Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
2009 r. był rokiem zwolnień. Fala zaczęła się w lipcu i trwała niemal do końca roku. W listopadzie 2009 r. zatrudnienie było o 2,2 proc. mniejsze niż w analogicznym czasie poprzedniego roku. A bezrobotnych było aż o 29,5 proc. więcej niż na jesieni 2008 r.! Najczęściej pracę tracili zatrudnieni m.in. w przetwórstwie przemysłowym, nieruchomościach, górnictwie i transporcie. W okresie od stycznia do września 2009 r. zlikwidowano prawie 370 tys. miejsc pracy. - Dane o polskim rynku pracy nie są tak złe jak w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej, ale są wyraźnym sygnałem, że sytuacja nie jest zbyt dobra - komentuje prof. Zenon Wiśniewski,
kierownik Katedry Gospodarowania Zasobami Pracy Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Wciąż utrzymuje się podział na Polskę A i B. Bezrobocie najbardziej dotknęło Warmińsko-Mazurskie (aż 19,4 proc.), źle było też w Zachodniopomorskiem i na Podkarpaciu. Najlepiej radziła sobie Wielkopolska (stopa bezrobocia wynosiła tu 8,7 proc.). Ogółem liczba osób bez zatrudnienia w listopadzie 2009 r. była aż o 17,6 proc. wyższa niż w listopadzie 2008 r. Generalnie częściej pracę tracili najmłodsi i najstarsi (czyli osoby do 25. roku życia oraz w wieku okołoemerytalnym) mieszkańcy miast. To tu bowiem działają firmy, które najboleśniej odczuły skutki globalnego kryzysu. Ale są i dobre wiadomości. Przez pierwszych dziewięć miesięcy ubiegłego roku utworzono 405,9 tys. miejsc pracy, czyli aż o 3,7 proc. więcej niż w tym samym okresie 2008 r. To zasługa małych i średnich przedsiębiorstw. Jak to możliwe w czasie kryzysu? - Przede wszystkim wciąż mamy dodatnie tempo wzrostu, więc nie ma u nas kryzysu, tylko spowolnienie gospodarcze - wyjaśnia prof. Wiśniewski. - Podczas gdy duże firmy miały kłopoty, małe i średnie mogły przejąć część rynku. Poza tym to głównie do nich kierowane są unijne programy pomocowe.
Były też paradoksy. Np. w przetwórstwie przemysłowym, czyli sektorze, gdzie zatrudnienie spadło najbardziej, jednocześnie było najwięcej nowych miejsc pracy. Zdaniem prof. Wiśniewskiego to m.in. efekt restrukturyzacji zakładów, które wprowadzają nowe technologie i zwalniając starych pracowników, jednocześnie szukają nowych z odpowiednimi kwalifikacjami.
A jakie są prognozy na przyszłość? 2010 r. idylliczny nie będzie, ale bezrobocie nie powinno już rosnąć. - Są pozytywne sygnały z gospodarki niemieckiej, co jest dla nas dobrym znakiem, bo to do Niemiec najwięcej eksportujemy - mówi prof. Wiśniewski. - Drgnęła też branża budowlana. To świetna wiadomość, bo jedno miejsce pracy w budownictwie tworzy pięć w branżach z nim powiązanych. Najłatwiej pracę będzie znaleźć osobom z wykształceniem technicznym: od inżynierów i informatyków począwszy, na specjalistycznie wykwalifikowanych robotnikach skończywszy. Na pracę - w związku ze starzeniem się społeczeństwa - mogą też liczyć osoby związane z opieką zdrowotną. Na topie poszukiwanych zawodów znajdą się również specjaliści od transportu, ochrony środowiska. Najtrudniej będzie rolnikom i zatrudnionym w starych gałęziach przemysłu, takich jak górnictwo i hutnictwo. A ponieważ mimo wszystko będziemy się bogacić, pracę będą mieli też związani z branżą rozrywkową, turystyką i rekreacją.
Grupowo i z sowitą odprawą W kryzysie dużo mówi się o zwolnieniach grupowych. I chociaż prawie zawsze wynikają one z trudnej sytuacji zakładu pracy, nie oznacza to, że pracownicy, którym szefostwo dziękuje za współpracę, lądują na bezrobociu bez grosza. Każdy zwolniony w ten sposób ma prawo do odprawy, której górna granica może sięgać nawet 15-krotności aktualnej płacy minimalnej. Zakład przetwórstwa owoców, w którym pan Marian pracował przez 12 lat, zatrudniał 250 osób. Z powodu ciężkiej sytuacji finansowej szefostwo zdecydowało się rozstać z 25 osobami. Wśród nich był pan Marian, który na odchodne dostał ponad 11 tys. zł.
