Zakłady wyłudzania pieniędzy?

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska, współpraca Justyna Tokarska
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 11:48

Czy można nie realizować ustawowych zadań i otrzymywać publiczne pieniądze? Można. NIK postawiła zarzuty niegospodarności i wyłudzania pieniędzy 20 zakładom aktywności zawodowej.

Pieniądze
Fot. AG
Pieniądze

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy? Porównaj swoje wynagrodzenie



Pierwsze zakłady aktywności zawodowej powstały w 2006 r. Powołano je na mocy ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych. Dziś jest ich ok. 60. Zatrudniają i przygotowują osoby ze znacznym i umiarkowanym stopniem niepełnosprawności umysłowej do wejścia na otwarty rynek pracy. Przez ponad dwa lata - od początku 2006 r. do pierwszego kwartału 2008 - zakłady otrzymały ponad 58 mln zł pomocy publicznej z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

- Idea powołania zakładów została wypaczona. Organizatorzy omijają prawo, a środki na pomoc niepełnosprawnym wydają na inne cele. Wielu zatrudnia niepełnosprawnych, którzy radzili sobie na rynku pracy, blokując miejsca tym, którzy takiego doświadczenia nie mają. Obchodzi się przepisy po to, aby zatrudnić w zakładach osoby pełnosprawne - komentuje Jacek Jezierski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

To niejedyne zarzuty. Kontrolerzy NIK wyłapali: nieprawidłowości w księgowości, wyłudzanie refundacji składek na ZUS oraz nierealizowanie programów aktywizacji i szkoleń dla niepełnosprawnych. Izba sprawdziła między czerwcem 2008 r. a kwietniem bieżącego roku 20 placówek, w których pracowało 718 niepełnosprawnych. Zbadała ich działalność i finanse od 2006 r. do pierwszego półrocza 2008. Ani jeden zakład nie otrzymał oceny pozytywnej. Trzy oceniono "średnio", pozostałe "źle" lub "bardzo źle". W tym czasie w całym kraju działało 57 ZAZ-ów, pięć kolejnych powstawało. Zatrudniały ponad 1,7 tys. osób.

Zatrudniać... pełnosprawnych

Zakłady aktywności zawodowej miały być ogniwem pośrednim między warsztatami terapii zajęciowej dla osób upośledzonych a zakładami pracy chronionej i otwartym rynkiem pracy. Miały planować drogę zawodową i rozwijać umiejętności zawodowe niepełnosprawnych. Plany dalszego zatrudnienia niepełnosprawnych opracowano tylko w pięciu ZAZ-ach dla zaledwie... 27 osób na ponad 700.

Przykład: W zakładzie w Bydgoszczy nie opracowano programu dla żadnego z 45 niepełnosprawnych, chociaż w kartach niektórych wpisano, że kwalifikują się do pracy nawet na wolnym rynku.

ZAZ-y miały być dla osób, które wcześniej przeszły przygotowanie na warsztatach zajęciowych. Nagminne łamano ten przepis. Szefowie ZAZ-ów przy przyjmowaniu do pracy nie brali pod uwagę wskazań w orzeczeniach o niepełnosprawności.

Przykład: ZAZ w Bydgoszczy. Na 45 osób 29 miało w orzeczeniach, że się nie kwalifikują albo nie wymagają zatrudnienia w zakładzie.

Najpoważniejszy zarzut nieprawidłowości przy zatrudnianiu zdrowych i niepełnosprawnych? - Najsprytniejsi kierownicy za pieniądze PFRON i przy pełnej akceptacji udzielających dofinansowanie zatrudniali dodatkowe osoby sprawne na umowach cywilno-prawnych, a nie na umowę o pracę. To pozwala im zachować status ZAZ-u przy zwiększonym stanie zatrudnienia. Aby go mieć, niepełnosprawni muszą stanowić nie mniej niż 70 proc. osób zatrudnionych - mówi Zbigniew Matwiej, naczelnik w biurze prasowym NIK.

Przykład: W ZAZ Caritas diecezji legnickiej na umowy-zlecenia pracowały cztery osoby. Gdyby je doliczono do zatrudnionych na etacie, byłoby 14 osób pełnosprawnych na 24 niepełnosprawne. A wtedy ZAZ straciłby status.

250 zł na szkolenia

Utworzenie tych skontrolowanych 20 zakładów kosztowało blisko 30 mln zł. Ponad 85 proc. kwoty to środki PFRON. Co czwarty organizator nie poniósł żadnych kosztów.

