Mężczyzna wszedł na komin o wysokości około 40 metrów, by zaprotestować przeciwko grupowym zwolnieniom w firmie. Po sześciu godzinach desperackiego protestu zdecydował się jednak zejść na dół. Jak powiedział dziennikarzom, nie mógł pogodzić się z utratą pracy. - Były zwolnienia. Prezes ukradł nam pieniądze z kasy zapomogowo-pożyczkowej, później zwolnił ludzi. To mnie doprowadziło do desperacji - tłumaczył.
Pozostali hutnicy chcieli dołączyć do protestu, jednak nie pozwolili im na to policyjni negocjatorzy. Według Andrzeja Kołciubińskiego z rady nadzorczej huty, winę za ogłoszenie upadłości zakładu ponosi Unia Europejska.
Hutnik został przewieziony do szpitala. Nie wiadomo, czy policja lub huta wyciągną wobec niego konsekwencje.
Nieuczciwy szef? Spytaj prawnika, co możesz z tym zrobić