Średnio w Polsce między utratą pracy a znalezieniem nowej mija ok. ośmiu miesięcy. W Holandii to niecałe 60 dni. Tam przywrócenie bezrobotnego na rynek pracy kosztuje 4500 zł, w Polsce - ok. 3300 zł. Jeden bezrobotny to dla budżetu państwa polskiego strata ok. 16 tys. zł rocznie z tytułu utraconych podatków i wypłacanych świadczeń. Gospodarka traci na tym jeszcze więcej - ponad 460 tys. zł rocznie w wypracowanym PKB. - Polskie służby zatrudnienia w coraz większym stopniu angażują się w programy pomocy bezrobotnym. Czynią to jednak mało efektywnie - czytamy w najnowszym raporcie o strategii rządowej "Polska 2030" opracowanym przez zespół doradców premiera Tuska. Ekspertki od lat badające polski rynek pracy i związane z Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych Ilona Gosk, Joanna Tyrowicz i Anna Sienicka opracowały projekt gruntownych zmian w systemie pośrednictwa pracy. Ich zdaniem niewydolny system uzdrowiłoby to, gdyby pomocą bezrobotnym zajęły się prywatne firmy - podobnie, jak dziś zamawia się szkolenia.
Na czym miałyby polegać zmiany? Po pierwsze, trzeba usprawnić doradztwo i pośrednictwo. Dziś te dwie podstawowe usługi rynku pracy najrzadziej są zlecane firmom zewnętrznym, bo nie można ich finansować z Funduszu Pracy, lecz jedynie z budżetów samorządowych. Gdyby to się zmieniło, mogłyby być kontraktowane częściej, a co za tym idzie - pomogłoby się większej liczbie osób. Po drugie, analiza FISE wykazała, że urzędy pracy kierują działania raczej do osób młodych, tj. do 25. roku życia. Dużo rzadziej pomagają starszym, których trudniej wprowadzić na rynek pracy. Dzieje się tak, bo w unijnych programach wspierania rynku pracy preferowane są osoby młode i krótkotrwale bezrobotne. Dlatego pieniędzy na bezrobotnych w najtrudniejszej sytuacji jest mniej. A koszty ich aktywizacji są największe. Ten problem można by rozwiązać całkowicie, przekazując aktywizację zawodową tych osób firmom prywatnym. By mobilizować firmy do poważnego zajęcia się bezrobotnymi, FISE proponuje całkowite uzależnienie finansowania usług od skuteczności. Jak oszacowały autorki pomysłu, zmiana ustawy zwiększyłaby koszty przeznaczone z budżetu na urzędy pracy z ok. 200 mln zł do 500 mln rocznie.
Nieuczciwy szef? Spytaj prawnika, co możesz z tym zrobić
Dyrektorzy urzędów pracy są jednak sceptyczni. Zdaniem Rolanda Budnika z gdańskiego PUP jest bardzo mało firm, które mogłyby się tym zająć. - Tam, gdzie w kwestii pomocy społecznej pojawia się wizja zysku i firma prywatna, nie możemy być pewni jakości usług - uważa. Inny
dyrektor twierdzi, że urzędy pracy działałyby sprawniej, gdyby je oczyścić z tych, którzy pracy nie szukają i nie chcą jej szukać.
O propozycji FISE bardzo przychylnie wypowiada się minister Michał Boni. - Najważniejsze to uświadomić sobie, że publiczne służby zatrudnienia mają swojego klienta - mówi. - Jeśli mamy problem z osobami, które z innych powodów chcą mieć status bezrobotnego i wykorzystują system, to wina systemu. Dodaje, żeby pamiętać o zagrożeniu kryzysowym. - Z poprzednich doświadczeń załamania gospodarczego wiemy, że po skończonym kryzysie wysokie bezrobocie ciągnie się jeszcze przez dwa-cztery lata. I musimy starać się przed tym ustrzec. Dlatego trzeba działać jak najszybciej i naprawdę zwiększyć efektywność służb zatrudnieniowych. Projekt FISE jest zbieżny z zapisami w dokumencie "Polska 2030" o aktywizacji zawodowej. Zaleca się w nim m.in. wspieranie rozwoju prywatnego rynku usług pośrednictwa pracy. Minister Boni poprosił dyrektora WUP w Krakowie o pilotaż takiego programu zlecania usług na zewnątrz. Przygotowania do niego mają się rozpocząć już niedługo.
Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych (FISE) jest niezależną organizacją działającą nie dla zysku. Utworzona została w 1990 roku przez osoby, które w okresie PRL związane były ze środowiskiem opozycyjnym. Przez lata w Radzie Fundacji zasiadali Jacek Kuroń i Michał Boni, do dziś należy do niej Henryk Wujec. Działania Fundacji koncentrują się wokół problematyki bezrobocia, rynku pracy i zatrudnienia.