Zwalniają i łamią prawo

Rozmawiała Katarzyna Pawłowska-Salińska
2010-01-18, ostatnia aktualizacja 2010-01-18 12:13

Specjaliści od prawa pracy odpowiadali bezpłatnie podczas specjalnego dyżuru na pytania czytelników "Gazety". Rozmowa z Lidią Szczesną-Jędrych z LSJ Kancelarii Prawnej Szczesna-Jędrych Olejnik-Roszkowska Sp. j. w Warszawie.


Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi



Katarzyna Pawłowska-Salińska: Dużo osób dzwoniło do państwa?

- Telefony urywały się od samego rana. Odpowiedzi na pytania równocześnie udzielało aż czworo wyspecjalizowanych w prawie pracy prawników, a mimo to dużo osób musiało czekać na połączenie. Moim zdaniem świadczy to o ogromnym zainteresowaniu tematyką prawa pracy.

Więcej telefonów było od pracowników czy od pracodawców?

- Dzwonili do nas wyłącznie pracownicy, i to praktycznie z całej Polski. Dużo telefonów odebraliśmy od osób w wieku przedemerytalnym. Dzwoniły też młode kobiety przebywające na urlopach macierzyńskich lub wychowawczych. Odebraliśmy telefony od osób zwolnionych z pracy, ale też i od takich, które spodziewają się zwolnienia.

O co najczęściej pytali czytelnicy?

- Pytano głównie o uprawnienia związane z rozwiązaniem umowy o pracę z przyczyn leżących po stronie pracodawcy niedotyczących pracowników, co wskazuje na problemy finansowe w wielu firmach. Bardzo często czytelników interesowały kwestie odpraw pieniężnych oraz zagadnienia dotyczące wypowiedzeń zmieniających - redukujących wynagrodzenie i stanowisko. Pytano nas też o zasadność wystąpienia z określonym roszczeniem na drogę sądową, o czas trwania postępowań sądowych, które, jak wiadomo, ze względu na liczbę spraw nie toczą się szybko. Dzwonili też ci, którym pracodawcy stawiali ultimatum: albo rozwiązanie umowy w trybie dyscyplinarnym, albo porozumienie stron. Pracownicy nie wiedzą, jak się w takiej sytuacji zachować.

A jak powinni się zachować?

- To zależy od konkretnej sytuacji. Jeśli pracownik wie, że naruszył swoje podstawowe obowiązki w sposób rażący (np. prowadził działalność konkurencyjną mimo zakazu albo kradł w pracy), a zatem w sądzie pracy jest małe prawdopodobieństwo na wygraną, powinien dla swojego dobra zaakceptować proponowane przez pracodawcę porozumienie stron. Takie zakończenie umowy o pracę wygląda lepiej i nie zamyka drogi do innych miejsc pracy. Natomiast gdy przewinienie pracownika nie było oczywiste i rażące, wówczas lepiej przyjąć tzw. dyscyplinarkę, a następnie odwołać się do sądu pracy. Jednak zawsze należy rozważyć wiele innych okoliczności. Sprawa sądowa wiąże się z kosztami, zaangażowaniem prawnika, stresem. Dlatego nie można uniwersalnie doradzić.

Jakie były najciekawsze pytania czytelników?

- Każda sprawa jest wyjątkowa. Zdziwił mnie czytelnik, który samodzielnie występując przed sądem pracy, nie tylko doskonale orientował się w przepisach i orzecznictwie dotyczącym prawa pracy, ale również w przepisach kodeksu postępowania cywilnego. Wystąpił do sądu pracy z wnioskiem wynikającym z art. 477(2) kpc, zgodnie z którym sąd, uznając wypowiedzenie umowy o pracę za bezskuteczne, może w wyroku nałożyć na zakład pracy obowiązek dalszego zatrudnienia pracownika do czasu prawomocnego rozpoznania sprawy. Składanie takiego wniosku w postępowaniu sądowym nie zdarza się często. Z relacji czytelników "Gazety" wynika, że nagminne jest rażące naruszanie przepisów prawa przez pracodawców, np. wypowiadanie umów o pracę w okresie ochronnym, brak pouczeń na wypowiedzeniach. Pracodawcy stosują różne zabiegi, żeby uniknąć wypłaty należnych odpraw pieniężnych. Problemem jest też prawidłowe przejęcie zakładu pracy przez nowego pracodawcę - z rozmów wynika, że pracodawcy sobie z tym nie radzą i naruszają przepisy prawa pracy.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów