Najbardziej pożądana posada? W budżetówce

Aneta Zadroga
23.11.2009 , aktualizacja: 23.11.2009 10:49
A A A Drukuj
Komisja edukacji zaakceptowała część projektu przyszłorocznego budżetu nauki i szkolnictwa wyższego

Komisja edukacji zaakceptowała część projektu przyszłorocznego budżetu nauki i szkolnictwa wyższego (Fot. AG)

Polska lista płac - część 1. Praca za 1,5 tys. zł brutto i w dodatku nudna posada urzędnika? To nic. W kryzysie Polacy nie mają wygórowanych wymagań. Na ogłoszenie o wakacie w urzędzie zgłasza się kilkadziesiąt, a nawet kilkaset chętnych.

Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi



Monika z Częstochowy pracy szukała od wakacji. Obroniła dyplom na UJ i zaczęła poszukiwania. Scenariusz dobrze znany niemal wszystkim, którzy w ostatnich kilku miesiącach próbowali dostać jakikolwiek etat: dziesiątki CV, kilka rozmów kwalifikacyjnych i brak odpowiedzi ze strony pracodawcy. - Najpierw szukałam pracy w dużych agencjach PR. Później w mniejszych, reklamowych. Skończyło się na tym, że zaczęłam wysyłać CV do urzędów: miejskiego w Częstochowie, wojewódzkiego w Krakowie, pojechałam nawet na konkurs do Katowic. Niestety, na razie bezskutecznie, ale ciągle wysyłam podania i mam nadzieję, że w końcu się uda - opowiada młoda kobieta. - Nagle zdałam sobie sprawę, że moje aspiracje skurczyły się do minimum. To minimum to jakakolwiek praca.

Mały prestiż, ale pewna praca

Urzędy, mimo kryzysu, nadal szukają rąk do pracy. Czy to przy różnego rodzaju projektach unijnych, czy na stanowiska typowo administracyjne: sekretarki, referenta, a także specjalistyczne. Zasada podczas naborów jest prosta - im mniejsze wymagania co do kandydata, tym więcej chętnych.

Pół roku temu Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Krakowie ogłosił, że poszukuje sekretarki. Ogłoszenie pojawiło się na stronach urzędu, nie było nawet w urzędzie pracy. Wymagania nie były zbyt wygórowane: znajomość obsługi komputera, dobra organizacja pracy. W ciągu trzech tygodni przyszło prawie 600 podań. Kandydaci byli różni - od takich, którzy skończyli tylko szkołę średnią, do absolwentów studiów wyższych z kilkuletnim stażem pracy, ze znajomością kilku języków obcych. - Oblężenie przeżywamy od marca. Nie ma dnia, żeby nie dzwonił ktoś i pytał o wakaty i najbliższe rekrutacje - przyznaje Małgorzata Woźniak z biura wojewody małopolskiego.

Jeszcze przed rokiem na stanowisko, które wymagało wyższego wykształcenia, urzędy organizowały po kilka konkursów. I chętnych nie było. - Nawet jeśli ktoś już przyszedł na rozmowę, w momencie, kiedy dowiadywał się o pensji, odwracał się na pięcie i odchodził, bo nie chciał pracować za mniej niż 2 tys. zł. Teraz niższa pensja już nie odstrasza - podkreśla Woźniak.

Dla większości kandydatów, którzy zgłosili się na posadę sekretarki w krakowskim urzędzie, planowanie przyszłości zawodowej zostaje na drugim planie. - Oczywiście, że chciałabym pracować za 3 tys. zł na rękę w prywatnej firmie. Ale prywatne firmy teraz nikogo nie zatrudniają. Sama straciłam pracę, bo moja firma upadła. Dlatego dziś wezmę nawet posadę sekretarki. Kiedy nie ma się z czego utrzymać, prestiż pracy schodzi na dalszy plan - przyznaje Joanna, 30-letnia absolwentka administracji na UJ z pięcioletnim doświadczeniem na podobnym stanowisku w firmie prywatnej. Joanna złożyła CV do WIOŚ, została zakwalifikowana do 20 najlepszych, z którymi urzędnicy spotykali się na castingu. Posady jednak nie dostała.

Plany na przyszłość? W przyszłości

Powiatowy Urząd Pracy w Olsztynie również przeżywa oblężenie chętnych na etat w budżetówce. Podobnie olsztyński magistrat. - Dziś pewność ma większe znaczenie niż wysokość pensji - zauważa Aneta Szpaderska, rzecznik prasowy urzędu miasta w Olsztynie. - Dwa lata temu firmy prywatne zabierały nam fachowców, teraz oni do nas wracają. Osoby z przygotowaniem ekonomicznym, dodatkowymi uprawnieniami są bardzo mile widziane w urzędzie - podkreśla. Dodaje, że kiedy tylko pojawia się oferta pracy na stanowisku, na którym nie ma zbyt wysokich wymagań, liczba CV sięga zwykle setki.

We Wrocławiu czy Warszawie jest podobnie. Wojewódzki Urząd Pracy w stolicy Dolnego Śląska szuka nauczycieli, ma też w swoich ofertach propozycje staży w urzędach miejskich. Od kilku miesięcy cieszą się one ogromną popularnością.

Ci, którzy już pracują, chwalą sobie posady w urzędach. - Praca w urzędzie wojewódzkim to dobry początek dla kogoś, kto właśnie skończył studia administracyjne - przyznaje Joanna z Nowego Targu, absolwenta UJ, która wygrała konkurs na sekretarkę w urzędzie wojewódzkim w Krakowie.

Radek spod Lublina dla pracy zmienił miejsce zamieszkania. Pracuje w jednym z urzędów w Iławie. Od prawie roku. - Skończyłem politologię, ale po tych studiach niełatwo cokolwiek znaleźć. Poszedłem więc na państwowy garnuszek, bo jest taka opinia, że to praca pewna. Teraz się z tego cieszę, bo mam pewną pensję - mówi 30-latek. - Oczywiście, że chciałbym się rozwijać zawodowo, ale odłożę te plany na przyszłość, na koniec kryzysu. Na razie, zwłaszcza w moim mieście, nie ma na to zbyt dużych perspektyw - uśmiecha się.

- Praca w tak zwanej budżetówce zniechęcała wielu ludzi głównie ze względu na poziom zarobków, jednak w obecnej sytuacji rynkowej oferty takie stają się coraz bardziej atrakcyjne - mówi Bartosz Wieczorek, konsultant działu rekrutacji w firmie Advisory Group TEST Human Resources.

Powód? Mniejsze ryzyko zwolnienia w czasie kryzysu, a co za tym idzie - stabilność zatrudnienia. - Pracownicy wynagradzani z budżetu wykonują pracę, z której nie można zrezygnować, a dzięki temu są niezbędni również w chudych latach dla gospodarki. Dodatkowo różnice w zarobkach są obecnie mniejsze, gdyż wiele firm nie wypłaciło premii i bonusów swoim pracownikom ze względu na złą kondycję finansową - podkreśla Wieczorek.

Dodaje, że państwowe etaty często związane są z mniejszym stresem i pośpiechem w pracy oraz większą elastycznością wybierania dni wolnych czy atrakcyjniejszymi godzinami pracy, a te czynniki są nierzadko kluczowe w wyborze pracy.



Polska lista płac - budżetówka

DO 2000 ZŁ

  • 1500 zł na rękę - Konrad, 28 lat, z Lublina. Podinspektor w urzędzie miasta. Pracuje od roku, ma trzynastkę w wysokości miesięcznej pensji. Kilka razy w roku ma darmowe szkolenia. Ma służbową komórkę.


  • 1600 zł na rękę - Rafał, 32 lata, z Tarnowa. Pracuje w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Premie w związku z kryzysem zostały zamrożone. Podwyżki nie miał od jesieni 2008 r. Pracuje pięć dni od godz. 7 do 15. Rafał dorabia, udzielając korepetycji licealistom z matematyki i historii (skończył politologię na UJ) - ok. 500 zł miesięcznie.


  • ZOBACZ TAKŻE

    Wydarzenia rynku pracy