Zwolnienie w jego zakładzie zostało zaliczone do grupowych, bo firma rozwiązywała umowy z 10 proc. załogi. Taki wskaźnik obowiązuje firmy zatrudniające od 100 do 300 osób. Jeśli w firmie pracuje więcej niż 300 osób o zwolnieniu grupowym mówimy przy zwolnieniu w ciągu miesiąca co najmniej 30 osób, a jeśli pracowników jest mniej niż 100, zwolnienie grupowe ma miejsce już przy 10 pracownikach. Niestety, przy zwolnieniach grupowych bezpieczni nie są nawet pracownicy z umowami o pracę na czas określony. Tak było w przypadku pana Kazimierza. Mimo że w umowie zawartej na okres sześciu miesięcy miał wpisaną klauzulę mówiącą, że nie można go zwolnić przed upływem pół roku, musiał odejść z pracy razem z pozostałymi 24 pracownikami.
Porozumienie nie zawsze najlepsze A co z pojedynczymi zwalnianymi? Im też w większości sytuacji polskie prawo daje mniejsze lub większe pole manewru. Pani Krystyna trzy lata pracowała jako jedna z dwóch sekretarek w niewielkim wydawnictwie. Szef postanowił ją zwolnić, tłumacząc to oszczędnościami w firmie. Zaproponował rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Kobieta jednak go nie przyjęła i poprosiła o rozwiązanie za wypowiedzeniem. Dzięki temu zyskała należne przy jej stażu pracy trzymiesięczne wypowiedzenie. W tym czasie cały czas pracowała na swoim stanowisku i dostała dwa wolne dni (osobom z krótszym stażem pracy przysługuje jeden) na szukanie nowej posady.
Miesiąc po odejściu z firmy dowiedziała się, że na jej miejsce przyjęto nową osobę. Poszła do sądu i udowodniła, że podany w wypowiedzeniu powód zwolnienia (oszczędności) był nieprawdziwy. Sprawę wygrała i pracodawca musiał wypłacić jej odszkodowanie. Mogłaby się też ubiegać o przywrócenie do pracy. Nie miałaby takiej możliwości, gdyby w pierwszym odruchu zgodziła się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron.
Gdyby szef naprawdę był zmuszony do likwidacji stanowiska pani Krystyny, musiałby wypłacić odprawę. Jej wysokość zależy od stażu pracy. Kwota może sięgać równowartości trzech miesięcznych pensji, a jeśli w firmie obowiązują wewnętrzne przepisy, może być nawet wyższa.
Czy pracę można stracić z dnia na dzień? Można, ale tylko w szczególnych okolicznościach. Najczęstszą i najbardziej drastyczną formą jest tzw. dyscyplinarka, czyli zwolnienie z art. 52 kodeksu pracy. Szef może nam ją wręczyć tylko za ciężkie naruszenie obowiązków, np. kradzież, przyjście do pracy w stanie nietrzeźwym lub nieuzasadnione niestawienie się w pracy. Takie rozwiązanie można zastosować tylko w ciągu miesiąca od przewinienia. Jeśli więc pracodawca będzie zwlekał z decyzją o wypowiedzeniu w tym trybie, np. przez 33 dni od dowiedzenia się od kogoś, że pracownik przyszedł na rauszu, nie może zrobić nic więcej poza baczną obserwacją w przyszłości.
Uwaga! Miesiąc od dowiedzenia się o podstawie rozwiązania umowy o pracę w trybie art. 52 kp nie zawsze oznacza miesiąc od dnia zdarzenia. Mogą to być nawet dwa miesiące od dnia zdarzenia. Dyscyplinarkę można wręczyć pracownikowi, który popełnił przestępstwo uniemożliwiające dalsze zajmowanie stanowiska (np. księgowej, która zdefraudowała pieniądze) albo z własnej winy stracił prawo do wykonywania zawodu (np. kierowcy, któremu odebrano prawo jazdy z powodu prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu).
Z dnia na dzień posadę możemy też stracić, jeśli chorujemy dłużej niż trzy miesiące, ale tylko wtedy, gdy byliśmy zatrudnieni w danej firmie krócej niż pół roku. Chronieni jesteśmy jednak, jeśli dotknęła nas choroba zawodowa lub kiedy nieobecność jest wynikiem wypadku, do którego doszło w pracy. Tak było w przypadku pana Jacka: szef chciał go zwolnić, ale chociaż nie było go w pracy od czterech miesięcy, nie mógł tego zrobić, bo budowlaniec pan Jacek dochodził do siebie po upadku z rusztowania.
Pracownik bez wypowiedzenia może odejść tylko wtedy, gdy pracodawca naruszył swoje obowiązki, np. nie wypłacał wynagrodzenia. Na taki krok pracownik może się też zdecydować, jeśli ma w ręku orzeczenie lekarza, że dana praca mu szkodzi, a szef odmawia przeniesienia na inne stanowisko. Jak pani Beata, nauczycielka, której po latach pracy struny głosowe odmówiły posłuszeństwa i lekarz zabronił jej dalszego prowadzenia lekcji. Mimo próśb
dyrektor odmawiał przeniesienia jej do pracy w szkolnej bibliotece.
Jeśli w jakimkolwiek innym przypadku przyjdzie nam do głowy rozstać się z posadą z dnia na dzień, musimy liczyć się z pozwem do sądu, gdzie pracodawca może domagać się od nas odszkodowania.
Jest jeszcze jeden specyficzny typ wypowiedzenia, który z utratą pracy wiąże się tylko wówczas, jeśli go od szefa nie przyjmiemy. To tzw. wypowiedzenie zmieniające. Modyfikuje ono warunki, na jakich jesteśmy zatrudnieni. Niestety, najczęściej oznacza to obniżenie pensji.
Ochrona dla mamy i taty A teraz o tym, kto zwolnienia nie musi się obawiać. Przede wszystkim ciężarne, ale tylko te zatrudnione na czas nieokreślony. Kobiety z umową na czas określony mają gwarancję przedłużenia jej do dnia porodu, jeśli pierwotny termin rozwiązania umowy wypada po upływie trzech miesięcy ciąży. Umowa pani Justyny, specjalistki od marketingu, mówiła o półrocznym zatrudnieniu i miała kończyć się w maju. W styczniu kobieta zaszła w ciążę. W maju była więc już w czwartym jej miesiącu. Pracodawca musiał zagwarantować pani Justynie zatrudnienie do września, czyli do momentu, kiedy na świat przyszedł jej syn. Ciężarna jest również chroniona przed zwolnieniem grupowym. Pracodawca może jedynie wypowiedzieć jej dotychczasowe warunki pracy i płacy, a jeśli to oznacza obcięcie pensji, przysługuje jej dodatek wyrównawczy. Pracownica, która dowiedziała się, że jest w ciąży, już po tym, jak szef wręczył jej wypowiedzenie, musi przedstawić mu zaświadczenie lekarskie, że w momencie przyjęcia dokumentu była w ciąży.
Kobieta w ciąży jest też częściowo chroniona przed dyscyplinarką - można jej ją wręczyć tylko za zgodą związków zawodowych. Przed zwolnieniem chronione są też mamy na urlopach macierzyńskich oraz - to nowość obowiązująca od 2010 r. - ojcowie na urlopach tacierzyńskich. Kolejna tegoroczna nowość to rozbicie macierzyńskiego na część obowiązkową i nieobowiązkową. Ta druga będzie trwała dwa (na jedno dziecko) i trzy tygodnie (na wieloraczki). Urlop dodatkowy będzie można łączyć z pracą, ale na maksymalnie pół etatu. I tu ważny przywilej: kobieta, która się na takie rozwiązanie zdecyduje, nie będzie mogła być zwolniona przez cały rok.
Utraty posady można czasem uniknąć na urlopie wychowawczym. W tym przypadku matka jest chroniona od momentu złożenia wniosku do jego końca. Ale uwaga! Jeśli złoży wniosek już po tym, jak pracodawca zacznie procedurę zwolnienia, ochrona jej nie obejmuje. Tak jak nie objęła pani Anny, która z wnioskiem o
urlop zapukała do gabinetu szefa w środę, podczas gdy o zwolnieniu dowiedziała się od niego w poniedziałek. Ani urlop wychowawczy, ani macierzyński (i tacierzyński) nie chronią przed zwolnieniem w przypadku likwidacji zakładu lub jego upadłości.
Przywileje dla seniorów, związkowców i urlopowiczów Przed otrzymaniem wypowiedzenia chroni też wiek przedemerytalny. Pracownik, któremu brakuje do ustawowego wieku emerytalnego (czyli 60 lat dla kobiet, 65 dla mężczyzn) nie więcej niż cztery lata, nie może zostać zwolniony. Ponadto pracodawca nie może się z nim rozstać, nawet jeśli wiek emerytalny osiągnie w czasie trwania okresu wypowiedzenia. Pan Józef po 30 latach pracy w zakładzie miał prawo do trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Jego 65. urodziny przypadały w listopadzie, więc mimo że szef chciał rozwiązać z nim umowę w październiku, nie mógł tego zrobić.
Wiek przedemerytalny chroni też w przypadku zwolnień grupowych. W takiej sytuacji pracodawca może najwyżej zmienić warunki pracy lub płacy. Seniorzy jednak nie zawsze mogą czuć się bezpiecznie. Mogą stracić posady m.in. jeśli są już emerytami i pracują na niepełny etat, jednocześnie pobierając świadczenie przedemerytalne. Albo są w wieku przedemerytalnym i pobierają rentę z tytułu całkowitej niezdolności do pracy.
Bezpieczni za to są pracownicy na zwolnieniu lekarskim (ale nie chroni ono przed dyscyplinarką!), urlopie bezpłatnym, wypoczynkowym, szkoleniowym lub zdrowotnym. I na zwolnieniu, i na urlopie ochrona nie obowiązuje w przypadku likwidacji, upadłości lub zwolnień grupowych.
Pracodawcy nie wolno też zwolnić pracownika przeciwstawiającego się jakiemukolwiek rodzajowi dyskryminacji. Tak było w przypadku pana Damiana zatrudnionego w firmie ubezpieczeniowej. Mężczyzna był świadkiem w sprawie koleżanki, która pozwała swojego przełożonego o molestowanie. Ochronie podlegają też działacze związków zawodowych (tylko tych, które mają wśród pracowników co najmniej dziesięciu członków), i to niezależnie od tego, czy mają umowę na czas określony, czy nieokreślony. Związkowcy - jak wszyscy inni - nie uchronią się przed zwolnieniem w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji.