Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?
Każde dziecko wie, że lekarskie recepty dalekie są od wzorowej kaligrafii. Niewyraźnie spisane listy leków już od kilku miesięcy są powodem gorącej dyskusji w środowisku aptekarskim. Zgodnie z przepisami aptekarze mogą odmówić realizacji recepty wyłącznie w przypadku, gdy istnieje podejrzenie, że może być ona fałszywa lub kiedy nie ma możliwości skontaktowania się z lekarzem, który ją wystawił. Recepty są zatem realizowane... w miarę możliwości. Apteki nie są jednak w stanie wyłapać wszystkich błędów, czego ostatecznym efektem są odbierane przez NFZ refundacje. Dla niektórych zakończyło się to już bankructwem. - Nie ma refundacji, bo nie wiemy, czy wydano rzeczywiście dany lek. Nie ma pewności czy recepta została prawidłowo zrealizowana - tłumaczy w wywiadzie dla TVN Warszawa Wanda Pawłowicz z NFZ.
Do tej pory aptekarze starali się rozwiązywać problem samodzielnie. - Niektóre apteki zatrudniają wręcz dodatkową osobę, która jeździ po przychodniach i stara się niwelować te błędy. Odwiedza lekarzy, którzy wystawili źle wystawioną receptę - opowiada aptekarz Anita Kowalewska. - Czasem nawet sami aptekarze chodzą - dodaje.
Kolejne upadłości sprawiły jednak, że aptekarze postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Po kilku miesiącach zabiegania o spotkanie z przedstawicielami NFZ-u i wiceministrem zdrowia przekroczyli wczoraj próg ministerstwa zdrowia. Pierwsze spotkanie nie przyniosło rozwiązania problemu, ale sami zainteresowani pokładają nadzieje w kolejnych rozmowach. Zanim jednak ministerstwo ustosunkuje się do sprawy, aptekarze chcą by problem rozwiązał sąd. Prawie 50 właścicieli warszawskich aptek złożyło już pozwy.
Co na to wszystko lekarze? Sprawę problematycznych recept tłumaczą pośpiechem wynikającym z rosnących przed gabinetami kolejek. Presja czasu i liczba rubryk do wypełnienia (lista leków, adres pacjenta i PESEL) sprawiają, że lekarze przestają pisać starannie.