Rozciąganie weekendów po polsku

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-12-28, ostatnia aktualizacja 2009-12-28 17:07

Fot. Franciszek Mazur / AG

Jeśli w przyszłym roku wygospodarujesz 11 dni z urlopu i połączysz nimi jak pomostami święta kościelne i państwowe, to kilka razy wydłużysz sobie weekendowy wypoczynek. Maksymalnie w czerwcu - aż do 9 dni

W 2010 roku nie będzie już takiej okazji jak teraz na przełomie grudnia i stycznia, by mieć aż 11 dni wolnego. Dzięki Wigilii w czwartek i świętom Bożego Narodzenia możemy wypoczywać do dziś. A jeżeli ktoś był przewidujący i wziął jeszcze trzy dni urlopu do 30 grudnia, to z sylwestrem, Nowym Rokiem oraz najbliższymi sobotą i niedzielą można przez półtora tygodnia nie chodzić do pracy.

- Już w październiku złożyłem podanie o urlop, żeby móc na te dni wyjechać z rodziną na narty. Co najzabawniejsze, wcale nie byłem u szefa pierwszy. Kolega już we wrześniu zarezerwował wolne między świętami i sylwestrem - mówi Konrad, młodszy menedżer w dużej spółce budowlanej w Warszawie.

Nie tylko więc on wertuje kalendarz i próbuje wydłużać weekendy. Na początku roku w lutym i marcu nie będzie okazji, by poodpoczywać. Ale za to w kwietniu wzięcie jednego czy dwóch dni wolnego przed Wielkanocą wydłuży leniuchowanie maksymalnie, podobnie jak pierwszomajowy weekend, do 4 dni.

- Ale dopiero solidnie będzie można odpocząć pod koniec maja i na początku czerwca - zapowiada Konrad. - Zaczynam 29 maja w sobotę. Potem mam wolną niedzielę. Po niej biorę trzy dni urlopu na 31maja, 1 i 2 czerwca. 3 czerwca jest Boże Ciało. To nie koniec. Wystarczyło prosić szefa o kolejny dzień wolnego - w piątek 4 czerwca - oraz dołożyć do tego wszystkiego sobotę oraz niedzielę i wychodzi 9 dni wakacji - wylicza.

Mimo takich kombinacji kalendarz w przyszłym roku dla pracowników nie jest łaskawy. W 2010 roku pracownicy stracą bezpowrotnie trzy dni świąteczne wypadające w niedziele. Będą też święta w soboty, ale za te - zgodnie z kodeksem pracy - firma musi oddać wolne w innym terminie.

- Na przełomie października i listopada mam trzy dni laby. A od 11 listopada do niedzieli 14, z jednym dniem łączącym zyskamy kolejne cztery dni bez pracy. Natomiast grudzień 2010 jest do kitu. Wigilia w piątek, święta Bożego Narodzenia w sobotę i niedzielę - dodaje z rozczarowaniem Konrad.

- To rozciąganie weekendów to polska specjalność - mówi Aurelia Felińska-Szymczak, dyrektor personalny Teva Pharmaceuticals Polska w Warszawie. - Rzeczywiście pracownicy dużo wcześniej planują te długie weekendy.

- Ja właśnie jestem taką majową recydywistką - deklaruje Aleksandra Nowakowska z tej samej firmy. - Zawsze rezerwuję sobie początek maja na wyjazd za granicę. I robię to odpowiednio wcześniej, by móc skorzystać z tańszych biletów lotniczych.

I tu trzeba zadać pytanie: Jak to polskie świętowanie wpływa na gospodarkę?

Pod względem liczby dni świątecznych Polska z 12 dniami plasuje się w środkowej części europejskiego rankingu świętujących narodów. W ścisłej czołówce są Francuzi, Finowie i Hiszpanie - obywatele tych krajów mają 14 świąt rocznie. W gorszej sytuacji są Brytyjczycy (9 dni świątecznych), Holendrzy (8 dni) i Rumuni (7 dni).

Jeśli zaś chodzi o średnią liczbę przepracowanych godzin tygodniowo, według najnowszych danych Eurostatu (z 5 listopada 2009) Polacy są jednymi z najbardziej zapracowanych w Unii Europejskiej. Z wynikiem 41,4 godziny pracy tygodniowo plasujemy się na 4. miejscu, za Grecją, Czechami i Austrią.

Specjaliści wyliczają, że jeden dzień wolny od pracy kosztuje państwo 4,6 mld zł - o tyle zmniejsza się PKB. Dlatego nie ustają spory ekspertów, którzy z jednej strony widzą owe straty, z drugiej zaś zauważają korzystny wpływ wypoczynku na efektywność pracy.

Tymczasem - jak wynika z badania (przeprowadzonego w 2009 r. przez międzynarodową firmę JBA na zlecenie firmy Regus na ponad 1100 menedżerach wyższego i średniego szczebla z całego świata) wynika, że tajemnicą gospodarczego sukcesu może okazać się zarządzanie oparte na zaufaniu i uelastycznianiu środowiska pracy.

- Ludziom jest potrzebny taki dłuższy wypoczynek w okresie wiosennym. Łatwiej po okresie zimowym pracować wydajnie aż do letnich wakacji - dodaje Aurelia Felińska-Szymczak. - Firmy wiedzą, że niższa będzie sprzedaż w pierwszym tygodniu maja. Nie uderza to w jakiś szczególny sposób w wyniki finansowe, bo jest to do nadrobienia i zwykle jest to ujęte w planach.

Jednak teraz, w czasie kryzysu, prawdziwym wyzwaniem - zarówno dla pracownika, jak i menedżera - jest umiejętne zarządzanie czasem i znalezienie złotego środka między pracą a odpoczynkiem.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów