być wpisane do kodeksu pracy. Nie sądzę, żeby minister pracy musiała dokładnie, z godzinami i minutami, opisywać, kto i jak ma pracować.

    Nie daj się zwolnić mimo kryzysu!



    Źródło: Gazeta Wyborcza
    • 2 komentarze
    • Drukuj
    • Kup licencję
    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      0 głosów

    • Rozmowa z minister pracy i polityki społecznej kaktuskowo 25.05.09, 19:36

      Zastanawiam się, silnie negatywnie podniecony, skąd taki dobry nastrój Jej Wysokości Minister. Po 35 latach pracy, dodam, że intensywnej, kilkoma zmianami przepisów odebrano mi możliwość »