Przykład: W Caritas diecezji legnickiej dofinansowanie PFRON na przystosowanie obiektu czterokrotnie przekroczyło wartość pomieszczeń, a rehabilitację dla pracowników umieszczono na trzecim piętrze budynku sąsiedniej przychodni lekarskiej ZOZ. Przy okazji sfinansowano tam montaż dwóch wind za ponad 250 tys. zł.

Zastrzeżenia budzą też koszty działania placówek w kontrolowanym okresie. Na ten cel wydano 43,5 mln zł. Prawie w trzech czwartych sfinansowano go z publicznych pieniędzy. - Aż 44 proc. wydano na wynagrodzenia obsługi. Tylko 23 proc. na wynagrodzenia niepełnosprawnych. Natomiast na szkolenia, które zwiększałyby ich szanse na rynku pracy, przeznaczono niecałe pół procentu - wylicza Matwiej.

Przykład: ZAZ Caritas archidiecezji katowickiej: w latach 2006-07 w ogóle nie organizowano szkoleń, a w pierwszym półroczu 2008 r. wydał na nie... 250 zł.

ZAZ-y zawyżały lub zaniżały dochody na obowiązkowe zakładowe fundusze aktywności. 12 z nich przekazywało środki, kiedy im było wygodnie i w dowolnej wysokości, a cztery w ogóle nie wpłacały. Aż w 15 zgromadzone środki - ponad 3,5 mln zł - wydawało nieprawidłowo, m.in. na wynagrodzenia pracowników, drugie śniadania. A powinny zostać przeznaczone na poprawę warunków i unowocześnianie stanowisk pracy, zaspokajanie potrzeb mieszkaniowych niepełnosprawnych. Kierownicy ZAZ-ów część środków bezprawnie umieszczali na lokatach bankowych.

Zdaniem NIK niektóre działania szefów ZAZ-ów można uznać nawet za próby wyłudzenia publicznych pieniędzy.

- W latach 2006-08 zakłady ubiegały się o refundację składek na ZUS, mimo że były sfinansowane ze środków PFRON. W naszej ocenie to nielegalne, nierzetelne i niegospodarne - wyjaśnia Matwiej.

Przykład: W ZAZ-ie Stowarzyszenia Pomocy "Szansa" w Witowicach nieprawidłowości w księgowości były tak duże, że Izba skierowała zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa.

"PFRON, wojewodowie i samorządy nonszalancko i bezkrytycznie akceptują wszelkie projekty, choć tak naprawdę nie mają pełnej wiedzy o stanie rzeczywistym" - napisano m.in. w raporcie pokontrolnym. Wyników kontroli NIK nie chciał komentować ani Fundusz, ani biuro pełnomocnika. PFRON planuje w tym roku dalsze dofinansowywanie ZAZ-ów.

Tylko w Opolskiem przeznaczono na to ponad 1,8 mln zł. Pieniądze otrzymają dwa zakłady, m.in. ZAZ, który prowadzi fundacja Dom Rodzinnej Rehabilitacji Dzieci z Porażeniem Mózgowym w Opolu. Otrzyma 925 tys. zł, choć jej szefom postawiono kilka zarzutów. Kierownictwo nie robiło oddzielnych, rocznych bilansów finansowych, niewłaściwie wydawano pieniądze z zakładowego funduszu aktywizacji. Jego połowę - 46 tys. zł - zamiast na aktywizację zawodową czy szkolenia wydano na śniadania dla 50 niepełnosprawnych. By rozliczyć tę kwotę, przedstawiano faktury z różnych sklepów.

- W ciągu miesiąca zrealizowaliśmy wnioski pokontrolne. A nawet wysłaliśmy w maju do NIK-u pismo z prośbą o zmianę oceny naszej działalności wraz z dokumentami świadczącymi, że przejęliśmy się oceną NIK - mówi Terasa Jednoróg, prezes fundacji. - Popełniliśmy pewne błędy z niewiedzy. Uważaliśmy, że śniadania dla niepełnosprawnych przyjeżdżających z odległych miejsc to dobry pomysł. Im często w domu się nie przelewa.

- Na szczęście spotkaliśmy też ludzi wrażliwych, którzy z ogromnym poświęceniem i pasją starają się pomóc niepełnosprawnym. Robią to, choć często działanie utrudniają im niejednoznaczne przepisy i ich rozbieżne interpretacje - dodaje prezes NIK.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów